Madonna, dziewczyna Jesusa
sie11
No dobra, mam fazę. Napisałem kolejne opowiadanko komentujące aktualne wydarzenia i tak się dziwnie składa, że znowu występują w nim anioły. Czy to moje zboczenie czy jakoś tak się wszystko w tym kraju ustawia? Tak czy siak na koncert Madonny się nie wybieram, bo te pięć czy sześć piosenek, które lubię to jednak trochę mało. A tylko tak, żeby powkurwiać oszołomów? Chyba już z tego wyrosłem. Zamiast tego więc macie tekścik poniżej:
Operacja “Wniebowzięcie”
– Spokojnie, jeszcze nie czas na panikę – powiedział archanioł Uriel do zebranych. – A ty Nathanielu jeszcze raz od początku.
Drobny skrzydlaty siedzący po prawej westchnął i uniósł głowę.
– Zaniosłem dziś, jak co rano, listy pod dom Najświętszej Panienki – powiedział. – Było ich wyjątkowo dużo, bo w końcu wakacje, ludzie wyjeżdżają, inni się o nich martwią, wznoszą modły i…
– Tak, tak, Nathanielu. Wiemy jak to działa. – mruknął ze zniecierpliwieniem Uriel. Nie wiedzieć czemu, spieszno mu było do puenty; słyszał ją już przecież cztery razy.
– Ja tylko chciałem powiedzieć, że przez to noszenie ciężarów, bardzo się ostatnio przepracowuję i jak już zrzucam worek z listami pod drzwi, to nie patrzę ani gdzie, ani na co. No i tak jakoś nie zauważyłem, że od kilku dni worki, nietknięte, gromadzą się na ganku.
– O czym to świadczy? – zapytał ktoś z tłumu. Nie był ci on zapewne najjaśniejszą aureolą w swoim chórze.
Nathaniel jednak odpowiedział zupełnie spokojnie:
– To znaczy, że Matka Boska zrobiła sobie urlop.
– Zgadza się – przytaknął Uriel. – A my musimy ją teraz znaleźć i to jak najszybciej. Sprawdził ktoś czy nie zostawiła po sobie smugi cudów?
Zebrani ryknęli śmiechem, a archanioł, zdawszy sobie sprawę z gafy zapłonął ognistą czerwienią. Smuga cudów czyli widmowy ślad, który zostawiał za sobą boży smuga – metafizyczny odpowiednik śladu termicznego – doskonale sprawdzał się gdy chodziło o świętych, ale w przypadku matki Pana był totalnie bezużyteczny. Była niczym rasowy haker – jej sygnał świętości rozszczepiał się na setki tysięcy sanktuariów na całym świecie. Znaleźć ją to jak wytropić Bin Ladena w afgańskich jaskiniach, co nie udało się nawet Gabrielowi, który dorabiał sobie w Islamie i czasem przynosił talibom poselstwa.
– No dobra, to było głupie – stwierdził po chwili Uriel. – Ale znaleźć ją musimy i tak. Jest, cholera, czternasty sierpnia. Jutro święto wniebowzięcia i ona musi tu być! Ma ktoś jakiś pomysł?
– Google – zawołały jednogłośnie anioły.
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną, pomyślał Uriel, krzywiąc się z niesmakiem. No ale cóż mu pozostawało. Klasnął i pojawił się przed nim laptop.
***
– Dobra, no to co wpisujemy? – zapytał anioł Ezariasz. Jako, swego czasu, stróż Kevina Mitnicka najlepiej wiedział jak radzić sobie z komputerami. Teraz zastygł z palcami nad klawiaturą czekając na polecenia.
– Wpisz Maria – zaproponował ktoś, zaraz jednak sam się zreflektował. – Albo nie, wpisz Madonna.
– I dodaj jakieś inne słowa klucze. Może Jezus na przykład.
– I jeszcze nazwy jakiś sanktuariów maryjnych, by wiedział o kogo chodzi. Fatima, Lourdes…
Ezariasz obejrzał się i zmierzył wzrokiem anioła, który się przed chwilą odezwał.
– Znaczy kto ma wiedzieć o kogo chodzi?
– No, wszechmocny Google – odparł skrzydlaty wzruszając ramionami.
Ezariasz westchnął i wpisał kilka miejsc kultu.
– Coś jeszcze?
– Może virgin? – rzucił ten co przed chwilą. – Wiecie, dziewica, tylko po angielsku.
Ezariasz przejechał ręką po twarzy, a jego trzewiach wzbierał już ogień pański.
– Wiemy co znaczy virgin, idioto! Wszyscy mówimy w językach!
Ale i tą propozycję ostatecznie dopisał. Kliknął szukaj i po sekundzie miał już odpowiedź.
– Tu jest chyba największa zgodność. Podkreśla zarówno Madonnę jak i Virgin, Jesusa i Lourdes.
Uriel poklepał Ezeriasza po ramieniu.
– Dobra robota. Czyli gdzie?
– Do Warszawy, wygląda na to, że matka Pana postanowiła pośpiewać.
Przeczytał pobieżnie notkę i rozpromienił się.
– I wygląda na to, że religia wciąż jest żywa, bo Najświętsza Panienka zgromadzi prawdziwe tłumy.
– Znakomicie – Uriel dumnie wyprężył pierś. – Zatem dajmy im finał godny koncertu Madonny.
***
Szesnastego sierpnia, dzień po koncercie, „Fakt” opublikował na pierwszej stronie ogromne zdjęcie Mariana Brudzącego ze stowarzyszenia „Dla Wszechpolski” – organizacja ta najmocniej protestowała przeciwko koncertowi Madonny w Polsce.
“A jednak, mieliśmy rację!!!” – wrzeszczał nagłówek. A zaraz pod nim zamieszczono krótką zajawkę artykułu:
Po licznych prowokacjach wymierzonych w stronę katolików – w tym osławionego już krzyża na którym ta pseudoartystka zawisła w Rzymie – przyszedł czas na jawny policzek! W finale koncertu zorganizowanego w święto wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny, Madonna w otoczeniu fałszywych aniołów wzniosła się ku rozwartemu niebu.
„To hańba i kpina z tradycyjnych polskich wartości” – krzyczy Marian Brudzący, przewodniczący „Dla Wszechpolski” – „Madonna będzie się za to smażyć w piekle”.
Bardziej pomylić się nie mógł…
Tyle.
