Archiwum miesiąca Marzec 2009

Grimm city resurrection

mar
23

Nie pisałem o tym, ale po wielokroć mówiłem, że mój niegdysiejszy pomysł na zbiór opowiadań inspirowanych baśniami braci Grimm (“Grimm city”, wspominałem o nim w jednym z pierwszych wywiadów) umarł. Powodem był komiks “Baśnie”, który w zbyt wielu miejscach był bliski mojej koncepcji. A, że “Baśnie” były pierwsze, stwierdziłem, że nie będę ich powielał. Szkoda mi było co prawda zawiązków fabuły, które już mi się zrodziły w głowie, tych splotów między opowiadaniami, które czyniły z owej książki jedną, w założeniu spójną całość. No ale cóż… świat bywa bezlitosny.
Z tym większą radością śpieszę donieść, że projekt “Grimm city” wrócił niedawno do łask. Wymyśliłem bowiem tak nową oprawę dla historii jak i nowy motyw nadrzędny. I, przynajmniej na chwilę obecną, bardzo mi się on podoba.
Pierwotnie Grimm city miało być połączeniem baśni braci i tzw. teenage horrors w konwencji kryminału Noir. Pod wieloma względami miało to być Urban Fantasy bliskie “Polowaniu na jednorożca” Resnicka , gdzie dominuje humor (chwilami czarny), cięte onelinery i chandlerowskie porównania. Czerń świata miała być pozorna, a postaci bajkowe wkomponowane na zasadzie animków z “Kto wrobił królika Rogera”. O, właśnie ten ostatni przykład najlepiej oddaje co chciałem pierwotnie napisać.
Teraz koncepcja jest inna. Nie zamierzam rezygnować z podstawowych założeń (Grimm + teenage horror + czarny kryminał) ale opowieść zupełnie straci na kolorach. Humor ma w założeniu być twardszy, czarniejszy (Wyobrażacie sobie jak wyglądały/brzmiałyby żarty w Breslau Krajewskiego?), świat mroczniejszy i brutalniejszy. Marzy mi się dobre, mocne dark fantasy podszyte “fake- kryminałem” (to moje określenie na na przykład Chandlera - chodzi o kryminały, gdzie często czytelnik nie ma szans na rozwiązanie zagadki, bo w zasadzie nie dostaje wskazówek. W takim tekście ważne jest obserwowanie śledztwa, a nie zabawa w śledztwo, co uważam, znamionować winno prawdziwy kryminał. Można się nie zgadzać). Czy założenie mi się uda? Nie wiem. Na razie notuję pomysły, a książkę ustawiłem w kolejce. Po “Ofensywie szulerów”, “Drzewie Crossa” i czwartym Kłamcy (nie licząc opowiadań, które pewnie stworzę w międzyczasie). Mam nadzieję, że do tego czasu nikt nie napisze nic podobnego. Na razie cieszę się po prostu, że pomysł powstał z martwych. Brakowało mi drania.

Fandom the musical

mar
22

Nie wiem czy można mnie określić fanem musicali, ale z całą pewnością uwielbiałem ( i do dziś uwielbiam) taneczne popisy Gene’a Kelly’ego, Ginger Rogers czy Freda Asteira. Do dziś pamiętam jak po raz pierwszy oglądałem filmowe “West side story” (jeden z ulubionych filmów mojej mamy), a także, wówczas jako fan Michaela Jacksona, oglądałem “Moonwalkera” z rozdziawioną gębą. Bardziej współcześnie, zachwyciło mnie “Chicago”, “Dreamgirls” a jeszcze bardziej niż te dwa urzekł “Hairspray”. Ubawiłem się jak nigdy przy nagraniach ze “Spamelotu” oraz musicalowego “Evil Dead”. Uwielbiam też musicalowy odcinek Buffy.
Nie wiem czy to wszystko wystarczy, by nazwać mnie fanem – ta funkcja to wszak również jakieś, cholera, obowiązki – ale sympatykiem musicali jestem całą, okrągłą i nieogoloną gębą. To samo w sobie jednak nigdy by nie wystarczyło.
Na szczęście jednak (bądź nieszczęście, to się okaże) okazało się, że Patti również jest wielką zwolenniczką musicali, a do tego ma sporo zapału do realizacji nowych, ciekawych projektów. Usłyszawszy, że kiedyś, dawno temu, był pomysł realizowania fandomowo “Shoggotha na dachu” powiedziała, że szkoda takiej ładnej inicjatywy. Z Lovecraftem może nie wyszło, ale…
No właśnie. Tu moi kochani zaczyna się właściwa treść notki.
Niezależnie od Metatronów (którzy na Polcon szykują nowy, fenomenalny spektakl, tym razem na podstawie Vonneguta) pragniemy zrealizować sceniczny musical-niespodziankę, tym razem dopuszczając do ról fanów z całego kraju. Rzecz jasna tych, których wyłowi casting. Odbędzie się on na Pyrkonie, w sobotę o godzinie 13.00 w Kąciku Kalamburów Nieustających. Czy warto tam przyjść? A pisałbym to, gdyby nie było warto? (Nie, nie odpowiadajcie, to pytanie retoryczne było. Nie pisałbym!) Wpadnijcie, choćby po to, by fajnie się pobawić, śpiewając piosenki i w ogóle. Zapraszam!

***

Ponieważ Goose narzeka, że dawno o nim nie pisałem (a ma przecież wciąż i wciąż ważne miejsce w mojej głowie, myślach etc.) to stwierdziłem, że nadrobię. Ponieważ jednak albo mało się u niego dzieje, albo widzimy się za rzadko, bym błysnął czymś barwnym, napiszę tylko, że widziałem go ostatnio i nadal jest równie zajebisty jak był.