27
mar

W dżungli na zakręcie



Fabrice Du Welz mocno namieszał w horrorowym światku swoim kontrowersyjnym uhuih-3.jpgdebiutem. CALVAIRE ciężko jest co prawda tytułować arcydziełem, ale zdecydowanie sprawdził się jako kino odważne, oryginalne i wzbudzającego potężne emocje. Kino, obok którego nie można było przejść obojętnie. I wszystko wskazywało na to, że belgijski reżyser swoim kolejnym filmem pokaże się światu z jeszcze lepszej strony. Niestety VINYAN to spory krok wstecz.

Du Welz tak samo jak Brytyjczyk Sean Ellis w tegorocznym THE BROKEN, po mistrzowsku kreuje przedstawione w filmie środowisko, ale kompletnie nie potrafi go zapełnić. Rewelacyjnie sfotografowana tajska dżungla, staje się miejscem nie tylko pięknym i tajemniczym, ale też wrogim,  niebezpiecznym, za wszelką cenę broniącym swoich sekretów przed intruzami z zewnątrz. Widz całkowicie zapomina o rzeczywistości i jest w stanie uwierzyć reżyserowi, że nie istnieje nic poza skąpanym w deszczu mrokiem, ziejącym wprost z tego zielonego piekła. Duża w tym zasługa świetnego montażu i klimatycznej ścieżki dźwiękowej, oblepiającej nas z każdej strony. VINYAN posiada więc imponujący czar, ale niestety nie na długo on starcza.

Największym problemem obrazu Du Welza jest emocjonalna nijakość opowiadanej historii. Byłem wręcz zdumiony brakiem jakiegokolwiek ruchu w moich neuronach. Reżyser ewidentnie nie mógł zdecydować się co do konwencji filmu, w efekcie czego bał się/nie potrafił popchnąć go ani w stronę dramatu, ani w stronę horroru. W kilku scenach Du Welz pokazuje pazur ale zaraz potem dostajemy mało interesujące sceny z życia doświadczonego przez los małżeństwa. Trzeba zaznaczyć, że tematyka filmu do łatwych nie należy a styl jej prezentacji jest pozornie niebanalny, kompletnie jednak nie mogłem wczuć się w opowiadaną historię. Zupełnie nie obchodziło mnie co stanie z tą dwójką beznamiętnie wędrujących ludzi. Łapałem się na tym, że po godzinie seansu nie znałem nawet ich imion.  Ta desperacja, rozpacz i osamotnienie, które przeżywają bohaterowie, w ogóle nie udziela się widzowi. Niestety VINYAN to kino psychologiczne, w momencie więc kiedy ta psychologia siada, film jest skazany na porażkę.

I ciężko winić tutaj aktorów. Co prawda jak na mój gust, aktorstwo Emmanuelle Béart jest nazbyt teatralne, jednak zarówno reżyser jak i operator kamery wręcz ubóstwiają tą panią. Obok jej problemów można przejść obojętnie, ale jej eteryczność i niezwykła charyzma zdecydowanie przykuwają uwagę. Du Welz jest do tego stopnia zakochany w Béart, że prawie zapomina o Rufusie Sewellu, który ma zdecydowanie więcej do zagrania, a który przez reżysera kompletnie nie może się wybić. Finał również mi nie podszedł. Niby wszystko jest na miejscu: ukryte w dżungli ruiny, wszechogarniający mrok czy filozoficzne zapędy reżysera. Znowu jednak doskwiera brak napięcia, emocjonalna obojętność i niemożność odnalezienia duszy w intencjach twórców. Mimo wszystko VINYAN jest filmem na tyle spójnym i czarującym, że nie nudzi ani nie pozostawia poczucia zmarnowanego czasu. Zdecydowanie lepiej sięgnąć po to francuskie kino pretensjonalnego niepokoju niż po żenujący i nieśmieszny norweski komedio-horror DEAD SNOW, o którym nawet mi się nie chce pisać.

Zostaw komentarz:

Spam Protection by WP-SpamFree Plugin



Notki które mogą cię zainteresować :

Karpie blogują on Facebook