Pora na bestię

Premierę ma dzisiaj „Nazwanie bestii” Mike’a Carey’a, powieść o niezwykłym egzorcyście, żyjącym w pełnych duchów i zjaw Londynie, którą wydał MAG.

Mówią, że droga do pie­kła jest wybru­ko­wana dobrymi chę­ciami, ale jeśli spy­ta­cie Feliksa Castora, powie wam, że wśród owego bruku znaj­dzie się też sporo aro­gan­cji, bez­myśl­nej bra­wury i głupoty.

A on wie to naj­le­piej. Nie można bez końca grać na dwie strony i liczyć na to, że się nam upie­cze. Nad­szedł nie­unik­niony kry­zys, i teraz Castor ma krew na rękach. No, nie wła­snych rękach – jak zwy­kle to inni spła­cają rachunki: przy­ja­ciele, zna­jomi, przy­pad­kowi przechodnie…

Castor zatem topi smutki w morzu taniej whi­sky, a tym­cza­sem nie­winna kobieta traci życie, jej córka zapada w śpiączkę, nie­licz­nym przy­ja­cio­łom, któ­rzy mu jesz­cze zostali, zagraża śmier­telne nie­bez­pie­czeń­stwo, a po uli­cach krąży demon. I to nie byle jaki demon – ten bowiem dosiada duszy jego naj­lep­szego kumpla.

I nie można go prze­pę­dzić, nie zabi­ja­jąc gospodarza.

Akcja powie­ści o Felik­sie Casto­rze toczy się w świe­cie, w któ­rym duchy i istoty nad­przy­ro­dzone stały się – z led­wie zauwa­żal­nych postaci pocho­dzą­cych z mitów i baśni – czę­ścią akcep­to­wa­nej rzeczywistości.

Felix Castor to pry­watny egzor­cy­sta, a jego podwór­kiem jest Lon­dyn. Praca pogromcy duchów ma swoje zalety – płacą dobrze, czło­wiek nigdy się nie nudzi – ale ist­nieje też ryzyko: wcze­śniej czy póź­niej jakiś duch oka­zuje się sil­niej­szy. W kolej­nych książ­kach z serii Castor pró­buje się dowie­dzieć, czego chcą i jakie nie­do­koń­czone sprawy trzy­mają ich po naszej stronie.