13
mar
Za wikipedia.org: Część skorupy ziemskiej pokryta wodami mórz i oceanów. Łączna powierzchnia 361,26 mln km2. Pod względem budowy morfologicznej w
obrębie dna oceanicznego wyróżnić można: obrzeże kontynentalne (szelf i stok, 16,2% ogółu powierzchni), strefę przejściową (łuki wyspowe, rowy głębinowe, zagłębienia mórz przybrzeżnych, łącznie 9,1%), łoże oceanu (dno basenów oceanicznych 57,4%), grzbiety śródoceaniczne (17,3%). Właściwe dno oceaniczne (zbudowane z bazaltów pokrytych osadami morskimi) rozciąga się poniżej 2500 m. Głównymi formami rzeźby właściwego dna są baseny oceaniczne (2500-6000 m), rowy oceaniczne (poniżej 6000 m) i grzbiety śródoceaniczne (wysokość względna do kilku tysięcy m), do mniejszych form należą równiny abisalne, izolowane wzniesienia dna (ławice, rafy), płaskowzgórza, platformy, łańcuchy górskie. Naturalnie każde dno ma swoich mniej lub bardziej drapieżnych mieszkańców…
czytaj więcej…
09
mar
W 1973 roku ojciec żywych trupów wysmażył nudny i podobno kultowy horror o wirusie, zmieniającym obywateli pewnego amerykańskiego miasteczka w szaleńców, mordujących każdego, kto im się naiwnie pod nos. 37 lat później Breck Eisner (tytułowany swego czasu przyszłością horroru, mimo, że niżej omawiany film jest jego pierwszym z gatunku grozy) dostał się w trybiki machiny zwanej “amerykański sen o zrimejkowaniu wszystkiego co się rusza” i popłynął z prądem. Na szczęście nie został zgnieciony zębatkami pazernych producentów i nowa wersja THE CRAZIES to jeden z solidniejszych remake’ów ostatnich lat. Nawet jeśli za 2 miesiące nikt nie będzie pamiętał o jego istnieniu.
czytaj więcej…
05
mar
Ostatnio było gnojenie sequela jednego z najlepszych horrorów ostatniego
dziesięciolecia, dzisiaj będzie powtórka z rozrywki. Na horyzoncie pojawiła się bowiem kolejna kontynuacja zrobiona w pośpiechu, nastawiona na zysk i ociekająca irytującymi bonusami. THE DESCENT 2 wymaga od widza cierpliwości, zawieszenia niewiary i pokładów osobliwego poczucia humoru. Niestety nie oferuje nic w zamian.
Zaczyna się czołówką z napisem “PART 2″, identyczną muzyką, widokiem na te same wierzchołki drzew – wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują nam, że mamy do czynienia z bezpośrednią kontynuacją filmu Neila Marshalla. Niestety powrót obu aktorek i prymitywne zrzynanie poszczególnych scen części pierwszej to jedyne aspekty, jakie łączą PART 2 i PART 1. Fabuła od samego początku jest absurdalna (ciekawe, który lekarz pozwoliłby pacjentce w stanie szoku na wyprawę na dno jaskini, z której się przed chwilą wyczołgała), ale pierwsza połowa jest na tyle solidna, że można się jeszcze łudzić, iż może zbliżają się jakieś fajerwerki. Błyskawicznie jednak zostajemy sprowadzeni do pionu. Akcja kręci się w kółko, napięcie zniknęło wraz z czołówką, a nuda zaczyna doskwierać coraz bardziej. Nic nie zostało z klaustrofobicznej atmosfery jedynki. Nieudolny montaż, amatorskie oświetlenie i marny talent pana reżysera sprawiają, że jaskinie nie robią już wrażenia i wyglądają jak kolejny rekwizyt z amerykańskich horrorów średniego kalibru. Najgorsze, że obsadzie ciężko jest się odnaleźć w tym labiryncie bezpłciowych bohaterów 5-minutowego żywota. Cały drugi plan jest beznadziejny jak jeden mąż (z naciskiem na irytującego szeryfa), a Macdonald i Mendoza nie mają tutaj absolutnie nic do roboty, podążając mętnym wzrokiem za oślinionymi i również znudzonymi Crawlerami.
Gdy jednak rozpoczyna się druga połowa filmu, nuda ustępuje niedowierzaniu. Hektolitry zupy pomidorowej, melodramatyzm nad przepaścią i zapasy w gównie to nie jest coś, czego oczekiwałem po kontynuacji kultowego dzieła Marshalla. Na dodatek wydawało mi się, że ‘WHAT THE FUCK’ tego sezonu poleci do znikającej wanny z [REC] 2, niestety drugie ZEJŚCIE zabiło ćwieka. Kibel Crawlerów to nowy numer jeden wśród najbardziej żenujących motywów roku. Finał to już takie bzdury, że jakby go trochę zmodyfikować, twórcy nowej części SCARY MOVIE mieliby kilka dni zdjęciowych z głowy. Słabo.
24
lut
Najgłośniejszego filmu Jaume Balagueró nie trzeba raczej nikomu przedstawiać. W [REC] wszystko było na swoim miejscu, dlatego nie dziwi
zbytnio fakt, iż większość zdroworozsądkowych obywateli świata uznaje go za jeden z najstraszniejszych filmów dekady. Fantastyczne recenzje, deszcz nagród, znakomite wyniki w box office’ach – sequel był tylko kwestią czasu. Hiszpańscy twórcy zbytnio się jednak pospieszyli. Po 5 dobrych filmach, Balagueró nakręcił w końcu swoje pierwsze gówno w karierze – [REC] 2 niestety ssie. I to dosyć mocno.
Zacznijmy od tego, że ten film nie wysila się zbytnio z fabułą. To co nam próbują tutaj wciskać, to męczący festiwal żenady, zatytułowany “wrzućmy zombie i gore, a może widzowie nie zauważą, że spieprzyliśmy scenariusz”. Żal dupę ściska, bo Balagueró i Plaza zeszmacają tym gównem część pierwszą – to co wyprawia się w dwójce woła o pomstę do nieba. Najpierw jakaś drętwa drużyna do zadań specjalnych, potem ksiądz z blizną na gębie, udający specjalistę z Ministerstwa Zdrowia, a finiszując na spadających z sufitu nieletnich zombiakach (i księżach) – druga część kultowego shockera jest grubymi nićmi szyta. Pierwszy [REC] idealnie balansował na granicy gore i sugestywnych niedopowiedzeń. Tutaj twórcy chcieli pójść dalej, wybierając najgorszą z możliwych ścieżek i kopiąc tym samym poniżej pasa jedynkę. Jakiś idiota wpadł bowiem na pomysł, iż z tymi wszystkimi zainfekowanymi dziećmi, które wałęsają się po kamienicy (swoją drogą jakoś dużo się ich namnożyło… pewnie któryś lokatorów prowadził domowe przedszkole) nasz dziarski ksiądz będzie walczył przy pomocy różańca i krzyża. Najgorsze, że zombie-dzieci reagują na te boskie przedmioty – kwiczą, wyrywają się, zmieniają głos, wygadują jakieś religijne bzdety i rzygają krwią. Gdyby postarali się jeszcze o Leslie Nielsena mielibyśmy EGZORCYSTĘ 3 i 2/7. Zero napięcia, mało porywająca akcja i toporne dialogi gratis. Wspominałem, że aktorstwo jest tragiczne? Za każdym razem gdy ksiądz otwierał usta, moje zęby zgrzytały, a czacha eksplodowała bólem. Gdzie były zombiaki?
Jakby tego było mało, w połowie filmu następuje cięcie i na ekranie pojawiają się kolejne irytujące dzieci – tym razem grupa gimnazjalistów, która postanawia ściekami przeniknąć do wnętrz kamienicy. Dzięki temu dostajemy kolejną porcję egzorcyzmów i marnego aktorstwa. Wszystko jednak i tak przebija finał. Na sam koniec przedstawienia zjawiają się dwie największe gwiazdy pierwszego [REC]a – Manuela Velasco i Tristana Medeiros. Obie się w sumie ośmieszają (nie z własnej winy), zamieniając całość w jeszcze większą farsę. Dziewczynka Medeiros śpi w wannie, którą widać w trybie nocnym, a która dosłownie znika w momencie, gdy kamera zostaje przełączona w tryb normalny. WHAT THE FUCK? Czy to kolejny bonus mający przestraszyć niepraktykujących katolików? Końcówka jest tak głupia, że nie chce mi się nawet pisać. Pierdolonych PORYWACZY CIAŁ z tego zrobili. Unikać jak zarazy.
18
lut

Pamiętam jak będąc małym chłopczykiem z zaciekawieniem zatrzymywałem się przed telewizorem za każdym razem gdy leciała ta słynna DYNASTIA. Obserwując niemniej słynne pojedynki Alexis i Krystle, naprawdę sądziłem, że lądowanie w basenie przy każdej kłótni i dawanie sobie po pysku jest standardową rutyną dorosłych. Wracając jednak do czasów obecnych, zatrzymajmy się na chwilę przy 1/2 tego kultowego duetu. Joan Collins, która we wspomnianym serialu stworzyła podobno ponadczasowy wzorzec zdziry na obcasach, zaliczyła swego czasu również małą przygodę z horrorem. A właściwie kilka przygód. Tym zdecydowanie optymistycznym akcentem w jej karierze jest z pewnością filmowa wersja OPOWIEŚCI Z KRYPTY, gdzie w wigilijny wieczór uciekała przed psychopatycznym Świętym Mikołajem. Nieco później, w połowie lat 70-tych, została zaatakowana jeszcze dwukrotnie. Tym razem przez coś… trochę innego kalibru.
czytaj więcej…
14
lut
Marcus Dunstan i Patrick Melton to twórcy wiekopomnych skryptów PIŁ 4-6 (o tak, te filmy podobno miały jakieś scenariusze). Nietrudno było więc się
domyślić, jak będzie wyglądała ich wycieczka poza terytorium dziadka Jigsawa – bardzo podobnie. THE COLLECTOR, do którego obaj napisali bełkotliwą historię i którego Dunstan wyreżyserował, to kolejny mutant z kategorii “gore-tortury-pułapki”. Z drugiej strony, na drodze ewolucji twórcy pozbyli się rażącej pretensjonalności i pseudofilozoficznych mądrości, przez co film nie jest tak zły, na jakiego wygląda.
Właściwie można pofantazjować, że taka od samego początku mogłaby być seria SAW. Szybkie wprowadzenie, mocne rozwinięcie, enigmatyczny finał. Bez wycieczek na boki, bez żenujących zagrań. Scenariusz KOLEKCJONERA jest prosty i głupi. Ot kolejny psychopata w masce, który lubi wkradać się do domów na uboczu i torturować jego mieszkańców. Cierpi on również na chroniczny brak zajęcia, a jego ukochanym hobby jest zamienianie takiego domu w gabinet pułapek, z którego nie można wyjść (PIŁA 2 się kłania). Tutaj mamy dodatkowo dobrodusznego złodzieja, który stara się pomóc sobie i rodzinie znajdującej się wewnątrz. A wszędzie pełno pułapek z ząbkami, żyletek, linek, kwasów itd. W ramach dodatku mamy oczywiście gwałtowny montaż (choć nie tak wkurwiający jak w PIŁach), brudno-zielone zdjęcia i szarpaną muzykę. Czyli nic nowego ani zdolnego do wypłynięcia tu nie znajdziecie. Przed pójściem na dno, film Dunstana ratuje jednak sprawna realizacja i wspomniany wcześniej brak scenariuszowych kruczków. KOLEKCJONER jest szybki, porządnie sfilmowany i przyzwoicie zagrany. Tożsamość i motywacja mordercy pozostają zagadką, co konstruktywnie podsyca całkiem sensowną dawkę napięcia. Film ogląda się raczej dobrze i tylko chwilami staje się nudny i irytujący. Warto również odnotować, że KOLEKCJONER posiada jeszcze jeden mały plus – reżyser postawił na kilka niebanalnych ujęć wnętrz domu, co również wpływa korzystnie na odbiór całości. Ostatnie 10 minut zupełnie niepotrzebne.
Ogólnie średnio. Można, co nie znaczy, że trzeba.