Viva Polska! – wywiad z Mortem Castlem

Mort Castle należy do grona popularnych amerykańskich pisarzy horroru. Znany jest ze swego zafascynowania krótką formą literacką – popełnił w sumie blisko pięćset opowiadań i jest autorem kilku powieści. Polscy czytelnicy po raz pierwszy zetknęli się z twórczością Castle na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to wydawnictwo Amber opublikowało jego powieść „Zagubione dusze”. Później kilka opowiadań ukazało się również w antologiach takich jak „Dziedzictwo Lovecrafta” czy „Zagłada”. Dopiero rok temu pisarz wpłynął na rynek w pełni tego słowa znaczeniu. Wydawnictwo Replika opublikowało dwie jego książki: powieść „Obcy” oraz zbiór opowiadań „Księżyc na wodzie”. Na przyszły rok planowane jest wznowienie powieści „Zagubione dusze” (pt. „Przeklęte bądź dziecię”), ukaże się także zbiór opowiadań „Narody żywych, narody umarłych”.

 W niniejszym wywiadzie Mort Castle opowiada o „Obcych”, „Księżycu na wodzie”, nowej antologii, nad którą ukończył prace, jak i również o planowanej wizycie w Polsce. Miłej lektury!

Robert Cichowlas: Mort, jak odbierasz swoją obecność na polskim rynku literackim? Bo my czytelnicy wreszcie możemy powiedzieć, że doczekaliśmy się kawałków światowego mistrza krótkiej formy.

Mort Castle: Robert, jestem bardzo szczęśliwy z tego, że polscy czytelnicy mogli wreszcie zapoznać się z moją twórczością. Kiedy o tym myślę miękną mi kolana i zmuszony jestem usiąść! Czuję się po prostu wspaniale. Kiedy myślę o tym, że ktoś, kogo nigdy nie spotkałem (Krystyna, Zdzisław czy Tadeusz) mieszka tak daleko, w Poznaniu, Gdańsku czy Lublinie, i rozpoczął przygodę z moimi utworami, czuję się naprawdę wyjątkowo! To oni ofiarowują mi cząstkę siebie mówiąc: „Dziękujemy, że dzielisz się z nami swoimi wizjami”. Cóż, mogę tylko odrzec: „Nie, to ja dziękuję Wam, cała przyjemność po mojej stronie, mam tylko nadzieję, że zasłużyłem na taki honor!”.

RC: Wiem, że czytujesz polskie recenzje swoich książek. Zapewne widzisz, że czytelnicy bardzo pozytywnie wyrażają się o Twojej twórczości. Często nawiązują do powieści „Zagubione dusze”, które lata temu wydał Amber i której to książki od dawna nie można kupić w księgarni. Powiedz, jak Ci się układa współpraca z polskimi wydawcami i jak wyglądają relacje z Czytelnikami?

MC: Moja żona, Jane, mówi: „Polscy czytelnicy naprawdę cię rozumieją”. Czytając recenzje i czytelnicze opinie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się z nią zgodzić. W Stanach Zjednoczonych ludzie często postrzegają mnie jako kogoś kto jest „popularny, bo jest literatem”, albo też kogoś, kto jest „literatem, bo jest popularny”. Natomiast opinie na temat mojej twórczości w Polsce… Ludzie zdają się rozumieć to, co chcę przekazać, że piszę o ukrytym, wewnętrznym horrorze, o codzienności. Oni rozumieją, że nie trzeba być opętanym przez ducha aby czuć przerażenie, że realne sytuacje bywają po stokroć bardziej koszmarne niż jakikolwiek duch czy wampir. Zaś co do wydawców… Mateusz Bandurski z Repliki, dobrzy ludzie z Nowej Fantastyki… Viva Polska!

 

RC: Pierwszą książką, którą po długoletniej przerwie opublikowano w Polsce, była powieść „Obcy”. Nie jest to klasyczny horror z wampirami czy duchami w tle. Sporo tam ukrytej psychologii. I to ona zdaje się dominować w wielu Twoich pracach. Lubisz się nią posługiwać, prawda…?

MC: Tak, lubię. Ale musi być w tym jakaś tajemnica. W „Obcych” jest pomysł i akcja, której psychologia nie potrafi wyjaśnić. Jednak rzeczywiście, trzeba polegać na domniemaniu w kwestii tego na czym polega „obcość” w tej powieści. Jeden z ojców nowoczesnej psychologii, Carl Jung, powiedział, że niektórzy ludzie rodzą się, by czynić zło, a czyniąc je są autentycznie głęboko przekonani o swojej racji.

 Tak naprawdę uważam, że głównym i najważniejszym elementem w „Obcych” jest próba odpowiedzi na odwieczne pytanie: co to znaczy być człowiekiem?

RC: A co to znaczy być człowiekiem w przypadku głównego bohatera tej powieści, Michaela Laudena? W jaki sposób ewoluował gdy pracowałeś nad „Obcymi”?

MC: Cóż, czytałem wszystko, co się dało na temat socjopatycznych zabójców, pragnących czynić zło, urodzonych by zabijać. Ci ludzie czuli, że są inni. Czuli potrzebę bycia wyobcowanymi. Tę potrzebę szczególnie starałem się nakreślić w przypadku Michaela. Jeśli chodzi o nazwisko to zapożyczyłem je od pewnego rodzeństwa, Kathy i Boba Laudenów. Oboje byli moimi studentami.

RC: Słyszałem, że powieść „Obcy” być może zostanie niedługo sfilmowana. Nie mylę się?

MC: Tim O’Rawe stworzył świetny scenariusz na postawie „Obcych”, a Rick Rosenthal (reżyser HALLOWEEN II) wraz z wytwórnią Whitewater Films przez trzy lata planowali nakręcić film. Jednak ciężko było znaleźć pieniądze na tę produkcję. Wciąż czekamy aż coś się ruszy w tej sprawie.

 Na szczęście są jeszcze dwie wytwórnie zainteresowane sfilmowaniem „Obcych”, jedna z USA, druga z Kanady. A teraz prawdziwe wyznanie: z radością zobaczyłbym jak ten film byłby zrobiony w Polsce. Polacy to Polacy, pewnie, a Amerykanie to Amerykanie… Niestety ZŁO jest wszędzie i odpowiada również za narodowe ograniczenia, niezależnie od tego którą stroną drogi podążacie.

RC: Przejdźmy teraz do tematu „Księżyca na wodzie”, antologii, która ukazała się w Polsce niedługo po „Obcych”. Książka bardzo szybko zdobyła rzeszę czytelników, niektórzy z nich twierdzą, że to najlepsza antologia opowiadań grozy jaka kiedykolwiek powstała. Właśnie… I tu moje pytanie: jak powstała? Jak wyglądała selekcja tekstów?

 

MC: To moja ulubiona i najlepsza książka i jestem wielce zadowolony, że została tak ciepło przyjęta przez polskich czytelników. Opowiadania znajdujące się w tym zbiorze zostały starannie wyselekcjonowane spośród pięciuset „najlepszych z najlepszych” tekstów jakie opublikowałem od 1971 roku. Ponadto, łączy je wspólny temat: poczucie straty, żal oraz prosty fakt, że więcej marzeń umiera niż się spełnia. “We are such stuff As dreams are made on; and our little life is rounded with a sleep.” Tak, Shakespeare miał rację. Sny tak łatwo obracają się w nicość a najdłuższy z nich dopiero nadchodzi. To jest to i dlatego staramy się spełniać marzenia, wyłapywać najlepsze momenty z życia, być uśmiechniętymi, pielęgnować przyjaźnie i przekraczać różne bariery.

RC: Wiem, że pracujesz nad drugim tomem opowiadań, który będzie nosić tytuł „Nowy księżyc na wodzie” (New Moon on the Water). Opowiedz, proszę o tej pozycji. Najbardziej mnie ciekawi czy będzie to zbiór premierowych opowiadań?

MC: 60% tekstów zawartych w New Moon on the Water to materiał, który nigdy wcześniej nie był publikowany. Znajdują się w nim utwory, w których najlepiej jak potrafię nawiązuję do „naturalnego horroru” oraz próbuję odpowiedzieć na pytanie „dlaczego piszemy horrory”. Ponadto znajdzie się w niej moja najnowsza alternatywna nowela „hemingway’owska” oraz świeżo nominowane do nagrody Stokera opowiadanie.

 A propos „Księżyca na wodzie”… Wiesz, w pewnych klasztorach Zen, student uzyskuje zwój „Księżyc na wodzie” wtedy, gdy jego nauczyciel uzna, że osiągnął on już… oświecenie. Za sprawą mojej książki być może nie można osiągnąć całkowitego oświecenia, ale myślę, że zbliży ona Was trochę do Epifanii.

RC: Szykuje się wznowienie „Zagubionych dusz”. Jak się na to zapatrujesz?

MC: Robert, znasz historię pierwszej publikacji tej książki w Polsce.* Powiem tylko, że bardzo się cieszę, że zostanie ona ponownie wydana i mam szczerą nadzieję, że ludzie ją polubią!

RC: A teraz pytanie nieco z innej beczki. Lubisz prozę Johna Eversona? Pytam, bo wiem, że się kolegujecie i mniej więcej w tym samym czasie zaczęliście publikować w Polsce.

MC: Tak, John to dobry przyjaciel i świetny facet, ale nawet jeśli by taki nie był, lubiłbym jego prozę. Odpowiada mi humor połączony z obrzydliwością.

John pracuje w terenie, ja nie i dlatego mogę tylko podziwiać go za to co robi i że robi to tak dobrze.

RC: Od lat jesteś nauczycielem i wykładowcą. Ta praca pochłania mnóstwo Twojego czasu. Jak się w niej odnajdujesz jako pisarz?

MC: Robercie, moi studenci sprawiają, że czuję się wciąż młody! Uczę w liceum jak i również jestem wykładowcą na uczelni. Moi uczniowie zajmują wysokie miejsca w rankingu szkoły i bardzo interesują się literaturą i pisaniem. Czuję się wyróżniony, gdy powtarzają, że chcą, abym ich uczył.

Myślę o tym jak kiedyś ludzie wpływali na mnie, na przykład autor horrorów J. N Williamson, poeta Lucien Stryke czy mój przyjaciel z zamierzchłych czasów Bill Wantling, również świetny amerykański poeta. Oni wiele mnie nauczyli. Mógłbym długo wymieniać.

Tak, bycie nauczycielem to wspaniałe zajęcie. Jak i praca z innymi nauczycielami, którzy wierzą w to, co robią i robią to z pasją. Czasami ludzie pytają mnie, czy zamierzam pójść na emeryturę. Nie, dzięki. Jestem pisarzem. Jestem nauczycielem. To nie są takie zawody jak bokser czy kierowca wyścigowy, gdzie ważny jest refleks, sprawność fizyczna, a kiedy one zaczynają szwankować, trzeba powiedzieć „Do widzenia”. Dopóki mój mózg nie zmieni się w kapustę będę pisał, możliwe też, że gdy już przestanę oddychać, wciąż będę uczył!

RC: Nie omieszkam zapytać o to, czym zajmujesz się w domu, gdy nie piszesz?

MC: Kolekcjonuję i studiuję stare nieme filmy. Sporo wiesz o moich zainteresowaniach muzyką oraz o tym, że nabyłem ostatnio świetną ośmiostrunową akustyczną gitarę. Poza tym teraz, kiedy moja żona jest na emeryturze (Jane przez 35 lat uczyła języka francuskiego), możemy sobie pozwolić na częstsze podróże.

RC: Muzyka… Jeśli o niej mowa: jesteś gitarzystą, ale i wytrawnym słuchaczem. Jaką muzykę lubisz, a za jaką nie przepadasz?

MC: O, facet, muzyką, której nie trawię jest zła muzyka. Poza tym… Lubię muzykę takich artystów jak Bela Bartok i Bela Fleck, słucham Chopina i NIN, lubię… Wiesz, kiedy przebywam w południowym Illinois gram na gitarze z zespołem Country Swing, występując na scenie wraz z wokalistą Stevem Goodmanem oraz bluesmanem Bukką Whitem. Muzyka, jak powiedział Louis Amstrong: „ To wszystkie ruchy, no nie?”.

RC: Na koniec mam króciutkie, ale jakże istotne dla Twoich czytelników pytanie: kiedy odwiedzisz Polskę?

MC: Jeśli wszystko pójdzie dobrze to Jane i ja pojawimy się w Polsce w ostatni weekend marca 2010. Przedtem udamy się do Brighton w Anglii na World Horror Convention, gdzie wezmę udział w spotkaniu na temat mojej pisarskiej pracy. Nie mogę się doczekać tej podróży, a zwłaszcza spotkania z polskimi czytelnikami, którym będę mógł wreszcie powiedzieć: „Dziękuję wam za to, że kupujecie moje książki. Z przyjemnością wam je podpiszę”.

* Pierwsza przygoda Morta z rynkiem wydawniczym w Polsce nie należała do najszczęśliwszych. Jego ówczesny agent literacki sprzedał „Zagubione dusze” wydawnictwu Amber, lecz nie pofatygował się, aby przekazać należną sumę autorowi, mało tego, nie poinformował go nawet, że książka w ogóle została wydana. Sam Mort Castle zorientował się, że „coś jest nie w porządku”, gdy ujrzał polską okładkę „Zagubionych dusz” w Internecie. Przez wiele lat nie miał pojęcia o tym, że zdobył całkiem sporą rzeszę czytelników w naszym kraju.