24
lut

[STOP]



Najgłośniejszego filmu Jaume Balagueró nie trzeba raczej nikomu przedstawiać. W [REC] wszystko było na swoim miejscu, dlatego nie dziwi 7305068.3zbytnio fakt, iż większość zdroworozsądkowych obywateli świata uznaje go za jeden z najstraszniejszych filmów dekady. Fantastyczne recenzje, deszcz nagród, znakomite wyniki w box office’ach – sequel był tylko kwestią czasu. Hiszpańscy twórcy zbytnio się jednak pospieszyli. Po 5 dobrych filmach, Balagueró nakręcił w końcu swoje pierwsze gówno w karierze – [REC] 2 niestety ssie. I to dosyć mocno.

Zacznijmy od tego, że ten film nie wysila się zbytnio z fabułą. To co nam próbują tutaj wciskać, to męczący festiwal żenady, zatytułowany “wrzućmy zombie i gore, a może widzowie nie zauważą, że spieprzyliśmy scenariusz”. Żal dupę ściska, bo Balagueró i Plaza zeszmacają tym gównem część pierwszą – to co wyprawia się w dwójce woła o pomstę do nieba. Najpierw jakaś drętwa drużyna do zadań specjalnych, potem ksiądz z blizną na gębie, udający specjalistę z Ministerstwa Zdrowia, a finiszując na spadających z sufitu nieletnich zombiakach (i księżach) – druga część kultowego  shockera jest grubymi nićmi szyta. Pierwszy [REC] idealnie balansował na granicy gore i sugestywnych niedopowiedzeń. Tutaj twórcy chcieli pójść dalej, wybierając najgorszą z możliwych ścieżek i kopiąc tym samym poniżej pasa jedynkę. Jakiś idiota wpadł bowiem na pomysł, iż z tymi wszystkimi zainfekowanymi dziećmi, które wałęsają się po kamienicy (swoją drogą jakoś dużo się ich namnożyło… pewnie któryś lokatorów prowadził domowe przedszkole) nasz dziarski ksiądz będzie walczył przy pomocy różańca i krzyża. Najgorsze, że zombie-dzieci reagują na te boskie przedmioty – kwiczą, wyrywają się, zmieniają głos, wygadują jakieś religijne bzdety i rzygają krwią. Gdyby postarali się jeszcze o Leslie Nielsena mielibyśmy EGZORCYSTĘ 3 i 2/7. Zero napięcia, mało porywająca akcja i toporne dialogi gratis. Wspominałem, że aktorstwo jest tragiczne? Za każdym razem gdy ksiądz otwierał usta, moje zęby zgrzytały, a czacha eksplodowała bólem. Gdzie były zombiaki?

Jakby tego było mało, w połowie filmu następuje cięcie i na ekranie pojawiają się kolejne irytujące dzieci – tym razem grupa gimnazjalistów, która postanawia ściekami przeniknąć do wnętrz kamienicy. Dzięki temu dostajemy kolejną porcję egzorcyzmów i marnego aktorstwa. Wszystko jednak i tak przebija finał. Na sam koniec przedstawienia zjawiają się dwie największe gwiazdy pierwszego [REC]a – Manuela Velasco i Tristana Medeiros. Obie się w sumie ośmieszają (nie z własnej winy), zamieniając całość w jeszcze większą farsę. Dziewczynka Medeiros śpi w wannie, którą widać w trybie nocnym, a która dosłownie znika w momencie, gdy kamera zostaje przełączona w tryb normalny. WHAT THE FUCK? Czy to kolejny bonus mający przestraszyć niepraktykujących katolików? Końcówka jest tak głupia, że nie chce mi się nawet pisać. Pierdolonych PORYWACZY CIAŁ z tego zrobili. Unikać jak zarazy.

kategoria wpisu: filmy komentarze: (25)
18
lut

Alexis i potwory



tales_from_the_crypt_1972_poster_02

Pamiętam jak będąc małym chłopczykiem z zaciekawieniem zatrzymywałem się przed telewizorem za każdym razem gdy leciała ta słynna DYNASTIA. Obserwując niemniej słynne pojedynki Alexis i Krystle, naprawdę sądziłem, że lądowanie w basenie przy każdej kłótni i dawanie sobie po pysku jest standardową rutyną dorosłych. Wracając jednak do czasów obecnych, zatrzymajmy się na chwilę przy 1/2 tego kultowego duetu. Joan Collins, która we wspomnianym serialu stworzyła podobno ponadczasowy wzorzec zdziry na obcasach, zaliczyła swego czasu również małą przygodę z horrorem. A właściwie kilka przygód. Tym zdecydowanie optymistycznym akcentem w jej karierze jest z pewnością filmowa wersja OPOWIEŚCI Z KRYPTY, gdzie w wigilijny wieczór uciekała przed psychopatycznym Świętym Mikołajem. Nieco później, w połowie lat 70-tych, została zaatakowana jeszcze dwukrotnie. Tym razem przez coś… trochę innego kalibru.

czytaj więcej…

kategoria wpisu: filmy brak komentarzy
14
lut

Piła 2.0



Marcus Dunstan i Patrick Melton to twórcy wiekopomnych skryptów PIŁ 4-6 (o tak, te filmy podobno miały jakieś scenariusze). Nietrudno było więc się 7269659.3domyślić, jak będzie wyglądała ich wycieczka poza terytorium dziadka Jigsawa – bardzo podobnie. THE COLLECTOR, do którego obaj napisali bełkotliwą historię i którego Dunstan wyreżyserował, to kolejny mutant z kategorii “gore-tortury-pułapki”. Z drugiej strony, na drodze ewolucji twórcy pozbyli się rażącej pretensjonalności i pseudofilozoficznych mądrości, przez co film nie jest tak zły, na jakiego wygląda.

Właściwie można pofantazjować, że taka od samego początku mogłaby być seria SAW. Szybkie wprowadzenie, mocne rozwinięcie, enigmatyczny finał. Bez wycieczek na boki, bez żenujących zagrań. Scenariusz KOLEKCJONERA jest prosty i głupi. Ot kolejny psychopata w masce, który lubi wkradać się do domów na uboczu i torturować jego mieszkańców. Cierpi on również na chroniczny brak zajęcia, a jego ukochanym hobby jest zamienianie takiego domu w gabinet pułapek, z którego nie można wyjść (PIŁA 2 się kłania). Tutaj mamy dodatkowo dobrodusznego złodzieja, który stara się pomóc sobie i rodzinie znajdującej się wewnątrz. A wszędzie pełno pułapek z ząbkami, żyletek, linek, kwasów itd. W ramach dodatku mamy oczywiście gwałtowny montaż (choć nie tak wkurwiający jak w PIŁach), brudno-zielone zdjęcia i szarpaną muzykę. Czyli nic nowego ani zdolnego do wypłynięcia tu nie znajdziecie. Przed pójściem na dno, film Dunstana ratuje jednak sprawna realizacja i wspomniany wcześniej brak scenariuszowych kruczków. KOLEKCJONER jest szybki, porządnie sfilmowany i przyzwoicie zagrany. Tożsamość i motywacja mordercy pozostają zagadką, co konstruktywnie podsyca całkiem sensowną dawkę napięcia. Film ogląda się  raczej dobrze i tylko chwilami staje się nudny i irytujący. Warto również odnotować, że KOLEKCJONER posiada jeszcze jeden mały plus – reżyser postawił na kilka niebanalnych ujęć wnętrz domu, co również wpływa korzystnie na odbiór całości. Ostatnie 10 minut zupełnie niepotrzebne.

Ogólnie średnio. Można, co nie znaczy, że trzeba.

kategoria wpisu: filmy komentarze: (1)
08
lut

Klątwa Doliny Węży



Klatwa doliny wezyKażdy kraj ma swój horror camp. Ma i nasz… Gdzieś na zadupiu wietnamskiej dżungli rozbija się helikopter z Romanem W. na pokładzie. Roman wychodzi na szczęście (albo na nieszczęście, jak się później okaże) w jednym kawałku z tego tragicznego splotu wydarzeń, mknąc przez zielone piekło w stronę badziewnej chatki, udającej buddyjski klasztor. Jego celem jest tajemniczy artefakt, którego strzegą “skośnookie małpy” czyli wiekowi mnisi. Naczelny mnich z nutą oburzenia w głosie ostrzega Romana przed potężną klątwą (chyba, bo napierdala po azjatycku, a nikomu nie chciało się tego przetłumaczyć) i nagle obraz się urywa… W głośniki uderza muzyka przypominająca czasy Commodore 64, a na ekranie pojawiają się litery rodem z opakowań na zupki chińskie, układające się w tajemniczy tytuł KLĄTWA DOLINY WĘŻY… A to dopiero początek zabawy…

czytaj więcej…

kategoria wpisu: filmy komentarze: (10)
06
lut

Z kamerą wśród zwierząt: Morze



Za wikipedia.org: Część oceanu, mniej lub bardziej wyraźnie oddzielona od arcticpozostałych jego części brzegami kontynentu, wyspami lub wzniesieniem dna. Ze względu na utrudnioną wymianę wód morza charakteryzują się indywidualnymi cechami. Zbiór tych cech nazywa się ustrojem hydrologicznym. Ogólna powierzchnia mórz na Ziemi wynosi ok. 40 mln km² (co stanowi ok. 11% powierzchni oceanu światowego), ilość mórz na świecie wynosi 71 (nie licząc Morza Kaspijskiego i Morza Martwego, które są jeziorami słonymi). Tradycyjnie nazywane morzami duże słone jeziora, takie jak Morze Kaspijskie lub Morze Martwe faktycznie nie są morzami, ponieważ nie posiadają połączenia ze światowym wszechoceanem. Wyróżnia się morza przybrzeżne, które oddzielone są od oceanu łańcuchem wysp oraz morza śródziemne, otoczone lądami. W morzach żyje wiele ryb oraz wielkich ssaków…

czytaj więcej…

kategoria wpisu: filmy brak komentarzy
01
lut

Sounds of Terror



SkeletonDance

Przyszła pora na trochę dźwięków. Wiadomo nie od wczoraj, że muzyka jest nieodłącznym składnikiem dobrego horroru. Znaleźć można wielu utalentowanych twórców na tym polu, jednak reżyserzy, w ramach dodatku do formy, często sięgają po już sprawdzone utwory śpiewane, nierzadko wciskając je w najmniej oczekiwanych momentach. Na ogół wypada to raczej blado, ale czasem zdarza się, że dana piosenka wręcz zrasta się ze sceną, którą ma ilustrować. I dzisiaj będzie 19 przypadków, które najlepiej oddają charakter tej swoistej symbiozy.

czytaj więcej…

kategoria wpisu: filmy komentarze: (8)

Karpie blogują on Facebook