23
sie

Coming Attractions 2010/2011



Pora na trochę zapowiedzi. Wszyscy oczywiście mocno czekamy na KRZYK 4, nową PIRANIĘ, nowego Carpentera, ekranizację W GÓRACH SZALEŃSTWA itd, tymczasem postanowiłem wziąć na celownik najciekawiej zapowiadające się filmy spoza mainstreamowej defilady. Let’s go…

czytaj więcej…

kategoria wpisu: filmy, zapowiedzi komentarze: (6)
18
sie

Tygrys i dziewczyna



W oczekiwaniu na zmodernizowaną wersję kultowej PIRANII (która, daj Boże, przywróci wiarę ludzkości w nowoczesne kino spod znaku kłów i pazurów), macie szansę zobaczyć innego animala, polującego na nieswoim terytorium. BURNING BRIGHT obiecywał sporo kontrowersyjnych zaułków fabularnych – młoda dziewczyna, zamknięta w swoim domu (który ktoś postanowił przerobić na mini safari, odcinając wszelkie drogi wyjścia) razem z głodnym tygrysem i autystycznym bratem. Już początkowy dialog niespecjalnie próbował mnie przekonać do tego filmu. Szybko jednak zaczęła się zabawa. Jeżeli jesteście w stanie przełknąć mało spektakularną i jeszcze mniej zaskakującą fabułę, lipny melodramatyzm i kilka mniejszych potknięć, film Carlosa Brooks’a ma do zaoferowania coś, czym dawno żaden nowy horror pochwalić się nie mógł: porządną dawkę bezpretensjonalnej rozrywki.

Po początkowych perturbacjach, reżyser szybko przechodzi do rzeczy. Bo tak na dobrą sprawę wiadomo o co chodzi – o gorąca studentkę, która w krótkich majtkach będzie walczyła z wygłodniałą bestią. Akcja pędzi wyjątkowo żwawo i nawet dramatyczne wstawki z chorym bratem nie są w stanie jej spowolnić (a kilka ładnie rozładowuje naelektryzowane powietrze). Film  jest spójny i porządnie zrealizowany – tygrys jest w 100% prawdziwy i tak też wyglądają jego konfrontacje z aktorami. Plus za zdjęcia, które ładnie manipulują wyglądem zwykłego domu. Najwięcej jednak BURNING BRIGHT zawdzięcza innym czynnikom. Briana Evigan jest na tyle wysportowana i wiarygodna, że śmiało dźwiga film na swoich barkach. Na dodatek jej mini spodenki powinny zrobić furorę wśród męskiej części załogi. Jednak dobra obsada to oczywiście nie wszystko – Brooks świetnie dawkuje suspens i dzięki temu jego film wychodzi obronną ręką z wszelkich pułapek. Kilka scen pozytywnie mnie rozwaliło (szczególnie ta w szybie na brudne ciuchy). Aż sam się zdziwiłem, jak dużą silę oddziaływania ma ten, skądinąd, prosty obraz. Kciuk w górę.

kategoria wpisu: filmy brak komentarzy
12
cze

33 jeszcze lepsze filmy grozy, których nikt nie widział (część 2)



Ciąg dalszy nastąpił…

czytaj więcej…

kategoria wpisu: filmy komentarze: (22)
31
maj

Islandzka Masakra Harpunem Wielorybniczym



Zanim wulkan Eyjafjallajokull sparaliżował większą część Europy, Islandia puściła w obieg skandynawskie spojrzenie na kultową TEKSAŃSKĄ MASAKRĘ Hoopera. Spojrzenie nie tak grzeczne, jak można się było tego spodziewać i nie tak nieobliczalne, jak nam kiedyś obiecywali twórcy. REYKJAVIK WHALE WATCHING MASSACRE to niepoprawna politycznie opowieść o nieoprawnej politycznie grupie turystów, których plany podziwiania wielorybów spełzają na niczym, gdy kapitana ich łodzi obserwacyjnej trafia nagły szlag. Na (nie)szczęscie w pobliżu czeka już statek wielorybniczy, który wypadł z obiegu i którego załoga bardzo nie lubi zagranicznych gości (szczególnie takich, co to lubią dziką faunę). Tak więc czeka nas solidny pojedynek zdeprawowanej rodziny psycho-poławiaczy waleni z niemniej oryginalną bandą, w skład której wchodzą napalone babcie, alkoholicy, zdziry, geje, oportuniści, gwałciciele, egoiści, mordercy i dziwaczni Japończycy…

Stylowy, lekki i nigdy nudny – film Júlíusa Kempa bardzo ładnie balansuje na granicy cynicznego humoru i kolorowej masakry, ale niestety trochę mu do szczęścia brakuje. Przede wszystkim po oczach daje kosmicznie niewykorzystany potencjał. Świetne otwarcie (nie dla ześwirowanych ekologów) i sam pomysł naprawdę wiele obiecują. Slasher na pokładzie rozpadającego się statku wielorybniczego? Kolejny plus. Tymczasem REYKJAVIK WHALE WATCHING MASSACRE dosyć szybko staje się przewidywalnym kucykiem jednorazowego kalibru, który gubi po drodze ostrość humoru i nie potrafi wykrzesać z siebie choćby odrobiny napięcia.  Na dodatek całość nie jest wcale tak oryginalna, jak sugerują ambicje twórców. Na szczęście ogląda się dobrze dzięki kilku ciekawym posunięciom. Film jest wystarczająco szybki, przekorny, porządnie zmajstrowany i posiada kilka solidnych scen masakry (rewelacyjne polowanie harpunem na skośnookiego czy trio płonących babć). Fakt, że im bliżej końca, tym coraz więcej zbędnych wątków zaczyna się mnożyć, ale paradoksalnie właśnie wtedy dzieło Kempa zaczyna nabierać prędkości. Szczególnie przekorny finał daje sporo radochy – nigdy nie zadzieraj z Matką Naturą i nigdy nie śmiej się z dziwacznych Japońców, bo nigdy nie wiesz, jaki może być twój koniec. Dobry cynizm nie jest zły. Na jeden raz w sam raz.

kategoria wpisu: filmy brak komentarzy
27
maj

Full Dark, No Stars



Zdarzyło mi się ostatnio zobaczyć 2 filmy obdarzone niezłym potencjałem. Najpierw hiszpański HIERRO o zrozpaczonej matce, która poszukuje zaginionego syna na pewnej mało przyjaznej wyspie. O scenariuszu później, zaskoczyły mnie natomiast zdjęcia – panorama wyspy zapiera dech piersiach, a zmysł plastyczny reżysera zdumiewa. HIERRO składa się praktycznie z samych scen, które wizualnie oszałamiają. Kadry pełne ostrych, wirujących detali, złowrogi krajobraz, depresyjny mrok, który wylewa się z ekranu. Obraz Gabe Ibáñeza został dodatkowo uzupełniony świetną rolą Eleny Anaya’i i klimatyczną ścieżką dźwiękową. Ciemności (i księżyc w pełni) nawiedziły również remake THE WOLFMANA, który o dziwo, na dzień dobry również pozytywnie mnie zaskoczył. Na pierwszy rzut oka wydał mi się bowiem filmem niezwykle stylowym i nastrojowym. Na dodatek wiele tu ukłonów stronę klasyki, z której przecież WILKOŁAK się wywodzi – fantastyczna scenografia Rick Heinrichsa i kolaż mgły z nocą to największe plusy nowej wersji WOLFAMNA.

Pomimo tego wszystkiego jednak, na tych mrocznych niebach nie ma zbyt wielu gwiazd, bo oba filmy toną w przeciętności. HIERRO nie posiada za grosz dynamiki i napięcia, a psychologia postaci gnije pod scenariuszem telewizyjnego kalibru. W zasadzie melodramatyzm tej historii nie powinnien mnie dziwić – w końcu jest to dzieło twórców LABIRYNTU FAUNA i SIEROCIŃCA. HIERRO zresztą mocno zrzyna z tego drugiego (szczególnie w finale), a gdzieś po drodze zdarza mu się zapożyczyć z DARK WATER Nakaty czy IN DREAMS Jordana. Niestety emocji tu nie wiele, horroru jeszcze mniej, a po seansie zostaje tylko niedosyt i żal nad niewykorzystanym potencjałem. Jeżeli Francja stała się synonimem hektolitrów krwi, to Hiszpania aspiruje to miana pretensjonalnego wyciskacza łez.

A THE WOLFMAN? Cóż, po początkowym zauroczeniu szybko przyszło otrzeźwienie umysłu – to w końcu film człowieka odpowiedzialnego za PARK JURAJSKI 3. Chaotyczna, niespójna i nieco już zakurzona historyjka, pełna durnych zwrotów akcji, drastycznie kulejąca w tak elementarnych aspektach jak akcja czy napięcie. Joe Johnston miał chyba ambicje wbić się gdzieś pomiędzy DRACULĘ Coppoli a FRANKENSTEINA Branagha, wylądował jednak pośrodku – temu pierwszemu nawet do naskórka pięt nie dorasta, jednak do beznadziejności tego drugiego też mu brakuje. Wyszedł z tego raczej nieco sztywniacki kuzyn VAN HELSINGA Sommersa, co z żadnej strony nie jest komplementem. Nawet obsada jest tutaj dobra tylko z nazwisk, bo ani Del Toro, ani Blunt, ani nawet Hopkins bluesa nie czują. Finał najpierw nieco zabawny, później usypiająco melodramatyczny. Bardzo średnio.

kategoria wpisu: filmy komentarze: (2)
02
maj

33 jeszcze lepsze filmy grozy, których nikt nie widział (część 1)



Tym razem bez zbędnych wstępów – dziś długo obiecywana kontynuacja zestawienia sprzed prawie 2 lat. Tytuł wpisu nieco dramatyczny, ale nic lepszego mi nie przyszło do łba. Nevermind. Let’s go…

czytaj więcej…

kategoria wpisu: filmy komentarze: (13)

Strona 1 z 28
      123451020Ostatnia »
Karpie blogują on Facebook