13
mar

Z kamerą wśród zwierząt: Dno oceaniczne



Za wikipedia.org: Część skorupy ziemskiej pokryta wodami mórz i oceanów. Łączna powierzchnia 361,26 mln km2. Pod względem budowy morfologicznej w061126121112 obrębie dna oceanicznego wyróżnić można: obrzeże kontynentalne (szelf i stok, 16,2% ogółu powierzchni), strefę przejściową (łuki wyspowe, rowy głębinowe, zagłębienia mórz przybrzeżnych, łącznie 9,1%), łoże oceanu (dno basenów oceanicznych 57,4%), grzbiety śródoceaniczne (17,3%). Właściwe dno oceaniczne (zbudowane z bazaltów pokrytych osadami morskimi) rozciąga się poniżej 2500 m. Głównymi formami rzeźby właściwego dna są baseny oceaniczne (2500-6000 m), rowy oceaniczne (poniżej 6000 m) i grzbiety śródoceaniczne (wysokość względna do kilku tysięcy m), do mniejszych form należą równiny abisalne, izolowane wzniesienia dna (ławice, rafy), płaskowzgórza, platformy, łańcuchy górskie. Naturalnie każde dno ma swoich mniej lub bardziej drapieżnych mieszkańców…

Surprise, surprise, coś pożera ludzi w okolicach pewnej słonecznej zatoki. Najpierw, pod nieuwagę babci, porywa małego brzdąca z plaży, potem atakuje jednonogiego marynarza (irytujących dzieci z nadwagą nie chce niestety spałaszować). Cóż 7230917.3takiego pełza po dnie oceanu, przylegającego do rozległych plaż turystycznej miejscowości? Zagadkę tą rozwiązywać będą: reporter na zaawansowanej emeryturze, oceanolog po strasznej traumie i jeszcze kilku niedobitków. Nim jednak dojdą oni do sedna prawdy, wiele ciał zostanie obranych do samego szkieletu…

Cóż, dzisiaj będzie o bardzo złym filmie. I niestety nie jednym z tych “tak złych, że aż dobrych”. Po prostu złym-złym. TENTACLES z 1976 roku to amerykańsko-włoska produkcja, która w żenujący sposób próbuje żerować na sukcesie SZCZĘK. “Próbuje” to bardzo dobre słowo bo ta nieudolna imitacja nie jest nawet śmieszna.

Reżyser tego spektaklu to oczywisty nieudacznik, ale ten bajzel na kółkach ma kilka cięższych grzechów na sumieniu, aniżeli włoski amator oper mydlanych na stołku reżyserskim. Zacznijmy od wielowątkowości. Film Ovidio G. Assonitisa łączy tyle różnych intryg, ile ramion posiada jego humorzasta i mało obecna pierwszoplanowa gwiazda. I każdy nudniejszy od poprzedniego. Najpierw dziadkowaty reporter (John Houston, laureat 2 Oscarów), który biega w spódnicowatej piżamie i wspomina ze swoją postrzeloną siostrą (Shelley Winters, laureatka 2 Oscarów) dawne czasy (baaardzo dawne… a w tle okropna muzyka z melodramatycznymi akcentami). Zaraz jednak przenosimy do rezydencji niedobrego szefa jakiejś tam korporacji (drętwy Henry Fonda, laureat Oscara), która po cichu składuje toksyczne odpady na dnie oceanu. Czyżby miały one coś wspólnego z tajemniczymi zaginięciami miejscowych obywateli? Czyżby w jakiś sposób przyczyniły się do powiększenia rozmiarów jednej z miejscowych ośmiornic? Dwóch nurków przekona się wkrótce jak brzmią odpowiedzi na pytania.

W międzyczasie pojawia się gadający z orkami biolog morski, jakiś policjant, żona biologa, siostra żony i przyjaciele siostry żony. Wraca również siostra reportera w wielkim kapeluszu, obok której plączą się jakieś irytujące dzieci. Siostra żony biologa wyrusza statkiem w morze. Bam, ośmiornica. Żona biologa wyrusza na jej poszukiwania i bam, znowu ośmiornica. Niestety nie za dużo tej ośmiornicy. Gumowa macka, tania muzyka, krzyczące gęby, mięczak w 51XxhNnCAhL._SS500_akwarium, plusk, krzyczące gęby, plusk, koniec sceny. Najlepszą akcję zalicza właśnie żona biologa, która ląduje w basenie, udającym morze, a tuż za nią znajduje się wielki ekran, na którym puszczany jest film przyrodniczy o ośmiornicach, udający zmutowaną ośmiornicę!!! Wiele rzeczy w życiu widziałem, ale czegoś takiego to jeszcze nie…

Nie zdziwił mnie zbytnio fakt, że w tej rozwlekłej i tandetnej historyjce zabrakło miejsca dla poczciwej akcji czy choćby odrobiny napięcia. Film Assonitisa jest koszmarnie nudny, fatalnie zagrany i amatorsko poskładany. Oba punkty kulminacyjne (zresztą bezczelnie zerżnięte ze SZCZĘK) wypadają żałośnie. Dziecięce regaty zamieniają się w zabawny epizod, w którym kartonowa głowa sunie w stronę łódek w rytm badziewnych dźwięków. Niedługo później, zrozpaczony biolog postanawia wyruszyć w morze i dać tej ośmionogiej pokrace nauczkę, w jakże intrygującym finale tej opowieści… Jeszcze przed seansem zastanawiałem się na sensem enigmatycznego hasła reklamowego, zamieszczonego na polskim coverze MACEK – “Natura może stworzyć bestię. Tylko Natura może ją unicestwić”. Finał przyniósł odpowiedź, ręce mi opadły…

7259396.3

komentarze: (3) dla “ Z kamerą wśród zwierząt: Dno oceaniczne ”

  1. slepy51:

    Co by o tym badziewnym filmie nie pisać, to z jednym absolutnie nie mogę się zgodzić – muza Stelvio Ciprianiego jest mega kozacka – http://www.youtube.com/watch?v=d9G3aL_oLCs ;)

  2. guru:

    może i tak, ale akurat w tym filmie prezentuje się niezbyt dobrze ;] przypomniała mi się właśnie ta okropna scena, którą ilustruje powyższy utwór… :/

  3. urizen:

    o ile za Phase 4 wielkie dzieki to ten film to badziew straszny. straszliwy wrecz a taka kupa znajomych aktorow tam gra:) nuda i bieda.

Zostaw komentarz:

Spam Protection by WP-SpamFree Plugin



Notki które mogą cię zainteresować :

Karpie blogują on Facebook