Wczoraj wieczorem wróciłem z T. Celowo nie podaję nazwy miejscowości, gdyż tamtejszy antykwariusz, jakby nie było mój kolega po fachu, bardzo nie lubi rozgłosu. Wydawałoby się, że w naszej branży reklama jest na wagę złota, ale jednak nie wszyscy są nią zainteresowani. Możliwe że w zakamarkach jego sklepu znalazłoby się rzeczy, które nie powinny się tam znaleźć…
Ja pojechałem tam po broszury, przedwojenne wydania apokryficznych historii o Sherlocku Holmesie (właściwie Szerloku Holmesie). Wychodziło tego swego czasu sporo, aż dziwne że nikt do tej pory nie zebrał tych wszystkich opowieści i nie wydał w jakieś pastiszowej konwencji. Czasem można się z tych pół-amatorskich kryminałów nieźle uśmiać.
A tymczasem dzisiejszej nocy odebrałem jakiś głuchy telefon. Być może ktoś sprawdzał czy nie zostawiłem Antykwariatu bez dozoru? Po policji już ani śladu, najwidoczniej pilnowali tylko przez jakiś czas, a teraz… Czyżbym znów miał się spodziewać wizyty?
To tylko telefon, nie popadajmy w paranoję…
Miałem napisać coś o zbiorku opowiadań grozy, który niedawno wpadł mi w ręce. Zaraz Wam coś o nim napiszę. Przy okazji gratuluję dociekliwości panu Jakubowi Ćwiekowi. Nie sądziłem, że z tak małej ilości informacji można wyczytać tak wiele…