Archiwum miesiąca Styczeń 2009

Szczęśliwego Nowego Jorku

sty
18

Darujcie mi proszę brak noworocznych powitań. Ani pomysłu nie mam, ani tak nawet jakoś ochoty, by coś specjalnie wymyślać. Bo właściwie co się wydarzyło?
Zmieniliśmy kalendarze. 90% społeczeństwa myli się na kwitkach przy wpisywaniu roku w dacie. Tym co mają respawnowały się urlopy. Coś jeszcze? A, oczywiście ogromna grupa ludzi na świecie zaczyna panikować, bo znowu się postarzała. Jakby nie działo się to z godziny na godzinę, minuty na minutę itd.
Darujmy sobie lepiej i zamiast pisać o nowym roku, zajmijmy się poważnymi sprawami. Na przykład tym, że w dniu dzisiejszym Chrobry Basket Głuchołazy – gdzie gra moja prześliczna, utalentowana ze wszech miar siostra Julia – wygrał półfinały i wszedł do finałów mistrzostw Polski w kosza (kat. juniorki starsze). Byłem dziś na meczu, naprawdę niesamowite widowisko.
Zapytacie pewnie dlaczego piszę o sukcesach siostry zamiast swoich? Odpowiedź tyle prosta co bolesna. Ona je ma, ja z kolei siedzę nad “Ofensywą szulerów”, piszę, zmieniam, poprawiam i coraz bardziej sfrustrowany co jakiś czas oglądam seriale. Szczęśliwie chociaż, mam je naprawdę dobre, bo z polecenia samego legendarnego Teklaka – mistrza bloga i ciętej riposty.
I tak ostatnimi czasy relaksować mi się przyszło przy:
“Synach anarchii”- znakomity serial, choć słowo “relaksować” pasuje tak tylko do pierwszej połowy sezonu, bo potem robi się ciężkawo w nastroju. Choć niezmiennie świetnie i zajebiście konsekwentnie. Przyznam, że od naprawdę dawna (dokładniej od czasu “Rzymu”) nie czekałem tak bardzo na kolejny sezon. Choć, mówiąc szczerze, pełen jestem obaw czy go nie spieprzą. Nawet jeśli jednak, to pierwszy sezon stanowi w pewnym sensie zamkniętą całość i będzie można ograniczyć kolekcję tylko do niego. Warto
Następny na mojej liście ostatnio wchłoniętych jest solidnie obładowany bagażem nagród wszelakich “Californication”.
Już pierwsza scena pierwszego odcinka powaliła mnie na kolana, a potem zachwyt nie ustępował ani na moment. Nad kreacją Duchowny’ego, nad dialogami, nad kreacją postaci i humorem. Wreszcie nad wyrażoną bardzo dosadnie opinią na temat tego kim jest statystyczny artysta – tak wiem, każdy artysta wkurwił by się za dodany powyżej epitet niepomiernie – we własnych oczach (pieprzonym geniuszem) i kim w oczach innych (zwykle nadętym dupkiem). Spotkałem się z opiniami, że serial jest zupełnie nietrafiony i nieśmieszny, ale większość owych krytykantów, to nerdy, które nie mogą przeboleć co zrobiono z ich ukochanym Mulderem. Uczłowieczono i ubrudzono łajnem życia, ot co.
Kolejną pozycję zajmuje “Burn notice” (Po polsku chyba “Tożsamość szpiega”, choć nie pamiętam skąd ta informacja). Rzecz o spalonym – zwolnionym, nie ujaranym – agencie, który próbując rozwikłać tajemnicę dlaczego go skreślono, pomaga ludziom w Miami w naprawdę trudnych sytuacjach. Pomysł banalny i schematyczny, a zagrywki czasem jak z “McGywera” bądź “Drużyny A”, ale wierzcie mi, że sprawdza się jak cholera. Jest zabawnie i ciekawie, obsada dobrana znakomicie (Gra Bruce Campbell!!), a Miami to cudowne tło pod serial sensacyjny. Czegóż trzeba więcej?
I wreszcie miejsce czwarte. Tym razem namówiony wreszcie przez Goosa złapałem się na pułapkę “Supernatural”. Utknąłem co prawda trochę na trzecim sezonie (brakuje mi odcinków), ale i tak uważam, że to od czasów Buffy (niekwestionowanej królowej) najlepszy serial z demonami w tle. A Jeffrey Dean Morgan wcielający się w rolę ojca głównych bohaterów zarobił u Patti tytuł “najprzystojniejszego serialowego ojca”. Brawa dla tego pana!

Póki co tyle. Co prawda oglądam obecnie jeszcze “Tudorów” i “Big Bang Theory”, ale chyba za wcześnie by o nich pisać. Zobaczymy jak si rozwiną (znaczy ten pierwszy, Big Bang bowiem leci klasycznym, sitcomowym schematem).

Sprytnie sobie wykombinowałem tę pierwszą po przerwie notkę, nie? Ale uspokajam, mam już pomysły na następne i nie będą to tylko polecanki. Póki co, bawcie się dobrze i do następnego.