Co kryje… kłamstwo?
lis25
No dobra, Kłamca trzeci w księgarniach (albo już na waszych półkach), a ja zabieram się wreszcie za wpis, który nie będzie tylko wylewaniem żalów, bądź pławieniem się w zachwytach. Oto (prawie) wszystko co chcecie wiedzieć o Kłamcy, ale boicie się (albo i nie) zapytać.
Zacznijmy od najważniejszego. Tak, będzie czwarta część. Zapewniam, że wbrew obiegowej opinii jestem zdrowy na umyśle i co nieco wiem na temat książek. Na przykład to, że są granice w kwestii pozostawiania otwartych zakończeń (uważam, że już raz – przy “Liżąc ostrze” stałem przy samych granicznych słupkach i póki co wystarczy). Wątki w tomie trzecim urywają się dość nagle, co – jak zwykle w podobnych przypadkach – służyć ma przygotowaniu pola pod dobry, mocny początek kolejnej części cyklu. Co w zasadzie z miejsca prowadzi nas do kolejnej kwestii.
Tak, mnogość książek o kłamcy wiąże się z pieniędzmi. Nie do końca jest to tak cyniczne jak niektórzy chcieliby uważać, ale z całą pewnością nie ma to również wiele wspólnego z wyidealizowanym portretem pisarza tworzącego dla sztuki. Pisząc książki o Kłamcy dobrze się bawię, ale i zarabiam dostarczając rozrywki innym. W bardzo zbliżonych, zauważcie, dawkach. Podejrzewam, że gdyby nie opóźnienie jakie powstało w wyniku prac nad innymi projektami, Kłamca byłby teraz troszkę grubszy, ale dzięki temu, że jest jaki jest, możecie go czytać już, a nie za powiedzmy pół roku. I znowu płynnie przechodzimy do kwestii następnej.
Kolejny tom, jeszcze bez podtytułu (mam kilka pomysłów), pojawi się zapewne za rok. Może wcześniej jeśli uda mi się sprężyć i odpowiednio szybko domknąć wszystko nad czym obecnie pracuję (podpowiem, że nie pracuję nad czwartym tomem
). Czwarty tom będzie w prostej linii kontynuował wątki z części trzeciej.
Ile będzie tomów? Pierwotnie byłem pewien, że cztery i to nadal nie jest niemożliwe, aczkolwiek w obecnej chwili skłaniałbym się raczej ku opcji pięciu. Nie tylko ze względów finansowych, zwyczajnie oddając tom trzeci miałem do wyboru albo zakończyć go szybciej, albo ostatnie sześćdziesiąt stron napisać na odwal. Wybrałem to pierwsze, a biorąc pod uwagę, że każdy wątek troszkę pęcznieje w trakcie pisania, już mam szacunkowo 160 stron nadwyżki. Zamykając się w pięciu a nie czterech tomach będę mógł pewne wątki i motywy “dopieścić”. Może tak zrobię… a może nie. Zobaczymy! Póki co, nie pytajcie.
Co jeszcze mogę wam napisać (odpowiadając tym samym na wszelkie zadane mi ostatnio pytania)?
Tak, w czwartym tomie będzie Kłamczuch. Będzie go nawet całkiem sporo i w ważnych momentach.
Tak, szantażuję Piotrka Cieślińskiego, żeby mi robił takie świetne okładki. W piwnicy trzymam na uwięzi jego ukochanego kota.
Nie, nie zamierzam pisać gejowskich fanfików o Michale i Gabrielu. Raz, że nie chcę, a dwa, że i tak nie ma przecież o czym pisać.
Tak, zdaję sobie sprawę, że wciąż wielu ludzi uważa, że zrzynam z twórczości Mai Kossakowskiej. Mają prawo tak myśleć, podobnie jak ja mam prawo myśleć o nich to, co myślę w tej chwili. Mam też prawo nie przytaczać tych myśli w formie pisanej, z której to obywatelskiej swobody niniejszym korzystam.
Tak, wiem, że w trzecim tomie jest mniej samego Lokiego. Ja to napisałem, pamiętacie?
Nie, nie zwariowałem.
Nie, wcale nie wiem czy będę się smażył w ogniu piekielnym za swoje książki. Jeśli nawet, to – mając w pamięci słowa świętego Wawrzyńca konającego na ruszcie – wiem, co powiedzieć diabłom (Wy nie wiecie? Poszukajcie sobie w googlu)
I nie, wcale nie uważam, że jestem taki zajebisty, bo napisałem kilka książek. Ale z drugiej strony uważam, nie jest też zajebistym ktoś, kogo dziewczyna zbywa przez trzy dni, bo woli w tym czasie poczytać przygody Lokiego. A może ja mam niewłaściwe podejście do zajebistości? W każdym razie wesoło pozdrawiam ową dziewczynę jeśli mnie teraz czyta.
To chyba tyle. Chyba, że jeszcze coś?
