lis
O skrzynce z narzędziami i wirusie z odzysku
Dla urody Kim Basinger czas zatrzymał się jakieś 20 lat temu. Niestety razem z nim, zatrzymała się także jej kariera. Laureatka Oscara, seksbomba przełomu lat 80-tych i 90-tych, jedna z najpiękniejszych twarzy Hollywood i żywy dowód na to, że kobiety po 50-tce nie mają za bardzo czego w owym Hollywood szukać. Bo filmy pokroju WHILE SHE WAS OUT raczej średnio pasują do kalibru tej pani. Ale po kolei. Pierwsze co się rzuca w oczy po rozpoczęciu seansu, to fenomenalne zdjęcia i całkiem przyjemna muzyka. Następnie pojawia się Basinger i jest jeszcze lepiej. Nie wiem co ona ze sobą robi ale to chyba najlepiej zakonserwowana 55-latka na Ziemi. Niestety zaczyna się robić niesympatycznie, gdy z tych ślicznych ust padają pierwsze słowa.
Początkowe sceny w domu są tak absurdalne, że nawet nie winię Basinger za to, że wygląda jakby się właśnie obudziła i nie bardzo wiedziała, kto jest co. Później mamy pół godziny bezcelowego spaceru po świątecznie wystrojonym centrum handlowym, gdzie dalej możemy obserwować obojętną twarz głównej bohaterki. Po zakupach przez chwilę zaczyna robić się ciekawie. Wygląda na to, że pani reżyser próbowała tutaj stworzyć coś w klimatach europejskich shockerów, gdzie dziarska dama przypadkowo znajduje się w nieprzyjaznym środowisku (las) i musi walczyć o życie z bandą polujących na nią psychopatów. Wyszedł z tego jednak typowo amerykański bełkot. Dobroduszny scenarzysta zostawia naszej bohaterce skrzynkę na narzędzia do celów obronnych, co powoduje kilka komicznych sytuacji (niestety wbrew intencjom reżyserki). Zawieszenie niewiary swoją drogą, ale naprawdę pocieszne jest oglądanie, jak czterech wysportowanych gówniarzy nie może dogonić przemieszczającej się truchtem 50-latki, w powłóczystym płaszczu i z metalową skrzynką pełną narzędzi w ręku.
W sumie reszta filmu to właśnie ciągła gonitwa po lesie i podziwianie, jak dziarska Basinger wykańcza wszystkich śrubokrętami i kluczami francuskimi. Szczerze mówiąc, całkiem przyzwoicie się to ogląda ale tylko dzięki wspomnianym wcześniej zdjęciom i energicznej reżyserii. Ot, taki sobie thriller, który puszczany po Wiadomościach zrobiłby furorę
wśród gospodyń domowych. Z drugiej strony, ostatnia scena udowadnia, że nawet twórcy mają ten film w głębokim poważaniu, więc chyba i ja powinienem. Ciężko tylko uwierzyć, że producentem wykonawczym tego dzieła jest Guillermo del Toro. Ten pan zjeżdża ostatnio po równi pochyłej.
Inną atrakcją wieczoru miał jeszcze świeży SPLINTER. Ataki euforii mnie niestety ominęły ale i tutaj jest aż średnio. Krzyżówka FEAST i REEKERa, która próbuje straszyć z dupy wziętym wirusem, zamieniającym w żywe trupy klientów pewnej stacji benzynowej na odludziu. Cóż, aktorstwo jest nie najgorsze a realizacja całkiem efektowna jak na film bez scenariusza i zamknięty w praktycznie jedynym pomieszczeniu. Wszystko gra i cacy ale nie pogniewałbym się, gdyby twórcy nie próbowali ukryć wielkiego zera w budżecie, dającym po oczach montażem. Za każdym razem jak pojawiają się ekranie zombie, obraz zaczyna przypominać dyskotekę. Nawet nie wiem czy charakteryzacja była tandetna czy nie (i chyba reżyserowi o to właśnie chodziło). Końcówki nie pamiętałem 10 minut po seansie. Na nudny wieczór w sam raz.
Listopad 11th, 2008 o 23:24
Oba te filmy to nieziemskie gnioty. Widze ze dodales Eden Lake do “najlepszych horrorow” i moze lepiej jego opisz (chyba ze juz jest ale nie znalazlem:)). Jest przeciez duzo lepszy niz Strangers czy nawet Ils i tez podobny do While She Was Out. A co do Del Torro to sie dziwie takiej oinii, producent (wykonawczy w dodatku) to koles od zalatwiania kasy a nie rezyser wiec nie ma tu nawet o czym mowic. Zwlaszcza ze jesli popatrzymy na Del Torro to od Cronosa do Hellboya 2 chcialbym byc na takiej rowni pochylej:) to swietny rezyser i ma niesamowita fantazje, czekam na jego Hobbita, licze na niezle widowisko.
Listopad 12th, 2008 o 00:07
producent, nie producent ale panuje opinia, że wszystkiego czego ten pan się dotknie staje się sukcesem komercyjnym i artystycznym (ORPHANAGE reklamowali w taki sposób, że większość ludzi myśli, że to film Del Toro). cóż, WSWO udowadnia, że tak nie jest. i pod jakim kątem ona by nie była, to od CRONOSA do HELLBOYA 2 to jednak równia pochyła :]
Listopad 12th, 2008 o 00:43
no nie zgodze sie;) to co ludziki mysla bo im tak mowi reklama to jedno a jak jest to drugie. Ale ta rownia pochyla to zdecydowanie nie–wynika z tego ze Cronos czy Mimic sa lepsze od Fauna co dla mnie nie do przyjecia:)
Listopad 12th, 2008 o 12:48
no widzisz, a ja CRONOSA i MUTANTA lubiÄ™ znacznie bardziej niż jego późniejsze produkcje, chociaż o DEVIL’S BACKBONE czy o HELLBOYU też nic zÅ‚ego nie mogÄ™ powiedzieć. po FAUNIE nie jeżdżę bo to nie jest zÅ‚y film, po prostu jego stylistyka i kilka motywów dziaÅ‚ajÄ… negatywnie na mój ukÅ‚ad nerwowy. natomiast HELLBOY 2 to już bajzel na kółkach.