Archiwum miesiąca Grudzień 2008

W krzywym zwierciadle… święta.

gru
23

Wpadłem na chwilę, by złożyć Wam wszystkim życzenia. Więc życzę tego wszystkiego co banalne, ale jednak potrzebne. Tych wszystkich zdrowio-pierdół, szczęścio-bzdetów i całej cholernej pomyślności. Życzę też tego co ważne czyli…no, ja wam nie będę mówił co jest dla was w życiu najistotniejsze. Sami wiecie. I jeśli nie staje to w sprzeczności z moimi marzeniami i tym o co ja sam dla siebie i moich bliskich proszę, to, well, bawcie się dobrze ze swymi pragnieniami.
Opychajcie się zatem, kochani, do woli i świętujcie jeśli nastroje ogólne ku temu sprzyjają. Jeśli nie wiszą wam nad głowami kredyty, nakazy eksmisji czy jeśli w domu jest ok i nie chcecie rodziców, babć, ciotek i wujków traktować siekierą. Zawsze może być gorzej, kochani! I tego, by NIE było gorzej, życzę Wam chyba najbardziej.

PS. A Tutaj na zdjęciach macie Żabę (wciąż szukającą domu) w ubranku świątecznym. Czyż nie wygląda cudownie? Czy nie czujecie potrzeby wygłoszenia zaraz noworocznego postanowienia: Przygarnę do siebie Żabę? Jeśli czujecie… jesteście dobrymi ludźmi. Przynajmniej w intencjach.
Żaba jako Kobold
żaba na zbliżeniu

Wszystkie psy idą… do dobrych ludzi.

gru
15

Ci co mnie znają, wiedzą, że nie jestem jakimś szczególnym miłośnikiem zwierząt. Jakoś mi nie po drodze z pieskami, kotkami czy gryzoniami biegającymi całe dnie na kołowrotkach. Fakt, kiedyś chciałem mieć sokoła, ale też jakoś nie wyszło. I myślę, że to nawet lepiej.
Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że jestem w kropce. Bo po raz pierwszy od bardzo dawna poznałem psiaka (suczkę), który, choć może nie jakoś szczególnie ładny, to entuzjazmu i radości ma w sobie tyle, że mógłby nim obdarować kolonię spanieli i jeszcze z cztery chomiki na dokładkę. Nie dość, że owa sympatia do zwierzaka kłóci się z moim obrazem antypatycznego antyzoofila, to jeszcze… I tu właśnie przechodzimy do sedna.
Piesek (o tymczasowym imieniu Żaba) to znajda. Patti znalazła go pewnego dnia na ulicy jak się szwendał przestraszony i jakoś tak przygarnęła, bo nie miała serca zostawić. Nie dziwię się. Żaba to, jak pisałem, sama radość na czterech (a częściej chyba nawet na dwóch, bo tak skacze) łapach. Problem polega na tym, że teraz z zaszczepioną, wykąpaną i radosną psinką nie za bardzo jest co zrobić, bo nagle wszelkie opcje noclegowe jakoś się – niezależnie od siebie – wywaliły.
Pozwólcie zatem, kochani, że zapytam. Nie chce ktoś psiaka? Zapewniam, że fakt iż nawet ja polubiłem Żabę jest wielce znaczący – to naprawdę świetny zwierzak. Jeśli ktoś się zdecyduje, zaznaczam, że warunki są dwa. Po pierwsze, co oczywiste, na psią miłość trzeba odpowiedzieć choćby w połowie tak wielkim uczuciem i po drugie, wypadałoby się przygotować, że od czasu do czasu wpadnę z wizytą, by podrzucić kostkę i zagarnąć dla siebie troszkę tej psiej radości.
Jeśli ktoś się zdecyduje, proszę o kontakt na maila : azver@wp.pl

To tyle. Odezwę się jeszcze przedświątecznie.

MAŁA EDYCJA… bo chyba się nie zrozumieliśmy. Pies nie mieszka obecnie u mnie ale u mojej przyjaciółki Lori w czymś na kształt przemiłego domu tymczasowego dla całej masy zwierzaków. Ja go tylko odwiedzam, a moje dzieciaki nigdy go nie widziały, więc o moją głowę możecie być spokojni. A Żaba tymczasem nadal szuka domu :)