26
maj
Kiedy cztery lata temu do kin wchodziła PIŁA, wszyscy wyli z zachwytu jaki to świetny i
przełomowy film. Szybko okazało się jednak, że jedyną wartą uwagi rzeczą w tej papce był pomysł, który niestety zginął w natłoku krwi, flaków, żałosnego aktorstwa i głupawych zagrań scenarzysty. Do tej pory powstały 4 części i każda tak na dobrą sprawę jest bardziej absurdalna od poprzedniej. Ale nikt na to nie zwraca uwagi, bo PIŁy są tylko odpowiedzią na potrzeby masowej widowni, która oszołomiona błyskawicznym montażem, hektolitrami krwi i kuriozalnymi zakończeniami, nie będzie pytała o co tutaj w ogóle chodzi. A producenci na to jak na lato. Jednak widzom, którym sam pomysł wyjściowy wydał się intrygujący, powinien spodobać się film, który może nie do końca wykorzystuje swój potencjał, ale robi to o niebo lepiej niż wspomniana PIŁA.
czytaj więcej…
22
maj
1969 – Michael Crichton wydaje książkę THE ANDROMEDA STRAIN. Jej
głównym bohaterem jest wirus, który wraz z rządowym satelitą spadł na Ziemię by siać śmierć i zniszczenie. Bohaterami drugoplanowymi jest czterech naukowców, którzy w supertajnym laboratorium, znajdującym się głęboko pod powierzchnią ziemi, próbują odkryć tajemnice pochodzenia tego wirusa i zneutralizować go, zanim zdąży zniszczyć całą ludzkość.
1971 – Robert Wise (THE HAUNTING) przenosi na ekran książkę Crichtona i robi to bezbłędnie. Jego TAJEMNICA ANDROMEDY, mimo odczuwalnego upływu prawie 30 lat, nadal mistrzowsko trzyma w napięciu, raczy gęstym, klaustrofobicznym klimatem, kapitalną scenografią (swego czasu nominowaną do Oscara) i świetnym aktorstwem. Mimo fantastyczno-naukowej otoczki, bije z niego jakiś dziwny realizm i wszechobecne poczucie niepokoju. Jest nawet bombowy ale przy tym idealnie wyważony finał. Technothriller pełną gębą.
2008 – SCI-FI Channel wypuszcza remake/kolejną ekranizację
(niepotrzebne skreślić) THE ANDROMEDA STRAIN w postaci 3 godzinnego miniserialu. Napięcia tu nie ma. Aktorzy robią co mogą ale większość nie pasuje do swoich ról. Mimo nowoczesnego wyglądu laboratorium, wypada ono śmiesznie w porównaniu z tym z filmu Wise’a (ale to wina braku specyficznej atmosfery… w sumie braku jakiejkolwiek atmosfery). Największe cięgi powinien zebrać scenarzysta za żonglowanie teoriami na temat pochodzenia wirusa. Co 15 minut mamy zupełnie nową tezę, każda głupsza od poprzedniej. Są jeszcze jakieś nudne wątki poboczne z uciekającym dziennikarzem i rozrastającą się epidemią. To wszystko ma na celu tylko i wyłącznie zapchanie czymś tych trzech godzin seansu i nijak się komponuje z przewidywalną całością. Finał pod tytułem ‘jak uratować świat 5 sekund przed czasem’ też mogli sobie darować. Jedyne co reanimuje ten film to dosyć sprawna akcja i jakiś faktor rozrywkowy. Nic specjalnego.
15
maj

Jak stworzyć film grozy, który byłby inteligentny i oryginalny? Który by przerażał, ale również spełniał podstawową funkcję kina jaką jest dostarczanie rozrywki? Na to pytanie może odpowiedzieć niewielu reżyserów. Jednym z nich jest Kiyoshi Kurosawa, któremu udało się to już czterokrotnie.
czytaj więcej…
03
maj
Czworo matematyków zostaje zaproszonych przez tajemniczego gospodarza aby wspólnie rozwiązywać największe tajemnice liczb i równań. Szybko odkrywają jednak, że pokój w którym się znaleźli, dosłownie kurczy się i jeżeli chcą przeżyć, najpierw muszą rozwiązać
najważniejszą enigmę: co ich ze sobą łączy i dlaczego ktoś chce ich zabić…
Po tym streszczeniu widać, że twórcy tego hiszpańskiego thrillera FERMAT’S ROOM wzorowali się słynnym CUBE. I trzeba przyznać, że bardzo dobrze im to wyszło. Film ma ciekawy i w miarę poskładany scenariusz, który zmusza widza do intensywnego główkowania. Moja wiedza z matematyki jest raczej mało imponująca, więc nieźle się musiałem nagimnastykować nad zagadkami, które na bieżąco rozwiązywali bohaterowie. Taki zabieg sprawił, że mocniej się z nimi utożsamiamy i przez to bardziej im kibicujemy. Duże brawa należą się także czwórce świetnych aktorów. Jest tu odpowiednia dawka napięcia, energetyczne tempo i sporo zwrotów akcji. Fabuła nie grzeszy jakąś specjalną dozą oryginalności i w sumie wszystkiego idzie się domyślić jeszcze przed żwawym (jednak trochę mało satysfakcjonującym) finałem, ale reżyserowi udało się na czas seansu odwrócić uwagę widza od większości niedociągnięć. Europa nadal z przodu.
25
kwi
Filmy paradokumentalne są ostatnio w modzie. Trzeba przyznać, że w tego rodzaju stylistyce tkwi spory potencjał i dziwne, że na wysyp tego rodzaju obrazów musieliśmy czekać aż 9 lat od premiery pioniera tego rodzaju filmowania czyli THE BLAIR WITCH PROJECT (lub jak kto woli 10 lat bo teoretycznie pierwszy był THE LAST BROADCAST z 1998 roku). Metoda ta zaczyna chyba dawać twórcom pewien rodzaj spełnienia, że ich film posiada chociaż jakiś mały ułamek oryginalności. I nawet jeżeli treść i wszystkie zagrania są do bólu oklepane, to przynajmniej obraz z kamery skacze nam przed oczami. Mieliśmy więc ostatnio dokumenty o duchach, pracy seryjnego mordercy i gigantycznym potworze. Teraz przyszła kolej na innych ulubieńców publiczności – żywe trupy.


czytaj więcej…
18
kwi
Śmiercionośna zaraza dziesiątkuje populację ludzką. Giną wszyscy bez względu na płeć, wiek, status materialny, czy wyznawaną religię. Ale jednej osobie udaje się uciec od śmierci. Jak się wkrótce okaże, ten ktoś będzie ostatnim człowiekiem na Ziemi. Prawie ostatnim…
W 1954 roku Richard Matheson książką I AM LEGEND podsunął Hollywood kolejny pomysł na zarobienie kilku zielonych. Pomysł dosyć ciekawy i umiejętnie wykorzystany, faktycznie mógł zrodzić coś fajnego. Oczywiście producenci nie oparli się pokusie i w ciągu tych 50 lat od premiery książki, już kilka razy sięgali po materiał w niej zawarty. Jak to zwykle bywa, z bardzo różnym skutkiem.
czytaj więcej…