Opowieść szósta: “Zamek kaniowski”
Kiedy przychodzi czerwiec, przy drogach kupuje się truskawki, a dni są już bardzo długie. Wtedy to mój antykwariat zapełnia się niechlujnie ubraną młodzieżą. Każdy z nich bierze chyba udział w konkursie na najgorzej ubraną osobę w mieście. Wychodzą zwykle z groszowymi wydaniami polskich klasyków, potrzebnymi do skleconych naprędce prac zaliczeniowych, mających podnieść oceny z języka polskiego.
Częściej jednak nic nie kupują, gdy informuję ich, że nie prowadzę sprzedaży ściąg, bryków i streszczeń. Czasem mam wrażenie, że na tego typu publikacjach zarobiłbym znacznie więcej, gdyż – ku mojemu wielkiemu zdziwieniu! – ostatnio o ten typ „literatury” zaczęli pytać również studenci. A wydawałoby się, że to oni mają być przyszłością narodu… Na szczęście dla mnie ta przyszłość jest na tyle odległa, że raczej już mi nie zagraża.
Przejdźmy jednak do rzeczy. Całkiem niedawno, w nawale maturalnego szału zakupów trafiłem na młodzieńca, który doskonale pasowałby na bohatera którejś ze współczesnych opowieści grozy. Dodam, że nie byłby to bohater pozytywny. Właściwie każdy element jego stroju był czarny. Nie zdziwiłbym się zbytnio, gdyby okazało się, że ten młody mężczyzna farbuje włosy. Spod skórzanej kurtki próbował wyskoczyć jakiś potwór. Na szczęście była to tylko ilustracja wydrukowana na koszulce…
Szczerze mówiąc nie oceniłem tego młodzieńca zbyt pozytywnie. Powiem więcej, spodziewałem się, że będzie próbował ukraść jakąś książkę i uciec w popłochu ze sklepu. W ostateczności zapyta o najtańsze opracowanie jakiejś lektury i będę mógł odesłać go z kwitkiem. Okazało się jednak, że ów młody człowiek okazał się dla mnie nie lada niespodzianką. Przede wszystkim powiedział „Dzień dobry” – to już odróżniło go od wielu rówieśników. Następnie podszedł do lady i z wojskowego plecaka wyciągnął solidnie już sczytany egzemplarz „Romantyzmu” Aliny Witkowskiej i Ryszarda Przybylskiego. To wydane przed niemal dekadą kompendium wiedzy na temat jednej z najciekawszych polskich epok literackich okazało się być również źródłem dociekań tego młodego człowieka. Miał tam pozaznaczanych kilka stron, wszystkie niestety miały zagięte rogi, choć już wówczas przyszła mi do głowy myśl, że do młodego człowieka o nieco satanicznym wyglądzie rogi doskonale pasują. Szkoda jednak, że ich ofiara musiała paść książka.
Okazało się, że Michał – tak bowiem ma na imię ów młody człowiek – jest przyszłorocznym maturzystą i chciałby napisać pracę o jednym z zapomnianych, a kiedyś niezwykle popularnych twórców polskiego romantyzmu. Początkowo myślałem, że chodzi mu o Norwida, o którym spora część młodzieży nigdy nie słyszała. Michał jednak grzecznie odpowiedział mi, że zna autora „Vade-mecum”, czytał nawet niedawno książkę profesor Zofii Stefanowskiej „Strona romantyków”, w której autorka rozprawiła się ze stosunkiem Norwida do romantyzmu i romantyków. Muszę przyznać, że w tym momencie zaimponowała mi erudycja tego młodzieńca, postanowiłem więc nie męczyć go kolejnymi testami, a po prostu wysłuchać co ma do powiedzenia.
Szukał „Zamku kaniowskiego” autorstwa Seweryna Goszczyńskiego. Przyznam szczerze, że bardzo ucieszył mnie pytaniem o tą właśnie książkę. Osobiście uważam, że to jedna z nielicznych pereł polskiej literatury gotyckiej.
Historia kozaka Nebaby, który uwiódłszy Ksenię, obłąkaną dziewczynę, przekonany że udało mu się ją zabić, rusza w świat – pokazuje nam Goszczyńskiego, jako twórcę zdolnego do tworzenia skomplikowanych fabuł, pełnych mrocznego uroku.
Trafiwszy do Kaniowa młody Nebaba wikła się w kolejną miłosną intrygę, tym razem mieszając się w życie wyższych sfer. Staje się tam atamanem, dowodzi lotnym oddziałem kozaków i stara się o wdzięki pięknej Oriki. Jednak nie on jeden uderza w konkury do panny. Przeciwnikiem Nebaby staje się rządca zamku, polski szlachcic, który podstępem, szachując dziewczynę życiem uwięzionego w lochu brata, zdobywa jej względy. Dumny kozak na wieść o zdradzie ukochanej obmyśla zemstę na niej i znienawidzonym Polaku.
„Zamek kaniowski” nie jest jednak tylko i wyłącznie opowieścią o krwawych zatargach. Oto bowiem pojawia się ponownie Ksenia, szalona topielica, która podąża za swoim kochankiem…
Język Goszczyńskiego jest bardzo ciekawy, momentami niemal ocieka mrocznym, dusznym klimatem.
Wyszukałem książkę na zapleczu i przyniosłem Michałowi. Przez chwilę przeglądał, po czym zapłacił. Gdy wyciągał portfel przez chwilę przyjrzałem się baczniej jego koszulce. Pod logo jakiegoś zespołu widniał na niej wspomniany już potwór. Za nim stał nagrobek, na którym ku swemu zdumieniu dostrzegłem nazwisko H.P. Lovecrafta…
Czego to ta dzisiejsza młodzież nie wymyśli.
Seweryn Goszczyński, Zamek kaniowski, Zielona Sowa 2004.
Wrzesień 20th, 2008 at 4:16 pm
Koszulka z logiem Iron Maiden “Live After Death”, nieprawdaż?
Hmm, o “Zamku Kaniowskim” zdarzyło mi się słyszeć, nie wiedziałem jednak, że to powieść gotycka! Świetnie zatem, jest kolejna pozycja do czytania :]
I cieszę się z Twojego powrotu, Antykwariuszu.
Wrzesień 20th, 2008 at 11:15 pm
Najlepiej z tego – rewelacyjnego zresztą – utworu wspominam rozmowę dwóch sów. Groteska i nastrojowość tej sceny jest po prostu wyjątkowo intensywna. Po prostu coś wspaniałego. “Zamek kaniowski” lekturą nigdy nie zostanie, ale można mieć chociaż nadzieję, że kilka osób będzie o nim pamiętało. Bo warto.
Wrzesień 28th, 2008 at 1:10 pm
Czytałam “Zamek…” rok temu do matury i nijak nie mogę sobie przypomnieć gdzie na początku była wzmianka o tym, że Nebaba uwiódł Ksenię i ją zabił? Książka zaczynała sie tajnym spotkaniem Nebaby i Orliki nieopodal wisielca którego Nebaba mial pilnować O_o
Październik 2nd, 2008 at 5:24 pm
Problemem jest romantyczna ciągota do przestawiania chronologii wydarzeń. Dlatego o miłości Kseni i Nebaby dowiadujemy się niejako po drodze. Ksenia nazywana jest topielicą i ściga swojego ukochanego, który ma na sobie piętno zbrodni. Takich informacji sporo jest rozsianych po całym utworze.
Luty 13th, 2009 at 10:46 pm
Najmocniejsze sceny to te, kiedy Orlika szykuje się do zabicia męża i kiedy kozacy widzą Orlikę i trupa jej męża, świeżo przez nią zabitego. Ta gra świateł odbijanych w zwierciadle. Straszne.
Grudzień 28th, 2009 at 8:19 pm
Nie ulega wątpliwości, iż utwór ten wraz z pieśnią masek i poprzedzającą ją wypowiedzią Pacholęcia z “Marii” Antoniego Malczewskiego stanowią przekonywający w swej formie i treści wyraz czarnoromantycznego bólu egzystencj. Ból ów będący wynikiem uświadomienia o fataliźmie dziejowym i konstrukcji świata dążącego do samozagłady jawić się moze jako element ciemnej, ponurej strony rzeczywistości. Aliści i po drugiej stronie śmierć zbiera plony spustoszenia, albowiem “robak się lęgnie i w bujnym kwiecie”.