09
mar

Pierwszy stopień do piekła



13 marca do naszych kin zawita francuski shocker MARTYRS (czyli według polskich dystrybutorów SKAZANI NA STRACH … ten kto zatwierdził ten tytuł powinien zostać oskalpowany). Film, który przez ostatni rok obrastał olbrzymim hype’m, a którego ów hype okazać się może największą zgubą. Bo mimo, że obraz Pascala Laugiera robi potężne wrażenie, to jego niespójna i niedopracowana forma konsekwentnie psuje nam odbiór całości.

Żeby dotrzeć do sedna problemu, trzeba rozebrać film Laugiera na czynniki pierwsze. Najpierw wita nas intrygujący wstęp, w którym poznajemy dzieciństwo głównych bohaterek. Następnie przeskakujemy do bezkompromisowego i szalenie brutalnego revenge movie, który po 20 minutach zaczyna w przejmujący sposób dotykać problemów winy i odkupienia. Do tego momentu reżyser radzi sobie bardzo dobrze. Kiedy jednak na scenę wkracza główny czarny charakter, misternie pleciona konstrukcja zaczyna się twórcom wymykać spod kontroli.

Początkowo byłem pod wrażeniem samego pomysłu, jednak ku mojej rozpaczy, reżyser bezpardonowo wkracza na tereny torture porn (i nie jest w stanie się obronić przed tą klasyfikacją nawet filozoficznym bełkotem szefowej sekty). Oglądanie jak przerośnięty drąg okłada pięściami przez dobrych kilkanaście minut bezbronną kobietę, jest niesmaczne i nudne. Kiedy jednak tortury ustają, przychodzi pora na kulminacyjne katharsis. Końcowe teologiczno-estachologiczne dywagacje pomieszane z przeogromnym cierpieniem głównej bohaterki, dają widzowi takiego kopa, że naprawdę ciężko się po tym pozbierać. Tylko co z tego, skoro po napisach końcowych w głowie nie siedzą nam filozoficzno-moralne dysputy Laugiera, tylko gryzące pytanie dlaczego zdecydował się na tak osobliwą krzyżówkę? A w pobliżu nie ma nikogo, kto byłby w stanie udzielić nam odpowiedzi.

Brakuje klimatu. Francuz jest pod oczywistym wpływem takich obrazów jak HOSTEL czy HELLRAISER, ale odniosłem dziwne wrażenie, że w jakiś sposób oddziaływał też na niego hiszpański THE NAMELESS Jaume Balaguero. Hiszpanie co prawda nie bawili w żadne głębsze przekazy, ale kilka podobieństw jest mocno zastanawiających. I mimo, że oba filmy ciężko porównywać, to Balaguergo poradził sobie zdecydowanie lepiej, przez cały seans racząc nas złowrogą atmosferą rozpaczy i beznadziei. I właśnie tego brakowało mi u Francuzów. Jeżeli chcieli nas poruszyć i przestraszyć, powinni zdecydować się jakąś nastrojową wizję, która idealnie podkreślałaby formę tego obrazu. Jeżeli natomiast planowali skłonić nas do przemyśleń, powinni bardziej doszlifować scenariusz zamiast bawić w elementy zaskoczenia. Nawet popowy EVENT HORIZON jest znacznie lepszym nośnikiem grozy i niepewności przed tym, co czeka nas po drugiej stronie. Pewnie, że łatwiej jest straszyć piekłem niż niebem, ale Laugier ma olbrzymie problemy z podkreśleniem i zintensyfikowaniem zła, którym w jego mniemaniu jesteśmy my sami. Owszem, jego chłodna i pozbawiona emocji reżyseria ma swoje plusy, jednak jakoś nie pasuje mi do samej historii, która chce poruszać i skłaniać do refleksji. Powiem tak: podoba mi się o czym mówi twórca SAINT ANGE, nie do końca podoba mi się tylko sposób w jaki to robi.

Jednak w ogólnym rozrachunku, MARTYRS jest filmem bardzo dobrym, mocno oddziaływającym na odbiorcę i prowokującym do dyskusji. Filmem, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Należy tutaj mocno pochwalić Laugiera za nawiązanie głębokiego i przejmującego dialogu ze swoimi genialnymi aktorkami. Mylène Jampanoï jest świetna w roli prześladowanej wspomnieniami Lucie, jednak cały film należy do Morjany Alaoui. Każda postać i każde stadium jej cierpienia jest  tak fenomenalnie sportretowane, że boleśnie odczujecie je na własnej skórze. Naprawdę nie potrafię sobie teraz wyobrazić żadnej amerykańskiej aktorki, która byłaby w stanie pokazać to, co Alaoui zaprezentowała podczas ostatnich 30 minut MARTYRS. Jej kolaboracja z Laugierem niesie tak szokujący ładunek emocjonalny, że przez długi czas ciężko było mi się po tym pozbierać. Czapki z głów za wielki talent i jeszcze większą odwagę.

Wrażenie robi też wizualna asceza, pozbawiona emocji scenografia, całkiem niezła ścieżka dźwiękowa i rewelacyjna charakteryzacja Benoîta Lestanga (który krótko po zakończeniu zdjęć do filmu popełnił samobójstwo). I cholernie szkoda, że reżyser w tak nieprzekonujący, momentami wręcz banalny sposób stawia przed nami swoje pytania i dręczące go problemy, które wcale banalne nie są. Jeżeli jesteście w stanie się odpowiednio wyciszyć i znieść szokujące obrazy, to naprawdę warto się wybrać na ten brutalny, odważny i na swój sposób oryginalny kawałek kina. Może osoby bardziej religijne intensywniej odczują przekaz tego obrazu i ujrzą prawdziwe niebo, a nie tylko wycięty z papieru element popkultury, w który dziko wpatrują się obie bohaterki na plakacie.

komentarze: (8) dla “ Pierwszy stopień do piekła ”

  1. urizen:

    i tu ni mom pojecia dlaczego jo zech jeszcza tego nie widziol…

  2. urizen:

    juz widzialem. w sumie sie zgadzam, choc nie pasuje mi okreslenie “torture porn” ale to detal. fakt ze film ma niezly rozped i hamuje w dluuugiej scenie katowania glownej bohaterki i faktycznie budzi to niesmak. film nie jest tak szybki i brutalny jak ‘Frontieres’ i obrzydliwy jak ‘Pila’ i nawet ta scena katowania ma jednak sens-to faza przechodzenia do innego wymiaru. koncowka-szokujaca przynajmniej dla mnie, choc fakt, filozoficznie to to lezy i kwiczy:) ogolem film nierowny, mam nadzieje ze ten efekt przeskakiwania z gatunku na gatunek by zamierzony, ale dobrze sie oglda, wbija w fotel i cos po nim w glowie zostaje. nie bede szukal nawiazan do innych horrorow bo sila rzeczy jest ich mase, ale to co mi sie osobiscie nasunelo: ten film -oczywiscie zemsta, poszukiwanie “drugiej strony” itp-jest poniekad o tym jak ‘zlamac’ czlowieka, a to przypominam juz nam Janda w “Przesluchaniu” sto razy lepiej pokazala…no ale nie mieszajmy konwencji:)

  3. guru:

    w porównaniu z PRZESŁUCHANIEM to rzeczywiście Francuzi wypadają psychologicznie płasko ale jak wspomniałeś, 2 zupełnie różne filmy.
    jeżeli chodzi natomiast o termin “torture porn” to niestety tylko to mi się nasunęło oglądając wyżej wymienioną scenę. skoro głębia siada to nie da się tego inaczej usprawiedliwić (chociaż zaznaczam, że w żadnym wypadku nie określam tak filmu Laugiera jako całości).

  4. cedro:

    Skojarzenia z torture porn są niestety nachalne.

    I film tak nieszczęśliwie nierówny. Od pierwszej połowy nie mogłem się po prostu oderwać, drugą oglądałem już kompletnie po łepkach.

    Właściwie nie wiem, co napisać, bo zgadzam się z twoją recenzją guru. Więc nic nowego nie wymyśle.

  5. RoBo:

    Film zrobił na mnie wrażenie, ale totalnie negatywne. Początek fenomenalny, póżniej pseudo-filozoficzna papka. To co zostaje w głowie to realistyczne tortury, ale artyzmu w tym nie widzę. Na siłę dołożona banalna historia o chęci zobaczenia “drugiej strony” poprzez zadanie niewyobrażalnego cierpienia. Żałosne. Pochwalić można sprawne zdjęcia i klimat w pierwszej połowie filmu. Nie zmusza do refleksji, a tylko wzbudza niesmak. Obejrzeć i zapomnieć.

  6. urizen:

    a mnie jednak nie moze ten film wyjsc z glowy. jednak jakos ta idea mi pasuje i cos w tym filmie bylo moze i banalnego i niepoukladanego ale jednak bylo.

  7. guru:

    no film zdecydowanie niesie ze sobą bliżej niesprecyzowany ładunek emocjonalny, prowokuje do dyskusji i zostaje w głowie. problem w tym jednak, że nie ma to nic wspólnego z jego ideologią. pod tym względem Lugier dał ciała bo, jak słusznie stwierdził ROBO, film nie zmusza do refleksji (a raczej powinien).

  8. urizen:

    no zgadzam sie, moment kiedy starsza pani wyjasnla obrazowo:) o co jej chodzi psychicznie sie zalamalem. myslalem ze nie rozumiem co ona mowi niestety -jak rzadko-zrozumialem az za dobrze. czlowiek tyle lat horrory oglada a oni go takim banale racza, no wstyd po prostu. ideologicznie film lezy i kwiczy.

Zostaw komentarz:

Spam Protection by WP-SpamFree



Notki które mogą cię zainteresować :

Karpie blogują on Facebook