31
maj

O krokodylu



Dawno już nie było żadnego przyzwoitego horroru z krokodylem w roli głównej. Ostatni jaki przychodzi mi teraz do głowy, to ALIGATOR zRogue 1980 roku (w między czasie pojawił się jeszcze sympatyczny LAKE PLACID, ale to była trochę inna para butów). Australijczyk Greg McLean (WOLF CREEK) postanowił niedawno zmienić ten stan rzeczy, jednak niespecjalnie mu to wyszło. Jego ROGUE okazał się bowiem obrazem co najwyżej poprawnym.

Film rozkręca się dosyć leniwie. Od razu jednak dostajemy przepiękne, zapierające dech w piersiach zdjęcia australijskiej przyrody. Chwilami miałem wrażenie jakbym oglądał dokument National Geographic. Aktorstwo jest bardzo dobre (ze szczególnym wskazaniem na drugi plan, chociaż Vartan’owi i Mitchell też nic do szczęścia nie brakuje). Dosyć szybko zdałem sobie sprawę, że nie będzie to standardowy creature feature z rozdmuchanym faktorem rozrywkowym. Mimo, że zachowanie krokodyla jest nienaturalne, a niektóre akcje ponaciągane, to McLean zdecydowanie postawił na realizm całego przedsięwzięcia. Nie ma tu cwaniackiego humoru, widowiskowych wybuchów ani absurdalnych pościgów. Praktycznie nie widzimy też krokodyla, a sceny gore występują w śladowych ilościach. Jest za to grupa spanikowanych turystów, która pod dowództwem doświadczonej pani kapitan i podrzędnego dziennikarza, próbuje jakoś wydostać się z małej wysepki nim zapadnie zmrok. I trzeba przyznać, że tak pokazaną pierwszą godzinę filmu ogląda się bardzo dobrze. Wszystko jest przewidywalne, ale przy tym bezkompromisowe i pełne napięcia.

Niestety później McLean strzela sobie samobója. Ostatnie pół godziny to odwrót o 180 stopni i marna próba migracji w stronę w standardowego animal attack, pełnego przesadzonych akcji z krokodylem-terminatorem. Michael Vartan nie jest typem charyzmatycznego bohatera i oglądanie jego zapasów z olbrzymim gadem nie wprawiło mnie w euforię. Efekty specjalne stoją na dosyć wysokim poziomie (o ile twórcy nie bawią się w zbliżenia, które też czasami sięRogue pojawiają) jednak film miał relatywnie niski budżet, stąd oczywiste ograniczenia czasu i przestrzeni działają destrukcyjnie na zapędy reżysera (który chyba bardzo lubi THE DESCENT Neil’a Marshalla). Finał jest nijaki i beznadziejny.

Uczciwie muszę powiedzieć, że prawdopodobnie jest to najlepszy film o morderczym krokodylu od czasu wspomnianego na początku ALIGATORA. Jeżeli jednak weźmie się się pod uwagę konkurencję w postaci PRIMEVAL, LAKE PLACID 2, SUPERCROC czy innych rodzynków ze stajni SCI-FI Channel, to może się okazać, że wcale nie jest to takie wielkie osiągniecie.

kategoria wpisu: filmy komentarze: (6)
26
maj

Piła dla dorosłych



Kiedy cztery lata temu do kin wchodziła PIŁA, wszyscy wyli z zachwytu jaki to świetny iWAZZ przełomowy film. Szybko okazało się jednak, że jedyną wartą uwagi rzeczą w tej papce był pomysł, który niestety zginął w natłoku krwi, flaków, żałosnego aktorstwa i głupawych zagrań scenarzysty. Do tej pory powstały 4 części i każda tak na dobrą sprawę jest bardziej absurdalna od poprzedniej. Ale nikt na to nie zwraca uwagi, bo PIŁy są tylko odpowiedzią na potrzeby masowej widowni, która oszołomiona błyskawicznym montażem, hektolitrami krwi i kuriozalnymi zakończeniami, nie będzie pytała o co tutaj w ogóle chodzi. A producenci na to jak na lato. Jednak widzom, którym sam pomysł wyjściowy wydał się intrygujący, powinien spodobać się film, który może nie do końca wykorzystuje swój potencjał, ale robi to o niebo lepiej niż wspomniana PIŁA.

czytaj więcej…

kategoria wpisu: filmy komentarze: (4)
22
maj

Tajemnica Andromedy



1969 – Michael Crichton wydaje książkę THE ANDROMEDA STRAIN. Jej Andromeda znaczy śmierćgłównym bohaterem jest wirus, który wraz z rządowym satelitą spadł na Ziemię by siać śmierć i zniszczenie. Bohaterami drugoplanowymi jest czterech naukowców, którzy w supertajnym laboratorium, znajdującym się głęboko pod powierzchnią ziemi, próbują odkryć tajemnice pochodzenia tego wirusa i zneutralizować go, zanim zdąży zniszczyć całą ludzkość.

1971 – Robert Wise (THE HAUNTING) przenosi na ekran książkę Crichtona i robi to bezbłędnie. Jego TAJEMNICA ANDROMEDY, mimo odczuwalnego upływu prawie 30 lat, nadal mistrzowsko trzyma w napięciu, raczy gęstym, klaustrofobicznym klimatem, kapitalną scenografią (swego czasu nominowaną do Oscara) i świetnym aktorstwem. Mimo fantastyczno-naukowej otoczki, bije z niego jakiś dziwny realizm i wszechobecne poczucie niepokoju. Jest nawet bombowy ale przy tym idealnie wyważony finał. Technothriller pełną gębą.

2008 – SCI-FI Channel wypuszcza remake/kolejną ekranizacjęThe Andromeda Strain 2008 (niepotrzebne skreślić) THE ANDROMEDA STRAIN w postaci 3 godzinnego miniserialu. Napięcia tu nie ma. Aktorzy robią co mogą ale większość nie pasuje do swoich ról. Mimo nowoczesnego wyglądu laboratorium, wypada ono śmiesznie w porównaniu z tym z filmu Wise’a (ale to wina braku specyficznej atmosfery… w sumie braku jakiejkolwiek atmosfery). Największe cięgi powinien zebrać scenarzysta za żonglowanie teoriami na temat pochodzenia wirusa. Co 15 minut mamy zupełnie nową tezę, każda głupsza od poprzedniej. Są jeszcze jakieś nudne wątki poboczne z uciekającym dziennikarzem i rozrastającą się epidemią. To wszystko ma na celu tylko i wyłącznie zapchanie czymś tych trzech godzin seansu i nijak się komponuje z przewidywalną całością. Finał pod tytułem ‘jak uratować świat 5 sekund przed czasem’ też mogli sobie darować. Jedyne co reanimuje ten film to dosyć sprawna akcja i jakiś faktor rozrywkowy. Nic specjalnego.

kategoria wpisu: filmy komentarze: (5)
15
maj

Kiyoshi Kurosawa



Sakebi

Jak stworzyć film grozy, który byłby inteligentny i oryginalny? Który by przerażał, ale również spełniał podstawową funkcję kina jaką jest dostarczanie rozrywki? Na to pytanie może odpowiedzieć niewielu reżyserów. Jednym z nich jest Kiyoshi Kurosawa, któremu udało się to już czterokrotnie.
czytaj więcej…

kategoria wpisu: filmy komentarze: (6)
03
maj

W pokoju Fermata



Czworo matematyków zostaje zaproszonych przez tajemniczego gospodarza aby wspólnie rozwiązywać największe tajemnice liczb i równań. Szybko odkrywają jednak, że pokój w którym się znaleźli, dosłownie kurczy się i jeżeli chcą przeżyć, najpierw muszą rozwiązaćfermats-room.jpg najważniejszą enigmę: co ich ze sobą łączy i dlaczego ktoś chce ich zabić…

Po tym streszczeniu widać, że twórcy tego hiszpańskiego thrillera FERMAT’S ROOM wzorowali się słynnym CUBE. I trzeba przyznać, że bardzo dobrze im to wyszło. Film ma ciekawy i w miarę poskładany scenariusz, który zmusza widza do intensywnego główkowania. Moja wiedza z matematyki jest raczej mało imponująca, więc nieźle się musiałem nagimnastykować nad zagadkami, które na bieżąco rozwiązywali bohaterowie. Taki zabieg sprawił, że mocniej się z nimi utożsamiamy i przez to bardziej im kibicujemy. Duże brawa należą się także czwórce świetnych aktorów. Jest tu odpowiednia dawka napięcia, energetyczne tempo i sporo zwrotów akcji. Fabuła nie grzeszy jakąś specjalną dozą oryginalności i w sumie wszystkiego idzie się domyślić jeszcze przed żwawym (jednak trochę mało satysfakcjonującym) finałem, ale reżyserowi udało się na czas seansu odwrócić uwagę widza od większości niedociągnięć. Europa nadal z przodu.

kategoria wpisu: filmy komentarze: (2)

Karpie blogują on Facebook