sty
Zmierzch Tryfidów
Na świecie występuje deficyt horrorów o morderczych roślinach. Ostatnio próbowano coś zmienić w tym temacie, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie
nazwie ZDARZENIA czy RUIN dÅ‚ugo oczekiwanym objawieniem. Nadal trzeba wracać do tego samego filmu – niewierna ekranizacja caÅ‚kiem przyzwoitej powieÅ›ci DZIEŃ TRYFIDÓW Johna Wyndhama od 1962 roku sieje postrach wÅ›ród fanów filmowego horroru. Razem z jednym z odcinków pierwszego sezonu CZYNNIKA PSI, stanowiÄ… niezaprzeczalnie najlepsze, co ma do zaoferowania filmowa groza z pod znaku zielonych pnÄ…czy. W 1981 roku stacja BBC zdecydowaÅ‚a siÄ™ na remake, przerabiajÄ…c oryginalnÄ… adaptacjÄ™ w telewizyjne show (kiedyÅ› tÄ… przeróbkÄ™ widziaÅ‚em, lecz niestety niewiele z niej pamiÄ™tam, co w sumie nie przemawia na jej korzyść). Tuż przed koÅ„cem 2009 roku tryfidy powróciÅ‚y – stacja BBC wypuÅ›ciÅ‚a kolejny remake, tym razem 180 minutowy. OczywiÅ›cie gówniany i zupeÅ‚nie niepotrzebny.
Najnowszy THE DAY OF THE TRIFFIDS to 3 godziny pieprzenia, ganiania za nie wiadomo czym i prezentowania setek zbÄ™dnych wÄ…tków. Ten film/miniserial jest horrendalnie nudny i marnie zrealizowany. Nawet sÅ‚abiutki remake THE ANDROMEDA STRAIN obroniÅ‚ siÄ™ przed takim zalewem drÄ™twoty. Ile można biegać po tych, pożal siÄ™ Boże, plenerach, udajÄ…cych opustoszaÅ‚y Londyn? Po pierwszej godzinie czÅ‚owiek ma ochotÄ™ walić gÅ‚owÄ… w stół. Najgorsze, że zaplecze techniczne tego show pozostawia wiele do życzenia. Tragiczny montaż, badziewna scenografia i bezpÅ‚ciowa Å›cieżka dźwiÄ™kowa natychmiast rzucajÄ… siÄ™ w oczy i uszy. Twórcom siÄ™ ewidentnie gdzieÅ› spieszyÅ‚o – caÅ‚ość jest chaotyczna, pozbawiona jakiegokolwiek klimatu (tudzież prób jego wykombinowania) i sztucznie naciÄ…gniÄ™ta do granic możliwoÅ›ci. Urozmaiceniem dla znudzonego widza majÄ… być kilkusekundowe wstawki CGI, pojawiajÄ…ce siÄ™ co 20 minut – raz jest to zadymiony Londyn, innym razem kiwajÄ…ce siÄ™ krzaczki, spacerujÄ…ce tam i z powrotem. Marna jakość efektów komputerowych tylko pogłębia ten żaÅ‚osny
widok. Pod kątem obsady też nie ma się specjalnie przy kim zatrzymać. Dougray Scott wygląda na bardzo znudzonego, Jason Priestley na przesadnie przejętego, a epizody Briana Coxa i Vanessy Redgrave mają za zadanie jedynie narobić sztucznego szumu wokół tego filmu. Jedynie Joely Richardson wypada całkiem przyzwoicie, choć i jej rola do wymagających nie należy.
Najlepsze jednak twórcy zostawili sobie na koniec. Oto bowiem, wedÅ‚ug mÄ…drych głów z BBC, żeby uciec przed tryfidami, należy naÅ‚ożyć na gÄ™bÄ™ afrykaÅ„skÄ… maskÄ™ i nakropić sobie tryfidziego jadu do oczu – wtedy bowiem mordercze roÅ›liny bÄ™dÄ… nas uważaÅ‚y za swoich i nie zaatakujÄ…. Nawet nie mam siÅ‚y siÄ™ zastanawiać jak to brzmi. Zdecydowanie polecam oryginalny DZIEŃ TRYFIDÓW z 1962 roku. A tego gówna powyżej unikać jak bandy komputerowych tryfidów.
Styczeń 4th, 2010 o 18:37
ObejrzaÅ‚em pierwszy odcinek, ale za drugi nie zamierzam siÄ™ zabierać – nuda, gÅ‚upota i Å›miech na sali (chodzÄ…ce roÅ›linki mnie rozbrajaÅ‚aby za każdym razem). Z poczÄ…tku nie rozpoznaÅ‚em Jasona Priestleya – minęło trochÄ™ tych latek od czasów BH90210. NaprawdÄ™ takie jest zakoÅ„czenie? W oryginale też jest takie żenujÄ…ce?
Styczeń 4th, 2010 o 20:20
a gdzie tam – w oryginale jest git (mimo, że trochÄ™ patetyczne). nie wiem czy czytaÅ‚eÅ› książkÄ™, ale oryginaÅ‚ jest dosyć drastycznie zmieniony w stosunku do powieÅ›ci, mimo to sprawdza siÄ™ o wiele lepiej.
co do zakoÅ„czenia najnowszej wersji jeszcze – oni wszyscy po tym tryfidzim jadzie wyglÄ…dajÄ… jakby im ktoÅ› oczy pomalowaÅ‚ i potem drastycznie rozmazaÅ‚. dosyć komiczne :D