Dziwne Dni

maj
23

Właśnie przeczytałem, że przez tegoroczne Dni Fantastyki we Wrocławiu przewinęło się łącznie z półtora tysiąca uczestników i trochę mnie ścięło. Znaczy, ja wiem, że to jednodniówki, że ludzie wpadali na chwilę i wypadali, że to inny charakter imprezy, ale… to kupa luda. A wcale nie było widać. Choć może inaczej, dało się zauważyć, że ludzi jest sporo, więcej niż w latach ubiegłych. Ale, że aż tyle? Szok!
Zdecydowanie jednak frekwencyjny sukces DF-ów cieszy, bo jest on w pełni zasłużoną nagrodą za świetną imprezę jaką nam fanom po raz kolejny zgotowali organizatorzy z prześwietną jak zawsze Edytą Muł-Pałką na czele. Program, na ile zdołałem go ogarnąć, prezentował się znakomicie, towarzystwo dopisało, a i z pogodą było ogólnie nie najgorzej (choć miała biedaczka chwile załamania). Moim osobistym bohaterem był zdecydowanie Levir, który nie tylko dziarsko nam towarzyszył przez większość imprezy, ale i uprzejmie transportował do hotelu, choć wcale nie musiał. Bohater – to słowo, które pasuje do niego najbardziej.
Muszę przyznać, że sam jestem zaskoczony z iloma ludźmi udało mi się zamienić więcej niż dwa słowa. Ze Staszkiem Mąderkiem o Hi 2,3-6, z Kasią i Rafałem Kosikami o wszystkim ( z akcentem na książeczki dziecięce), z Orbitem o pierdołach (uwielbiam unoszący się nad tymi rozmowami opar absurdu). Była chwila, by usiąść przy stoliku z carpenoctenowcami, kingowcami, a nawet, by pogadać z fanami ,choć to ostatnie często w przelotach z miejsca na miejsce. (Z Milenką Wójtowicz i jej masońskim rycerzem – a moim ziomalem – to nawet taksówką jechałem, taki miałem fart!)
Tradycyjnie już na konwencie prowadziłem prelekcje (tym razem dwie), a oprócz tego, wraz z Patti, dwa konkursy i LARPa. Generalnie się podobało, choć ostatnio wypatrzyłem, że jakiś nerd malkontent stwierdził, iż nasz konkurs horrorowy aż raził niekompetencją i był parodią prawdziwego konkursu, bo nie potraktowaliśmy go poważnie. Strasznie to smutne, kiedy ludzie podchodzą do swojego hobby tak śmiertelnie poważnie, że znika im linia dzieląca napięte pośladki ( Choć w jednym miał chłopak rację, wykazałem się niekompetencją mówiąc o Frankensteinie z 1926 podczas gdy w rzeczywistości był to film z roku 1910 a w 1926 został on zwyczajnie zaprezentowany widzom w Niemczech, a chyba w ogóle w Europie. Nie wziąłem pod uwagę tej rozbieżności, mea culpa. Na pocieszenie własne dodam, że ów jeden punkt kolejności zwycięzców by nie zmienił.)
A jak przyjąłem realizowane podczas imprezy huczne obchody trzydziestolecia “Gwiezdnych Wojen”? Zaskakująco pozytywnie. Piszę “zaskakująco” ponieważ tak się składa, nigdy nie byłem szczególnym fanem Lucasowej gwiezdnej sagi. w latach młodzieńczych nie miałem mokrych epizodów z księżniczką Leią w bikini, a nad Vadera stanowczo przedkładam Maula, mimo iż pierwszy epizod był totalnie dodupny. Słowem jestem nie znajacym się ignorantem, heretykiem i w ogóle Moc nigdy nie będzie ze mną. A tu proszę…
Nie dość, że prawdziwą przyjemność sprawiało mi oglądanie szturmowców i oficerów Gwiazdy Śmierci z dziećmi na rękach, to jeszcze wysłuchałem niemal całego plenerowego koncertu orkiestry, a nawet stałem na baczność podczas Marszu Imperialnego. Mało tego! Zmuszony przez Patti jako nagrodę za wygrane kalambury wybrałem sobie świetlny miecz (czerwony) i starwarsową figurkę niewiadomokogo z fajnym robalem (Patti z kolei wzięła hełm szturmowca, który gada i zmienia głos). Słowem, nie tylko wytrzymałem całą tą otoczkę, ale dodatkowo stwierdzam, że było całkiem fajnie. Nawet ekscytowanie się statystami, którzy sprzedawali swoje zdjęcia w kostiumach i figurki postaci śmieszyło mnie mniej niż na przykład na Polconie. Może dlatego, że tym razem miałem okazję przywitać się z aktorami i zorientować się, że są ogromnie sympatyczni.
Podobnie jak sympatyczny był, podobno, Masterton. Nie wiem, jakoś się nie wybrałem na spotkanie z nim. Nie z powodu jakiejś niechęci, albo co, darzę go bowiem ogromnym sentymentem; po prostu nie zebrałem się jakoś na żadne ze spotkań. Z resztą i tak nie miałem “Manitou”, pierwszej książki jego autorstwa, którą przeczytałem, będąc we właściwym wieku (ok. 13 lat). Ale przechodząc gdzieś korytarzem wymieniliśmy uśmiechy i uprzejme “Hi”. Właściwie nie wiedzieć czemu, przecież mnie nie zna, ale to było miłe i fajne.
Ogólnie rzecz biorąc konwent ucieszył mnie wielce, bawiłem się naprawdę fajnie, a do tego – jak dowiedziałem się z zamieszczonej w pokoju telewizorni – Eurowizję wygrała sympatyczna piosenka (choć na zajawkach brzmiała jak Heidi goes to Hollywod czy inny Tyrol), więc weekend uważam za prawdziwie udany.

Z innych rzeczy: Premierę “Gotuj” będę świętować w Warszawie w Empiku Megastore Junior dokładnie 05.06. Mam nadzieję, że nie będę tam siedział sam, bo Empik zwykle zapewnia ciastka, a ja i tak ostatnio sporo przytyłem. Jak gadam, to się przynajmniej nie objadam.
Wcześniej natomiast, bo już w przyszłą środę pojawię się w Muzeum Hansa Klossa w Katowicach. Od dnia otwarcia szykuję się, by wreszcie tam trafić, ale że na trzecie mam Chaos (a na czwarte, piąte, szóste i siódme kolejno NIe, Chce, Mi i Się) to jakoś jeszcze nie miałem okazji. Podobno, tak mówi pogłoska, każdy uprawniony do tego dowodem osobistym dostanie piwo gratis. Jak dla mnie brzmi zachęcająco.

A tu macie ową eurowizyjną piosenkę:

Tyle.

 

Odpowiedzi: 17 do wpisu “Dziwne Dni”

  1. hasita86 mówi:

    Jedynie (niestety) tylko do eurowizynej części Pana notki mogę się odwołać… Harry Potter i Zac Effron w jednym, dodałabym też z połączeniem Skrzypka Na Dachu ;)

    Już nie przyczepię się do jakże ambitnych słów tejże piosneczki.

    Ale przyznać muszę… melodia w sam raz do nucenia :)

  2. tesska mówi:

    Ach, Muzeum Klossa… Wręcz chora jestem, że mnie tam nie będzie, bo Klossa uwielbiałam jeszcze długo przed tym, jak usłyszałam, co to fantastyka, ale trzy egzaminy w tym tygodniu dość skutecznie trzymają mnie w Poznaniu. Ale może chociaż na pocieszenie trafią mi się pytania z “Inwazji jaszczurów” Karla Čapka… ;)

  3. Jakub Ćwiek mówi:

    Zac Efron był fajny w “Hairspray” i podobno jest sympatyczny w “17 again”. Potter ma swoje momenty, a “Skrzypka na dachu” lubię bardzo. Co do słów, nie czepiam się zwykle, bo słowa przebojów nie po to są, by miały sens, ale by się ładnie pod melodię układały. :-) (no nie zawsze, ale to jednak dość częste i nie zwykłem marudzić).
    I jak już powiedziałem, mnie się piosenka podoba, choć bez szaleństw. Ale zestawiając z taką chociażby Islandią to naprawdę ładnie wyszło.
    A co do Klossa, ja nie muszę być chory :-P Ja będę :-D (taka mała drobna złośliwosteczka)

  4. hasita86 mówi:

    Ja niestety bywam marudna jeżeli chodzi o słowa piosenek, aczkolwiek “ujdzie w tłumie” jeżeli wszystko fajnie się komponuje, a tutaj tak jest. :)

    Zmieniając temat i wracając do Klossa… propozycja Muzeum wydaje się INTERESUJĄCA; więc zaryzykuję stwierdzenia: do zobaczenia w środę :D

  5. Mando mówi:

    Dni Fantastyki jak dla mnie super. Zarówno część oficjalna jak i nocleg w szkole. Wreszcie obejrzałem też Hi 2,3-6 (strasznie chciałem to obejrzeć mimo że książki jeszcze nie czytałem), choć uczucia raczej mieszane mam. Bardzo fajny konkurs kingowy w waszym wykonaniu (niestety w piątek mnie nie było by wziąć udział w horrorowym). No i dzięki konwentom i wygranym konkursom powoli kończę kompletować twoje książki:D Jeszcze tylko Liząc ostrze, a “Gotuj…” obiecuję kupić w okresie premiery.

  6. tesska mówi:

    Ja dzięki horrorowemu też wróciłam bogatsza o książki :D
    A komplet ćwiekowy jak na razie mam (aczkolwiek “Liżąc ostrze” jeszcze nie przeczytałam w całości, leży u przyjaciółki), teraz czekam na “Gotuj z papieżem” ^^

  7. Jagoda mówi:

    Ponieważ opinia Mando o konkursie kingowym może się wydawać stronnicze, jako że od początku wiadomym było, że wygra ten konkurs, to ja bezstronnie się z nim zgodzę, choć od początku wiedziałam, że to nie ja wygram :D Na obu konkursach bawiłam się świetnie, a co za tym idzie, do prowadzących nie mam żadnych zastrzeżeń. Jakby nie patrzeć w biały dzień trudno przeprowadzać straszne konkursy horrorowe. A poważny konkurs horrorowy? – to dopiero mogło być straszne…
    W każdym razie miło było spotkać znane karpie i eSKa.peelki, poznać dotychczas nie znane karpie (nowych kingowców chyba nie poznałam, jeśli jednak tak, to też było miło), kolegów grabaży i autora tegoż blogu. Że miło było wygrać książkę, to chyba zrozumiałe samo przez się.
    Film ciekawie łączy różne wątki z Liżąc ostrze, jednak zdecydowanie wolę książkę (ale ja mam tak zawsze). Czy i kiedy zapoznam się z Lokim nie wiem (może jak już będę wiedziała, że seria jest definitywnie skończona, to się hurtem z całoscią zapoznam), ale na Gotowanie z papieżem to już nabrałam ochoty.
    No to z wątku się dowiedziałam że na konkursie horrorowym spotkałam tesskę, Teraz rada bym wiedzieć, która to ;-) (bo chyba ta sama co z forum GP, prawda?)

  8. tesska mówi:

    Ano ta sama, Jagodo ;)
    Tesska miała koszulkę w paski z wielką czachą, czerwoną chustkę na głowie i żółtawą arafatkę na tyłku, “rapowała” jako pierwsza w konkursie z piosenką ;)
    A można wiedzieć, która to Ty? :D

  9. tesska mówi:

    PS. Blog Jakuba łączy ludzi? :D

  10. Jagoda mówi:

    czerwoną chusteczkę na głowie zapamiętałam… zresztą, trudno było by nie ;-)
    Ja byłam chyba najkrócej ściętą przedstawicielką płci pięknej. I w okularach.

    Ja wiem, czy to blago Jakuba łączy ludzi? Raczej generalnie fantastyka. Bo gdyby ta nas nie interesowała, to na blogu Jakuba nie mielibyśmy czego szukać ;-)
    (czyli po prostu: fantastyka łączy fantastycznych ludzi)

  11. tesska mówi:

    A, to w takim razie też Cię kojarzę :)
    I nawet dobrze mi się wydawało, że to mogłaś być Ty :)

  12. Naridena mówi:

    Nawet nie wiecie jak Wam zazdroszczę tych wszystkich wyjazdów na konwenty. *wzdych*
    Ale co tam. Też będę jeździć. Na pocieszenie tylko świadomość, że będę miała Gotuj z Papieżem już pojutrze ]:->

    Panie Ćwiek, raczyłby Pan na mejle odpisywać. :]

  13. tesska mówi:

    Jak to, pojutrze? Ładnie tak, przed premierą? :P

  14. Naridena mówi:

    Recenzja będzie do przeczytania w dniu premiery :)
    To wszystko części większego planu :p

  15. A.Mason mówi:

    <>
    Hihi, poczulem sie wazny :-D

    Fotoblog juz dziala, mozesz ogladnac zdjecia z konwentu :-)

  16. hasita86 mówi:

    A ja mogę W KOŃCU napisać… Miło było Cię poznać :)

  17. Kasia mówi:

    A ja znów MIAŁAM BYĆ na Dniach Fantastyki i znów NIE BYŁAM….. Czego strasznie żałuje, bo jak widze zebrała sie tam sama śmietanka…

Zostaw odpowiedź

Spam Protection by WP-SpamFree Plugin