Archiwum miesiąca Luty 2009

Hi 2,3-6

lut
16

No dobra, z tym wpisem łatwo nie będzie. Staram się z całych sił nie wyrażać tutaj opinii o rzeczach, których jestem twórcą czy chociaż współtwórcą. Sami pewnie zauważyliście, że nie tłumaczę dowcipów z “Kłamcy”, czy nie uzasadniam Ciemności w “Ciemność płonie”. Jeśli chodzi o wydane na świat twory mojego autorstwa, sprawa jest już dla mnie poniekąd zamknięta. Napisałem, oddałem i teraz inkasuję pieniążki i opinie (i jedno i drugie zależy w dużej mierzy od tytułu, Waszego nastroju, etc.). Recenzjami i opiniami niech zajmują się inni.
“Hi 2, 3-6″ o którym będzie dziś mowa, nie jest co prawda moim dziełem sensu stricte, ale mój nielichy udział przy realizacji projektu sprawia, że nie mogę się na jego temat wypowiadać swobodnie, by nie złamać zasady o której wyżej. Pozwólcie zatem, że ominę recenzje, opinie etc., a skupię się na wszystkim co wokół. Słowem, opowiem Wam o długo przeze mnie oczekiwanej premierze filmu opartego na jednym z motywów “Liżąc ostrze”.
Do Poznania dotarłem w środę naprawdę wczesnym rankiem, bo około szóstej. Dotarłem, pragnę to podkreślić, zmordowany jak po seansie ostatniego filmu Zanussiego, bo dwaj na oko rozsądnie wyglądający młodzieńcy z mojego przedziału mieli najwyraźniej świra na punkcie bezpieczeństwa – nie dość, że spali na zmianę (jeden drzemał, drugi słuchał głośno techno na mp3) , to jeszcze za nic nie zgadzali się na wyłączenie światła przedziale. Słowo daję, bliski byłem, by ich obić i okraść, tak wyłącznie z przekory.
Bez większego kłopotu i problemu dotarłem do domu Jacha Marcinowskiego – producenta filmu i odtwórcy głównej roli – gdzie przyjęła mnie i ugościła jego absolutnie cudowna mama. Byłem pod tak wielkim wrażeniem jej opanowania, gdy przez dom przetaczał się raz po raz tajfun spiętych studentów – członków stowarzyszenia – że w końcu zapomniałem poprosić ją, by nie mówiła do mnie per “pan”. Mam nadzieję, że w nieodległej przyszłości uda mi się to niedopatrzenie jakoś naprawić.
Po złapaniu paru godzin snu zebrałem się i wraz z Jachem i Michałem Jarosem – reżyserem filmu – i pojechałem do Urzędu Miasta w Poznaniu, na konferencję prasową.
Tu warto się zatrzymać i podkreślić, że wszystko co wiązało się z projektem było tak niesamowicie profesjonalnie przygotowane, że aż chwilami kręciłem z niedowierzaniem głową. Niby cały czas byłem na bieżąco z tym co się dzieje. Niby czytałem wiadomości od nieocenionej Agaty i Darka – odpowiadających za PR i całą masę innych spraw, których pewnie nie zdołałbym myślą ogarnąć, a co dopiero wymienić – ale i tak widząc efekty czułem się… well jak trybik świetnie pracującej maszyny.
Ale wróćmy do relacji.
Konferencja przebiegła sprawnie, była rzeczowa i rzeczywiście przyniosła efekty – już na następny dzień pisano o filmie i wieczornej premierze, o filmie można też było posłuchać w radio. Myślałem, że później udamy się na jakąś sjestę albo co – ostatnimi czasy stwierdzam, że odpowiada mi iberoamerykańskie podejście do wykonywania zawodu pisarza i południowe drzemki kuszą coraz bardziej – ale gdzie tam! Wszystko na pełnych obrotach, doglądanie specjalnych kopii DVD, plakatów, ustalanie najdrobniejszych szczegółów, a w tle rozmowy o kolejnych pomysłach, ideach, projektach. Gdy przyszło co do czego miałem prawdziwy dylemat czy kłaść się spać czy zostać i słuchać, ewentualnie wtrącić swoje trzy grosze. Ostatecznie druga w nocy okazała się prawdziwym smutnym kompromisem – ani się nie nagadałem ani nie wyspałem. Ech, życie!

Przez wzgląd na potencjalną długość notki oszczędzę Wam opisu przygotowań już w samym kinie “Apollo” – wystarczy wiedzieć, że spędziliśmy tam niemal cały dzień, ekipa na konstruktywnej pracy, a ja na uśmiechaniu się głupio i wkurzaniu wszystkich głupimi żarcikami. W przerwie zjedliśmy co nieco w “Czerwonym Sombrero” (które kupiło mnie przepysznymi tortillami) obgadując świetnie się zapowiadający projekt operatora “Hi 2,3-6″, Michała Gruszczyńskiego. Powiem Wam, że jeśli ten filmik wypali choć w połowie tak jak sobie Michał wymarzył, będziemy mieć do czynienia z wielce kontrowersyjną rewelacją.

I w końcu premiera! Wszędzie plakaty filmu – w otoczeniu tak znamienitych posterów jak te z “Taksówkarza”, “My Fair Lady” - przy szatni kolejka, a foyer pęka w szwach. I pomyśleć, że jeszcze parę godzin wcześniej Jachu bał się, czy zbierze się choć setka ludzi. Wpuszczeni na salę goście zajmują niemal wszystkie z czterystu wolnych miejsc – kolejny wielki sukces grupy PR-owej Stowarzyszenia. Na scenę wychodzi konferansjer, mówi kilka słów i zaprasza Jacha, który dziękuje profesorowi Gajosowi, sponsorom i “wszystkim, którzy się przyczynili”. Potem Michał jako reżyser dorzuca kilka swoich słów, a na końcu wychodzę ja. Że sparafrazuję klasyka: Później mówili, że poszło mi nieźle, ale ja swoje wiem. Szczęśliwie mówiąc nie widziałem nic poza reflektorami walącymi po oczach. Nieszczęśliwie, powidoki miałem do końca projekcji.

Gdy film się skończył, a oklaskom wszelakim stało się zadość, widzowie przeszli do foyer, a twórcy zostali udzielać wywiadów itd. W sumie to spokojnie mogliśmy iść się napić wina i poczekać aż media dadzą odetchnąć profesorowi Gajosowi – swoją drogą absolutnie cudowny facet i teraz jeszcze bardziej niż kiedyś sławić go będę jako niekwestionowanego mistrz wszechwag wśród polskich aktorów; a pod eleganckim, dystyngowanym urokiem jego żony pozostaję do chwili obecnej – ale jednak zostaliśmy na sali chłonąc atmosferę.
Wreszcie, gdy ostatni dziennikarze wypytali już o co mieli wypytać i sobie poszli, wyszliśmy do pustoszejącego z każdą chwilą foyer by wreszcie powiedzieć sobie głośne uff. Moje – dodam szczerze – bardziej było wynikiem udzielającego się od innych stresu niż przepracowania, ale co tam. Póki mnie Jachu i spółka nie wyklną, czuję się częścią tego nowo-powstałego klanu i wzdycham z ulgą jak wszyscy.

To już był koniec. Projekt “Hi 2,3-6″ został zrealizowany i teraz pozostaje tylko pokazać go światu. Za czym oczywiście również stoi sztab ludzi.

Jak wspomniałem na początku, nie mnie oceniać sam film, stwierdzam natomiast, że uwielbiam ludzi z taką pasją i samozaparciem jak ci ze stowarzyszenia Qltura Fabric. I tak, możecie uznać to za słodzenie. Wasza sprawa.

Ja dziękuję wszystkim, którzy mieli na to jakiś wpływ, za świetną zabawę przez ostatni rok. Liczę na więcej.