Archiwum miesiąca Lipiec 2009

SUPLEMENT

lip
26

Szanowni Czytelnicy,

Nie dalej jak dzisiejszego przedpołudnia (piszę ten wpis jeszcze 25.07) na tym blogu napisałem pełen emocji tekst w którym na przykładzie wypowiedzi mojego forumowego kolegi (jako, że sam jestem zarejestrowany na forum Zaginionej Biblioteki) Tixona zelżyłem wulgarnymi słowy pseudorecenzentów i ludzi, którym wydaje się, że mogą szafować autorytatywnymi wypowiedziami na temat literatury (gdzie puste frazesy zastępują argumentację). W licznych komentarzach pod moją wypowiedzią uświadomiono mi co następuje:

NALEŻY BRAĆ PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SWOJE SŁOWA ZAMIESZCZANE W INTERNECIE I NAWET WYRAŻAJĄC OPINIE NEGATYWNE STARAĆ SIĘ ŻEBY BYŁY ONE MOŻLIWE RZECZOWE, A TAKŻE PODKREŚLAĆ, ŻE WYRAŻA SIĘ JEDYNIE SWOJĄ SUBIEKTYWNĄ OPINIĘ JAKO ODBIORCY DANYCH SŁÓW, WYPOWIEDZI.

Dzięki owym komentarzom dowiedziałem się także (a stanowczo brakowało mi tej wiedzy), że w wypowiedziach internetowych generalnie nie wypada stosować skrótów myślowych ani innych zabiegów mogących wprowadzać nieporozumienia. Nie należy również wykorzystywać pozycji pracowicie zdobytej wcześniej, by – jak to się niefortunnie wyraziłem -”rzucać pustakami”. I tak na przykład ja, w poprzedniej wypowiedzi, nie mając żadnego poparcia w faktach pośrednio użyłem wobec kolegi Tixona określenia “cwel” a także skorzystałem ze sformułowania “fiutek” co miało wywołać oczywistą konotację z penisem . Korząc się, uznaję niniejszym, że z jest wielce prawdopodobne, iż były to stwierdzenia nieprawdziwe i użycie ich w mojej poprzedniej wypowiedzi było niezdrowym i zdecydowanie niegrzecznym nadużyciem wolności słowa jaką daje Internet. Dziękuję za słuszne zwrócenie mi uwagi i przepraszam wszystkich, którzy poczuli się dotknięci wulgarnością mojej wypowiedzi. Szczególnie zaś przepraszam kolegę Tixona, który ucierpiał najmocniej.
Jeżeli w jakikolwiek sposób istnieje szansa, że moje karygodne zachowanie zostanie mi wybaczone, proszę uprzejmie o podjęcie ze mną polemiki w kwestii zarzutów jakie padły w poście Tixona, który wywołał moją przesadzoną reakcję.
Przy okazji ufam, że lekcja jaką dziś odebrałem będzie nie tylko moją, ale przysłuży się także innym: Wolność wypowiedzi to nie wolność powiedzenia wszystkiego bez konsekwencji.

Przy okazji: Cieszy mnie ogromnie pospolite ruszenie w kwestii naruszania dobra osób w sieci. Ufam gorąco, że myliłem się w jednym z komentarzy, mówiąc, że bierze się ono przede wszystkim z faktu iż zaatakowany jest znajomym osób komentujących i że teraz już razem (albowiem świadom jestem swoich błędów) ruszymy walczyć z chamstwem, wulgarnością i nierzetelnością Internautów.

W sieci

lip
25

Odkryłem absolutnie niezwykłą prawidłowość, o której szerzej zaraz. Z początku uznałem ją za odkrycie na własne potrzeby, potem jednak spacerując po Internecie, wstępując, swoim zwyczajem na jedno, drugie, trzecie forum – a także zerkając na portalowe recenzje – doszedłem do wniosku, że świat również potrzebuje tej wiedzy. Zatem proszę, nie będę strasznym egoistą. Oto owa prawidłowość.

Fakt przeczytania w życiu dobrej książki i nawet częściowego jej zrozumienia nie czyni literackim krytykiem.

Kto zamierza się w tym momencie stukać w głowę, albo zarzucać mi że głoszę truizmy, niech dokona podobnej do mojej wędrówki po forach i sam zobaczy jak to naprawdę wygląda. A schemat o którym mówię prezentuje się mniej więcej tak :

Pojawia się na jakiś forum jeden czy drugi mały fiutek. Czasem trochę sobie posiedzi przyczajony niczym ten tygrys, częściej jednak wali z grubej rury już na dzień dobry. W wątku autorskim, nie bacząc na poprzednie posty pisze coś w stylu: “Będzie krótko, bo nie ma się nad czym rozwodzić” a potem napierdala w autora pustakami niczym kibol, co się wkręcił do zadymy na KDT. I z każdym kolejnym pustakiem rośnie we własnych oczach, a bywa, że i w oczach koleżanek i kolegów z forum. Oo, bo tak pięknie mu/ jej dojebał!
A oto przegląd najbardziej popularnych pustaków:

1. Autor/ autorka pisze dokładnie jak (tu wstaw nazwisko innego autora) tylko gorzej, bo zrzyna. Prawda, że się zdarza, ale taki krytykant jako przykład poda zazwyczaj taki banał, że człowiek chce się pochlastać tępą żyletką. No i oczywiście ma dwie, trzy książki przeczytane na krzyż, więc to co może być literackim nurtem, dla niego jest plagiatem, bo porównał tylko dwa znane sobie tytuły.

2. Wyliczanka: Styl leży, fabuła leży, motywacje bohaterów leżą… itd. Oczywiście nie dowiesz się, choćbyś się skichał, co takiego leży w stylu (usłyszysz co najwyżej załapany gdzieś przez krytyfiutka banał, którego nie do końca rozumie), a co do fabuły i motywacji postaci odpowiedzią jest w większości przypadków: bo ja bym tak nie zrobił. Słusznie, nie zrobiłbyś, bo jesteś nudnym palantem i dlatego nikt o Tobie książek nie pisze!

3. Albo coś jest płytkie jak kałuża albo przeintelektualizowane. Prawdziwa głębia zachowana jest dla tych, którym dowalić nie wypada, bo wtedy kumple nie poprą. Wszyscy pozostali mogą się łapać na kategorię pogardliwie wymawianego “prostego czytadła”

4. Humor do niczego, to ma być śmieszne? albo To ma być nastrój grozy? Wcale się nie bałem. – czyli znowu, jakim to jestem zabawnym gościem, albo jakim wyjebanym w kosmos twardzielem, bo autor do pięt mi nie dorasta. Przez całe piętnaście lat mojego bogatego wewnętrznie życia bałem się tylko raz (jak miałem dwa lata), a ten pisarczyk/ pisareczka to bobo z szafy może buty czyścić suchą szmatką. A śmieszą to mnie tylko zawoalowane żarty Kierkegaarda. I Monty Python, bo modny.

5. Gdzież tam temu autorkowi/ autorynce do Hemingwaya, którego ostatnio czytałem? Gdzie do Vonneguta, który stoi na półce i ma fajnego blurba? Gdzie wreszcie do Faulknera, którego nazwisko wreszcie nauczyłem się wymawiać? To nędzne popłuczyny. A to, że dokonując porównań, książki zestawiam raczej z Wędrowyczem czy inkwizytorem Mordimerem to żebyście wy zrozumieli ludzie małej wiedzy, o ledwie zarysowanych wypustkach oczytania na płaskiej klacie analfabetyzmu.

Wymieniać można by jeszcze długo, tylko po co? By opowiedzieć anegdotki jak to widujesz później jednego z drugim chojraka jak z wywieszonym jęzorem czeka na autograf? Niektórzy nawet nie pamiętają, że tą samą ksywką, którą teraz mają na identach, posługiwali się bluzgając i nie łapią ironii w pytaniu: czy ja Cię aby skądś nie znam, pysiaczku? Nie, nie zauważają tego, sikając po nogach z zachwytu i radości.

A potem wracają na fora i dalej ciągną swoje, bo przecież nie można sobie pozwolić, by ucierpiał image. Słowem dwulicowe cwele. A czasem po prostu zwykłe fiutki. Zupełnie jak – i tu, proszę, dostajecie moją inspirację do tego wywodu – niejaki Tixon z forum Zaginionej Biblioteki. Zobaczcie sobie co i w jakiej formie wypisuje o Ani Kańtoch i jej książkach. Oczywiście nie łapie się na wszystkie wymienione przeze mnie punkty (kilka osób obok uzupełnia), ale nie zmienia to skali jego ciulostwa.
Rzuciłeś, mały człowieczku, dużo pustaków, więc może teraz jakieś konkretne przykłady, którymi będziesz w stanie swoje słowa podeprzeć? Nie? Tak sądziłem.