31
sty

Egzorcyzmy Dorothy Mills



illse172c.jpgZ radością śpieszę donieść, że niespodziewanie pojawiła się pierwsza gwiazda 2009 roku.  Irlandzko-francuski chiller DOROTHY MILLS po cichu wkradł się na arenę światowego horroru i miejmy nadzieję, że zrobi się o nim głośno, kiedy zawita do naszych kin na początku czerwca. Bo zdecydowanie sobie zasłużył.

Film Agnès Merlet to intrygująca opowieść o pani psycholog z przeszłością, która przybywa na odizolowaną od świata wyspę, by zbadać nastoletnią dziewczynę Dorothy Mills oskarżoną o próbę zabójstwa małego dziecka. Początkowa diagnoza to wielokrotne rozdwojenie jaźni. Pani doktor szybko jednak będzie musiała ją zweryfikować bo wokół niej zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a mała Dorothy przemawia głosem jej zmarłego synka…

Treść brzmi standardowo i dokładnie taka też jest. Co prawda twórcy próbują zakręcić trochę akcję, rzucając widzowi kilka zwrotów akcji i garść interesujących odwołań (CARNIVAL OF SOULS czy VILLAGE OF THE DAMNED) ale w ogólnym rozrachunku w scenariuszu nie dopatrzymy się niczego, czego byśmy wcześniej nie widzieli. To sposób narracji, klimat i świetna obsada tworzą z tego obrazu kino naprawdę godne uwagi. Pani reżyser świetnie poradziła sobie z oprawą audio-wizualną. Ponury krajobraz wyspy świetnie odzwierciedla charaktery jej mieszkańców. Bardzo nieprzyjemna zgraja, którą rządzą tajemnice i niechęć do każdego, kto będzie próbował je poznać. W tym wypadku jest to urodziwa pani doktor, która sama skrywa mroczny sekret. Trzeba się tutaj zatrzymać przy wyśmienitych kreacjach charyzmatycznej holenderki Carice van Houten i debiutującej Jenn Murray w roli małej Dorothy Mills. Ta pierwsza kapitalnie sportretowała przygaszoną przeszłością ale i zdeterminowaną teraźniejszością kobietę, która za wszelką cenę stara pomóc swojej małej pacjentce. Murray natomiast jeszcze lepiej pokazała swój niesamowity talent, grając wszystkie swe wcielenia z równie potężną energią. Obie z niepodważalnym czarem i dużą wprawą odciągają naszą uwagę od wszelkich niedociągnięć (a kilka ich jest).

O ile w warstwie aktorskiej nikt więc nie powinien mieć zarzutów, to na pewno pojawią się głosy niezadowolenia z powodu prowadzenia akcji i dawkowania napięcia. Akcja co prawda się nigdzie nie śpieszy i w filmie występuje dużo dialogów, ale zdecydowanie nie jest to powód do narzekań. Natomiast ci, którzy zdecydują się sięgnąć po DOROTHY MILLS powinni być przygotowani na konstrukcyjne podobieństwo do EGZORCYZMÓW EMILY ROSE. Obraz Merlet nawet przez chwilę nie próbuje straszyć widza w konwencjonalny sposób. Jest zresztą na to zbyt subtelny i spokojny. DOROTHY MILLS to jeden z tych filmów, które niepokoją atmosferą, pobudzają wyobraźnię i zmysły ale głównie po to, żeby nam o czymś opowiedzieć. I patrząc pod tym kątem, jest to kino niezwykle efektowne. Można się czepiać za naiwność kilku rozwiązań fabularnych w finale, ale pani reżyser ładnie się przed nimi obroniła niebanalną i poruszająca końcówką. Kciuk w górę.

komentarze: (3) dla “ Egzorcyzmy Dorothy Mills ”

  1. urizen:

    straszne to to nie bylo ale ciekawe owszem. no i ….dlugie:)

  2. Sick:

    wcale nie długie. godzina czterdzieści to standard, a że film dobry to nie bolała nawet minuta.

    Guru, dzięki za polecenie. podobał mi się. dobra rzecz.
    a o jakie niedociągnięcia ci chodziło? pamiętasz?

  3. guru:

    musiałbym sobie przypomnieć sam film żeby się wdawać w polemikę ale na pewno niektóre rozwiązania fabularne kuleją, inne znowu nie wiadomo po co są wciśnięte do filmu (jak odwołanie do KARNAWAŁU DUSZ) poza tym nierówno rozłożone tempo z tego co pamiętam…

Zostaw komentarz:

Spam Protection by WP-SpamFree Plugin



Notki które mogą cię zainteresować :

Najnowsze komentarze

Karpie blogują on Facebook