sie
Nie ma jak w domu
W 1989 roku Kiyoshi Kurosawa porwał się na ekranizację gry komputerowej SUITO
HOMU (i to dosyć specyficzną ekranizację, bo zarówno film jak i gra wyszły w tym samym czasie). I w sumie nie spodziewałem się, że będzie to jedna z moich najciekawszych przygód z adaptacjami gier video.
SWEET HOME to naiwna i oklepana opowieść o ekipie telewizyjnej zamkniętej w nawiedzonym domu. Główny wątek krąży wokół owdowiałego producenta filmowego i więzi jego córki z potencjalną macochą. Reszta bohaterów ginie zanim zdążymy poznać ich imiona. Zaskoczyła mnie natomiast ścieżka dźwiękowa (która w jednej chwili przyjemnie rozluźnia, by za chwilę przywalić czymś mroczniejszym) i wysoki poziom wykonania strony technicznej filmu (efekty, scenografia i charakteryzacja robią bardzo pozytywne wrażenie). Scenarzysta oczywiście cały czas zapożycza coś z hollywoodzkich klasyków grozy, okazyjnie robiąc małe uaktualnienie. Dialogi nużą, ale między nimi występują wynagradzające wszystko, efektowne manifestacje tych mniej przyjaznych mieszkańców domu.
Ale najważniejszy i najciekawszy aspekt filmu to klimat rodem z gier komputerowych. Stopniowe odkrywanie kolejnych pomieszczeń, zdobywanie przedmiotów, które pomagają wyjaśnić sekrety posiadłości i od czasu do czasu walka z przerażającymi przeciwnikami (plus boss w dramatycznym finale). A wszytko podkreślone przez niepowtarzalny styl Kurosawy.
Czułem się jakbym wrócił do czasów pierwszej części RESIDENT EVIL na PlayStation.