gru
Beznadziejny przypadek Bridget Jones
Coraz więcej gwiazd dużego formatu decyduje się na udział w horrorach.
Cieszy to niezmiernie, bo daje jakąś nadzieję na przyzwoitą kreację nawet, gdy film będzie spartolony. Życie jednak nie zawsze jest różowe… Renée Zellweger, nim stała się wielką gwiazdą, zaliczyła występ w szmatławcu zwanym TEKSAŃSKA MASAKRA PIŁĄ MECHANICZNĄ 4. Całkiem niedawno postanowiła powtórnie skumać się z gatunkiem – tym razem jako pracownica społeczna miała zaadoptować dziewczynkę z trudnego domu. Oczywiście dziewczynka nie jest tak niewinna na jaką wygląda bla bla bla. Cóż, niczego wielkiego się nie spodziewałem, ale to co wysmażył Christian Alvart (świetny ANTIBODIES, słabiutki PANDORUM) przechodzi ludzkie pojęcie. CASE 39 to nic innego jak pokręcone przygody Bridget Jones, ściganej przez pyskatego demona. Humor jednak nie był zamierzony.
Szczerze mówiąc nie chce mi się pastwić nad tym filmem i pisać o oczywistym braku napięcia, ograniczonym tempie akcji czy fruwającej kamerze. Napiszę tylko, że przez tępy wyraz twarzy Zellweger, do samego końca ma się wrażenie uczestniczenia w jakiś dziwacznych przygodach Bridget J. Amerykańska aktorka zostaje jednak w zupełności rozgrzeszona, ponieważ jeżeli weźmie się pod uwagę scenariusz filmu Alvarta, można by się pocieszać, że zagrała to umyślnie. Bo nikt przy zdrowych zmysłach nie próbowałby być wiarygodny na planie PRZYPADKU 39-tego.
Poniżej 5 najlepszych scen (małe spojlery):
- paskudni rodzice próbują upiec dziewczynkę (nadal drewniana Jodelle Ferland) w piekarniku, co kończy się przetrąconą żuchwą u tatusia, który później musi siedzieć w sądzie z dziwną strukturą usztywniającą
- komputerowe muchy atakują chłopa głównej bohaterki, co kończy się rozwaleniem łba o kibel
- przerażająca dziewczynka goni Zellweger, wiec ta chowa się w pokoju i blokuje drzwi zamkami, łóżkiem, komodą itd. Potem chowa się pod łóżko ze śrubokrętem…
- Zellweger próbuje opuścić tonące auto, ale gdy jest już na zewnątrz, z tylnych lamp wystrzeliwuje wielka, komputerowa łapa (ala remake NAWIEDZONEGO) i łapie ją za nogę
- (najlepsza scena, która wręcz idealnie nadaje się do DZIENNIKA BRIDGET JONES) coś puka w szafie, więc Zellweger sięga po śrubokręt i otwiera drzwi. W tym czasie spalony demon wyskakuje zza ciuchów i nasza bohaterka musi uciekać po ulicy w samych majtkach, z głupkowatym wyrazem twarzy i gracją Sashy Barona Cohena (a goniący ją demon trzęsie się niczym bekająca koleżanka z KLĄTW)
Sam opis nie oddaje charakteru tych scen. To trzeba zobaczyć na własne oczy. Mimo wszystko trochę żenada, że takie gówna próbuje się wciskać ciężko pracującym ludziom. Raczej zero.
Grudzień 31st, 2009 o 17:44
no coz trza sie zgodzic z opinia bieglego:) pogratulowac ze tyle pamietasz ja niestety juz nic gdyby nie te spojlery to musialbym jeszcze raz ogladnac. fak slaby film ale mi sie go w miare dobrze ogladalo-ale klasyk to to nie bedzie.
porzadnej inmrezy sylwstrowej zycze i oby w nastepnym roku stronka dziala dalej:)
Styczeń 2nd, 2010 o 15:56
dzięki uri, było średnio ;)