kwi
Nie każdy może być legendą
ÅšmiercionoÅ›na zaraza dziesiÄ…tkuje populacjÄ™ ludzkÄ…. GinÄ… wszyscy bez wzglÄ™du na pÅ‚eć, wiek, status materialny, czy wyznawanÄ… religiÄ™. Ale jednej osobie udaje siÄ™ uciec od Å›mierci. Jak siÄ™ wkrótce okaże, ten ktoÅ› bÄ™dzie ostatnim czÅ‚owiekiem na Ziemi. Prawie ostatnim…
W 1954 roku Richard Matheson książką I AM LEGEND podsunął Hollywood kolejny pomysł na zarobienie kilku zielonych. Pomysł dosyć ciekawy i umiejętnie wykorzystany, faktycznie mógł zrodzić coś fajnego. Oczywiście producenci nie oparli się pokusie i w ciągu tych 50 lat od premiery książki, już kilka razy sięgali po materiał w niej zawarty. Jak to zwykle bywa, z bardzo różnym skutkiem.
Najpierw, w 1964 roku, Ubaldo Ragona zrealizował czarno-biały THE LAST MAN ON EARTH, do którego scenariusz napisał m.in. sam Matheson. Film minimalistyczny ale przy tym niezwykle klimatyczny, cichy, bez
jakichkolwiek akcentów humorystycznych, z nieskazitelnÄ… rolÄ… Vincenta Price’a. Ciężka atmosfera beznadziejnoÅ›ci, osaczenia i izolacji, podkreÅ›lona dodatkowo przez Å›wietne zdjÄ™cia i rozbudowanÄ… kreacjÄ™ Price’a. ByÅ‚ to film, którym cztery lata później inspirowaÅ‚ siÄ™ sam George’a A. Romero przy tworzeniu sÅ‚ynnej NOCY Å»YWYCH TRUPÓW. WyglÄ…d i zachowanie przeciwników głównego bohatera bardzo przypomina obraz zombie, do jakiego przyzwyczaiÅ‚ nas Romero. Również twórcy gry SILENT HILL podkreÅ›lali, że przy jej tworzeniu wzorowali siÄ™ na obrazie Ragona. THE LAST MAN ON EARTH to klasyk, na którym jeszcze nie wszyscy siÄ™ poznali i który niestety nigdy nie osiÄ…gnie statusu, jakim może pochwalić siÄ™ film Romero’a. Szkoda.
Siedem lat później powstaÅ‚ THE OMEGA MAN. Znacznie wiÄ™kszy budżet pozwoliÅ‚ na zatrudnienie Charlton’a Hestona i wiÄ™kszÄ… swobodÄ™ przy pokazywaniu opustoszaÅ‚ego Los Angeles. Przyzwoite aktorstwo i caÅ‚kiem
sprawny, klimatyczny początek to niestety jedyne plusy tego filmu. Bardzo szybko zaczyna się robić nieciekawie. Przeciwnicy głównego bohatera (sekta w łachmanach głosząca pseudofilozoficzne teorie) śmieszą. To akurat można jeszcze przełknąć, ale mniej więcej od połowy film robi się chaotyczny, tandetny i przy tym zupełnie bezpłciowy. Momentami miałem wrażenie, że oglądam jakąś obyczajówkę. Wszystko po to, by w finale znowu wrócić do patetycznego tonu. Zdecydowanie nic specjalnego.
Kolejnym filmem, o którym należy wspomnieć jest zrealizowany gdzieÅ› w Nowej Zelandii THE QUIET EARTH – egzystencjalne science fiction z 1985 roku. Film wÅ‚aÅ›ciwie tylko nawiÄ…zuje do pomysÅ‚u Mathesona (scenariusz do niego powstaÅ‚ na podstawie powieÅ›ci Craig’a Harrisona). Główny bohater z trochÄ™ innych powodów zostaÅ‚ sam na Å›wiecie, mimo, że można doszukać siÄ™ podobieÅ„stw w wymowie. THE QUIET EARTH to film genialny, któremu poziomem nie jest w stanie dorównać żadna z ekranizacji macierzystych. PoczÄ…wszy od miażdżącego klimatu, poprzez dobrze skonstruowane postacie i Å›wietne aktorstwo, wszystko w tym filmie jest pierwszorzÄ™dne. Twórcy wygrali bo postawili na psychologiÄ™ postaci, a nie efekciarstwo. Obłęd głównego bohatera jest tu wrÄ™cz namacalny i niesamowicie pomysÅ‚owo pokazany. Siłą tego obrazu jest również jego wieloznaczność i mnogość interpretacji. Nie ma tu prostych odpowiedzi, ale z drugiej też strony reżyser nie komplikuje za bardzo treÅ›ci. Jest za to jeden z najpiÄ™kniejszych i najbardziej klimatycznych finałów jakie widziaÅ‚em. Ostatnia scena to niezapomniane przeżycie.
No i przechodzimy do najnowszej ekranizacji książki Mathesona, zatytułowanej po prostu I AM LEGEND. Film miał premierę kilka miesięcy temu i na długo zanim ujrzał światło dzienne wzbudzał spore emocje. Moje opadły w momencie, gdy zobaczyłem pierwszy zwiastun. Film ma mocny początek, kiedy groza jest sugerowana a nie pokazywana. Z momentem, kiedy na ekranie ukazuje się pierwszy przeciwnik, wszystko wali się jak domek z kart. Niezniszczalne, komputerowe stworki, którym zdarza się (po)myśleć to naprawdę żałosny widok. Do tego dochodzi tandety melodramatyzm, nachalne efekciarstwo, fatalnie obsadzona główna rola i patetyczny finał. Można w sumie obejrzeć, zobaczyć fajnie sfotografowany Nowy Jork, pośmiać się z wrzasków potworów i komputerowych lwów a za chwilę zapomnieć o czym to w ogóle było. Ale z drugiej strony po co? Jaka jest właściwie grupa docelowa tego filmu? Zdaje się, że producenci dobrze to wiedzieli, reklamując się na stronie MTV. Głównemu bohaterowi mogę powiedzieć jedno: na pewno nie będzie legendą.
Kwiecień 20th, 2008 o 09:38
Nie ma sie co czepiac Smitha – na tyle na ile mogl zagral dobrze:) O nocy zywych trupow prawie nic nie napisales, a to przeciez najglosniejsza ekranizacja I am legend…
Kwiecień 20th, 2008 o 14:27
a jest jeszcze “I Am Omega” (z 2007), którego wyrzucili od razu rynek DVD.
potwierdza się (co podejrzewam od jakiegoś czasu), że dużo ciekawych rzeczy powstało, powstaje i pewnie powstawać będzie w Australii.
nie wiem czy “Noc żywych trupów” Romero można uważać za ekranizacjÄ™ tej powieÅ›ci, kilkoro bohaterów + kolejne kontynuacje sugerujÄ…, że jest to osobny ‘twór’.
Kwiecień 20th, 2008 o 15:09
Ja siÄ™ Smitha nie czepiam, bo faktycznie zagraÅ‚ dobrze. Ja siÄ™ czepiam producentów, którzy obsadzili ‘bohatera ostatniej akcji’ w roli charyzmatycznego naukowca.
Masz rację, Sick co do australijskiego kina. Sporo fajnych, mało znanych rzeczy wyprodukowali (może nawet kiedyś o tym napiszę :P)
Jeżeli chodzi o NOC Å»YWYCH TRUPÓW to oczywiÅ›cie Romero inspirowaÅ‚ siÄ™ zarówno książkÄ… jak i pierwszÄ… ekranizacjÄ… ale chodziÅ‚o mi o motyw ‘ostatniego czÅ‚owieka na Ziemi’
I AM OMEGA nie widziaÅ‚em i raczej nie zamierzam. Ten film zostaÅ‚ stworzony przez sÅ‚ynne już studio ‘The Asylum’ na fali popularnoÅ›ci I AM LEGEND. Poniżej można poczytać o dziaÅ‚alnoÅ›ci tego studia:
http://en.wikipedia.org/wiki/The_Asylum
Kwiecień 21st, 2008 o 14:56
łał.
nowa troma ;D tzn. twór na jej podobieństwo, bo troma to jednak inna para gównianych kaloszy.