Zaplanuj to jeszcze raz, Sam :)
maj27
Nie jest już żadną tajemnicą, że robimy Eurocon 2010. My to znaczy Polacy, do spółki z Czechami i Słowakami. My, czyli konkretniej w przypadku strony polskiej, Śląski Klub Fantastyki. Impreza odbędzie się w Cieszynie i – na co mamy nadzieję – znakomicie wkomponuje się w obchody 1200 lecia tego przedzielonego granicą państw miasta.
Za wcześnie oczywiście, by podawać jakiekolwiek szczegóły, a nawet gdyby było inaczej, to jakiś tam blog niekoniecznie jest po temu właściwym miejscem. Może zatem skupię się raczej na pewnych rozważaniach związanych z imprezą i tym z czym się ona wiąże.
Od kiedy na poważnie zabrałem się za pisanie, ciągle gonią mnie terminy. Niekoniecznie te narzucone przez wydawnictwo (choć czasem się zdarzają), ale po wielokroć takie jakie nakładam sobie sam. Gonią, dodajmy i doganiają a nawet dublują na następnym okrążeniu, bo – wstyd się przyznać – jestem chyba najmniej systematycznym człowiekiem świata, a do tego pazernym jeśli chodzi o owoce własnej ambicji. Chcę mieć wszystko o czym marzę, już, natychmiast, albo przynajmniej ASAP.
Myślałem, że rozwiązaniem będzie jako takie zaplanowanie pracy, ale zaowocowało to jedynie tym, że wiem co będę jako pisarz robił do jesieni 2009. Sądzicie, że coś mi to dało? Znaczy prócz obawy, że jak znowu wpadnie coś fajnego po drodze, to będzie jak z domkiem pierwszej świnki? Jeśli tak właśnie uważacie, to wyprowadzam z błędu. Prócz rzeczonych obaw, planowanie nie dało mi nic.
I teraz nagle, wyobraźcie sobie, dowiaduję się co będę robił przez pierwsze osiem miesięcy 2010. Więcej nawet. Dostaję silny przekaz, że skoro przez te prawie trzy kwartały zajmować się będę niemal wyłącznie działalnością fanowską, to już teraz przyjdzie mi na to poodkładać. Trzeba założyć jakieś czarnogodzinowe konto, porobić sobie zdjęć, by dzieci nie zapomniały jak wygląda tatuś, spisać testament… jak się tak zastanowić, to wszystko są plany, z których nie wywiązanie się, położy się cieniem nie tylko na mnie, ale i na masie innych ludzi. Brr, odpowiedzialność.
Z drugiej jednak strony mam przykłady jak się to robi. Opowiadałem Wam już o Eli i PWCu, wypadałoby wspomnieć i o Szamanie, a także wielu innych, którzy złożyli już niejedną godzinę na ołtarzu ofiarnym Fandomu. Pociesza świadomość, że człowiek zabierający się do imprezy jako pełen euforii, ale i obaw amator, ma przy sobie prawdziwych wymiataczy. To jak wyjście na zadymę z Terminatorem – człowiek się oczywiście zmęczy, ale ma świadomość, że w zasadzie to co robił, to było tylko dobijanie ocalałych po metalowym koledze.
Tylko to planowanie…ech… wciąż nie mogę się przekonać.
Zawsze chciałem żyć tak, by patrząc w przyszłość widzieć jedynie – uwaga, rośnie stężenie górnolotności – miłość, przyjaciół i marzenia do spełnienia. Żadnych konkretów. Teraz, gdy ktoś chce się ze mną umówić na piwo, mam rewolucję w kalendarzyku. Eurocon, myślę, sprawi, że nawet na te rewolucje nie będzie już miejsca. Ale co tam, za to jaka będzie wypaśna impreza!
——–
Aha, w ramach ciekawostki. Na stronie Fabryki Słów pojawiły się dwa fragmenty z “Ciemność płonie”. I od razu zaznaczę – według moich pomiarów od McDonalda do dworca są cztery kroki więcej(przeczytacie fragmenty, dowiecie się o czym mówię), ale nie mogłem się powstrzymać i nie nawiązać choć kawałeczkiem do opowiadania Pilipiuka
PS. A jutro o najlepszej kapeli świata. A właściwie… zresztą nie. Przeczytacie sobie sami.
