Archiwum miesiąca Listopad 2008

Co kryje… kłamstwo?

lis
25

No dobra, Kłamca trzeci w księgarniach (albo już na waszych półkach), a ja zabieram się wreszcie za wpis, który nie będzie tylko wylewaniem żalów, bądź pławieniem się w zachwytach. Oto (prawie) wszystko co chcecie wiedzieć o Kłamcy, ale boicie się (albo i nie) zapytać.

Zacznijmy od najważniejszego. Tak, będzie czwarta część. Zapewniam, że wbrew obiegowej opinii jestem zdrowy na umyśle i co nieco wiem na temat książek. Na przykład to, że są granice w kwestii pozostawiania otwartych zakończeń (uważam, że już raz – przy “Liżąc ostrze” stałem przy samych granicznych słupkach i póki co wystarczy). Wątki w tomie trzecim urywają się dość nagle, co – jak zwykle w podobnych przypadkach – służyć ma przygotowaniu pola pod dobry, mocny początek kolejnej części cyklu. Co w zasadzie z miejsca prowadzi nas do kolejnej kwestii.
Tak, mnogość książek o kłamcy wiąże się z pieniędzmi. Nie do końca jest to tak cyniczne jak niektórzy chcieliby uważać, ale z całą pewnością nie ma to również wiele wspólnego z wyidealizowanym portretem pisarza tworzącego dla sztuki. Pisząc książki o Kłamcy dobrze się bawię, ale i zarabiam dostarczając rozrywki innym. W bardzo zbliżonych, zauważcie, dawkach. Podejrzewam, że gdyby nie opóźnienie jakie powstało w wyniku prac nad innymi projektami, Kłamca byłby teraz troszkę grubszy, ale dzięki temu, że jest jaki jest, możecie go czytać już, a nie za powiedzmy pół roku. I znowu płynnie przechodzimy do kwestii następnej.
Kolejny tom, jeszcze bez podtytułu (mam kilka pomysłów), pojawi się zapewne za rok. Może wcześniej jeśli uda mi się sprężyć i odpowiednio szybko domknąć wszystko nad czym obecnie pracuję (podpowiem, że nie pracuję nad czwartym tomem :) ). Czwarty tom będzie w prostej linii kontynuował wątki z części trzeciej.
Ile będzie tomów? Pierwotnie byłem pewien, że cztery i to nadal nie jest niemożliwe, aczkolwiek w obecnej chwili skłaniałbym się raczej ku opcji pięciu. Nie tylko ze względów finansowych, zwyczajnie oddając tom trzeci miałem do wyboru albo zakończyć go szybciej, albo ostatnie sześćdziesiąt stron napisać na odwal. Wybrałem to pierwsze, a biorąc pod uwagę, że każdy wątek troszkę pęcznieje w trakcie pisania, już mam szacunkowo 160 stron nadwyżki. Zamykając się w pięciu a nie czterech tomach będę mógł pewne wątki i motywy “dopieścić”. Może tak zrobię… a może nie. Zobaczymy! Póki co, nie pytajcie.
Co jeszcze mogę wam napisać (odpowiadając tym samym na wszelkie zadane mi ostatnio pytania)?
Tak, w czwartym tomie będzie Kłamczuch. Będzie go nawet całkiem sporo i w ważnych momentach.
Tak, szantażuję Piotrka Cieślińskiego, żeby mi robił takie świetne okładki. W piwnicy trzymam na uwięzi jego ukochanego kota.
Nie, nie zamierzam pisać gejowskich fanfików o Michale i Gabrielu. Raz, że nie chcę, a dwa, że i tak nie ma przecież o czym pisać.
Tak, zdaję sobie sprawę, że wciąż wielu ludzi uważa, że zrzynam z twórczości Mai Kossakowskiej. Mają prawo tak myśleć, podobnie jak ja mam prawo myśleć o nich to, co myślę w tej chwili. Mam też prawo nie przytaczać tych myśli w formie pisanej, z której to obywatelskiej swobody niniejszym korzystam.
Tak, wiem, że w trzecim tomie jest mniej samego Lokiego. Ja to napisałem, pamiętacie?
Nie, nie zwariowałem.
Nie, wcale nie wiem czy będę się smażył w ogniu piekielnym za swoje książki. Jeśli nawet, to – mając w pamięci słowa świętego Wawrzyńca konającego na ruszcie – wiem, co powiedzieć diabłom (Wy nie wiecie? Poszukajcie sobie w googlu)
I nie, wcale nie uważam, że jestem taki zajebisty, bo napisałem kilka książek. Ale z drugiej strony uważam, nie jest też zajebistym ktoś, kogo dziewczyna zbywa przez trzy dni, bo woli w tym czasie poczytać przygody Lokiego. A może ja mam niewłaściwe podejście do zajebistości? W każdym razie wesoło pozdrawiam ową dziewczynę jeśli mnie teraz czyta.
To chyba tyle. Chyba, że jeszcze coś?

Biały poseł o bladym sercu

lis
9

Jak ja uwielbiam takich tumanów jak poseł Górski. Wejdzie taki na mównicę, orgazmu dostaje już na samą myśl, że stoi przez chwilę wyżej niż inni, a potem zabiera się za starannie ułożoną przemowę. Z tego co mówią media nie błyszczał za mocno od wyborów, można więc sobie wyobrazić jak długo siedział nad kartką papieru dumając, jak ubrać w słowa swoje poglądy. “Koniec ery białego człowieka” to najlepsze co udało mu się wydumać. Cóż, jeśli przyszłością tej ery byłyby zakompleksione typki pokroju posła Górskiego, pozostaje nam dopowiedzieć “I Bogu w niebiosach dzięki”.
Dlaczego piszę o kompleksach? Bo jakoś tak nie mam wątpliwości, że rasizm w nich bierze swój początek.
Czytałem sobie niedawno sporo o początkach Ku-Klux-Klanu i zdarzyło mi się trafić na informację, że generał Nathan Forrest uzasadniając swoją krucjatę używał dość zaskakujących argumentów. “Czarni mężczyźni mają dużo większe przyrodzenie od ludzi białych, a kobiety pełniejsze i bardziej wyzywające usta. Już na pierwszy rzut oka widać zatem, że zostali stworzeni oni do grzechu.” Czytając to, pomyślałem: I tu Cię boli, bratku! Stąd całe to K-K-K! Kompleks Krótkiego Kutasa i nic więcej.
Niejaki Jonathan Hooker (pokrewieństwo z gen. Hookerem nie potwierdzone choć możliwe) przystał do Forresta, po tym jak jego żona, raz zaznawszy “specjału czarnego ogrodnika”, nie zawitała już więcej w mężowym łożu. Stał się więc Hooker gorliwym wyznawcą nowego ładu i porządku – prawdziwym zwolennikiem “ery białego człowieka”. Jego “specjalnością”, dodajmy były gwałty podczas których przywiązywał sobie do penisa wypolerowany kijek, tak by na pewno mieć dłuższego niż “czarnuchy”.
Po berlińskiej olimpiadzie Hitler – którego rasizm i wiara w niemiecką potęgę musiała zmierzyć się z lekkoatletycznym talentem Jesse Owensa – wysnuł podobno teorię, że tak jak Aryjczycy są odpowiednikiem świetlistych Alfów czy nawet aniołów, tak czarni są ich przeciwieństwami. Rzekome piekielne pochodzenie tłumaczyło zarówno kolor skóry jak i niezwykłe skille murzynów. Jak się dobrze zastanowić, można by uznać to za swoistą nobilitację.
Nie znam niestety nazwy organizacji, która wysłała detektywów mających wytropić jaki biały pisze przemówienie dla Martina L. Kinga (bo przecież nie mogli uwierzyć, że “czarnuch” sam ma taki talent) – a szkoda, bo może poseł Górski zgłosiłby swoją kandydaturę. Podobnie nie pamiętam dokładnie, który z kościołów protestował przeciwko Morganowi Freemanowi w roli Boga (“Bruce Wszechmogący”). Wiem jednak, że za każdym z tych wydarzeń stał blady strach równie bladych twarzy pierdolonych rasistów. O swoje kobiety, o dominację, wreszcie o filmowe role. Dodajmy, że bardzo często strach połowicznie uzasadniony – czarni w wielu kwestiach naprawdę bywają lepsi. Tylko co, do jasnej cholery znaczy, że ” przyjdą i zabiorą”. Już są, od dawna i zwyczajnie, pełnoprawnie korzystają z dobrodziejstw ziemi i cywilizacji. Zupełnie jak biali, a nawet – wedle teorii o naszym afrykańskim pochodzeniu – nawet dłużej niż oni (my), więc i w pewnym sensie bardziej “legalnie”.
Cieszy, że na kretyńską wypowiedź posła Górskiego zareagował oburzeniem nawet PiS (choć, jak można się było spodziewać nie cały). Teraz mam nadzieję, że pewni nadgorliwcy – ci którzy tak bardzo dbali o dobre imię naszego mikrego słowem, czynem i posturą pana prezydenta, że gotowi byli ścigać bezdomnych za wyzwiska – teraz też staną na wysokości zadania. Tylko niech się pospieszą, zanim poseł Górski nie wsiądzie w samolot do USA. Nie chcemy chyba palonego krzyża pod Białym Domem, prawda?