Wojownik Neostrady
cze22
Byłem w piątek i kawałek soboty na krakowskim konwencie “Confuzja” i tam, podczas jednej z dyskusji jakoś tak temat zszedł na gry paragrafowe i absolutnie rewelacyjnego “Wojownika autostrady”. Tym, którzy nie widzą o co chodzi, wyjaśniam, że to takie książki, w których mamy wpływ na to, jak potoczy się akcja. Co kilka stron – czasem częściej, czasem rzadziej – trafiamy na zdania typu:
Jeśli chcesz wykonać czynność A, idź do strony takiej a takiej.
Jeśli chcesz wykonać czynność B, idź do strony siakiej i owakiej. (no dobra, nie dosłownie tak brzmią te zdania, ale podobnie )
W “Wojowniku autostrady”, czterotomowej grze w klimatach postapo, dochodziły jeszcze pojedynki (ze specjalną planszą losową na której, jak się okazało, wszyscy oszukiwali ile wlezie) no i możliwość kupowania przedmiotów. Czasem więc wybór dokonywany był za ciebie – jeśli nie miałeś liny, nie było jak zejść do studni, ergo nie miałeś szans na wodę, ergo zdychałeś z pragnienia albo skakałeś do studni nie bacząc na nic i ginąłeś z głodu (czy co tam). Poza tymi momentami wyboru, paragrafówkę czyta się jak fajną książkę i ogólnie jest cool. Tyle wyjaśnień.
Gadaliśmy sobie więc o tych paragrafówkach i jakoś tak powiedziałem, że fajnie było kiedyś taką grę zrobić. Na co padła propozycja:
- No to na co czekasz? Rób! I puść to w sieci najlepiej.
No jasne, tere fere, pomyślałem sobie. Pisaniny jak na porządną, cholera, książkę (nawet jeśli samo story jest nieszczególnie długie to przecież co chwila muszą powstawać inne odnogi, inne opcje, możliwości etc.) a ja mam to puszczać w internet tak ot? Znaczy bez perspektywy zarobienia miliona dolarów, poznania Anegliny Jolie i w ogóle bez najmniejszych szans na Maybacha?! (czy też raczej, w moim przypadku Jaguara XKR-S)
No tak, możecie mnie nazywać wstrętnym materialistą, ale myślę sobie, że taka zabawa przekracza jednak moje możliwości do udzielania się pro bono. Zwłaszcza, że nie jest to do końca zabawa typu RPG, gdzie nawet Mistrz Gry ma frajdę, bo przecież gracze reagują spontanicznie, świetnie się z nimi bawi itd. Tu pisanie nieszczególnie różni się od mojej codziennej pracy czyli tworzenia książek.
Ale mimo to perspektywa zrobienia paragrafówki nie przestawała ( i nie przestaje) mnie kusić. Zwłaszcza, że pojawiła się opcja dość popularna w sieci, mianowicie smsowanie. Coś jak kiedyś zrobił King z “Jazdą na kuli”… tyle, że nie do końca. Pomysł, który mi zaprezentowano wygląda tak:
Zaczynam pisać historię, tak otwarcie, ogólnie dostępną. Potem przychodzi od pierwszego widelca (miejsca, gdzie należy podjąć wybór) i wtedy gracz kupuje sobie kod, by pójść dalej. Jeśli umrze – co przecież możliwe – może zacząć od miejsca, gdzie poległ albo zacząć przygodę od nowa. Płaci się tylko za do tej pory nie eksplorowane ścieżki. Proste, prawda? No, nie tak do końca, od razu bowiem pomyślałem sobie o niebezpieczeństwach. Na przykład takich, że będę chciał ciągnąć historię w nieskończoność albo co (nikt nie jest bowiem pewnym jak się zachowa w sytuacji skrajnej – tu patrz, nagłe obrzydliwe bogactwo). No i oczywiście trzeba by to było jakoś technicznie zrobić, a na tym się nie znam.
Ogólnie jednak wszystko dałoby się załatwić, jakoś ustawić, zrobić. Ot na przykład poprzez dostarczenie już na starcie pełnej gry oraz zapewnienie stronie stałego administratora ustawionego na procent etc. Kurczę, w sumie mogłoby być fajnie, gdy tak sobie o tym myślę.
Tak już zupełnie poważnie, nie liczę, że mógłby to być złoty interes, choć może dałoby się taki serwis zrobić i na nim nie tracić. Co o tym myślicie? (w sensie o moich paragrafówkach, nie o tym czy będę bogaty czy nie)
