Stefan Grabiński – przybysz z przeszłości

Stefan Grabiński był twórcą, który debiutował bez echa w 1908 roku, a dostrzeżony został zaraz po I wojnie światowej. Aktywnie publikował w latach dwudziestolecia międzywojennego, ale duch unoszący się nad jego opowiadaniami pochodzi prosto z Młodej Polski, kiedy to wracano w literaturze do programu romantyzmu. Urodzony w 1887 roku w dobrze sytuowanej rodzinie, studiował literaturę polską i filologię klasyczną we Lwowie. Grabiński został związany z tym miastem już do końca życia, do śmierci spowodowanej gruźlicą, która ostatecznie pokonała go w 1936 roku. Co pisał? Co chciał pozostawić kolejnym pokoleniom? Jaką wartość ma jego twórczość?

Należy pamiętać, że cezury oddzielające epoki literackie XIX i XX wieku stają się coraz bardziej rozmyte w miarę zbliżania się do czasów współczesnych. Młodopolanie tworzyli już w czasach, gdy pozytywizm miał się w całkiem dobrze, a pojęcie „dwudziestolecia międzywojennego” stanowi bardziej hasło z programu nauczania języka polskiego potrzebne do skatalogowania lektur niż ścisły, odrębny program literacki o jasno określonych ideowych granicach. Twórczość Stefana Grabińskiego to Młoda Polska w stanie czystym, zarówno pod względem stylu, języka i tematyki, którą poruszał. Widać tutaj też silny wpływ filozofii drugiej połowy XIX wieku – głównie Henri Bergsona, ale i Artura Schopenhauera oraz Fryderyka Nietzsche.

Młodopolski ideał sztuki „dla sztuki”, stawiający artystę na wyróżnionej pozycji, z góry patrzącego na tłumy filistrów, pasuje do Grabińskiego zdecydowanie bardziej niż rola romantycznego wieszcza czy propagatora pracy u podstaw. To jest ten rodzaj twórczości, który ucieka od pozytywistycznego zaufania szkiełku i oku, wyrzuca kaganek oświaty, a w zamian zwraca się ku tematom uniwersalnym filozoficznie, fantastycznym, irracjonalnym, przesiąkniętym nastrojami fin de siècle. Jednocześnie nie zajmuje się, jak to w czasach romantyzmu, podrywaniem ciemiężonego przez zaborcę społeczeństwa do walki, sytuuje artystę w mrocznych palarniach opium zamiast na barykadach z kosami postawionymi na sztorc.

Krótkie formy Stefana Grabińskiego cieszyły się szczególnym uznaniem, o wiele większym niż zapomniane już trochę powieści. Najlepszym i najobszerniejszym zbiorem opowiadań, które zostało wydane w Polsce, jest „Demon Ruchu i inne opowiadania” z 2011 roku wydawnictwa Zysk i S-ka. Zawiera ono prawie wszystkie najważniejsze teksty autora i mimo iż pomija kilka ważnych w moim odczuciu opowiadań („W willi nad morzem” o strasznej tajemnicy ciążącej nad jej właścicielem i uporczywie dążącej do wyjawienia; „Szary Pokój” o człowieku widzącym dodatkowe warstwy rzeczywistości i w końcu „Spojrzenie”, studium nerwicy natręctw o bardzo mocnym i sugestywnym finale), można śmiało uznać, że jest to wszystko czego potrzeba, aby poznać twórczość autora.

Twórczość Stefana Grabińskiego to kilka wyraźnie nakreślonych motywów tematycznych, filozoficznych idee fixe, które pozostają względem siebie w ciągłej, pulsującej zależności. Stanowią one nierozerwalną całość, jednak na potrzeby niniejszego omówienia możemy pozwolić sobie na próbę ich definicji poprzez odwołanie się (czasem kilkakrotne) do najlepszych, wybranych opowiadań.

Pierwszy z lejtmotywów jego twórczości to Bergsonowska krytyka intelektu jako instrumentu poznania rzeczywistości. Intelekt, ze względu na swoją immanentną cechę nadawania utylitarności poznawanym przedmiotom, ubierania zjawisk w sztywne ramy pojęciowe, co zestala niejako definicję ewoluującego cały czas zjawiska, jest narzędziem wielce niedoskonałym. Dochodzi tutaj też fenomenalizm Schopenhauera; przeświadczenie, że postrzegany przez zmysły świat nie jest „światem prawdziwym”, lecz przefiltrowanym przez umysł kalejdoskopem stanów wewnętrznych i ułomności percepcyjnych obserwatora. Każdy ma swoje własne uniwersum, nie ma świata poznawalnego obiektywnie. I ten nieprzerwany, epistemologiczny relatywizm stawia bohaterów w sytuacji ciągłego starcia z otaczającą ich rzeczywistością. Wnętrze człowieka pozostaje w nieustannym zwarciu z zewnętrzem, napierającym na niego niepoznawalnymi elementami rzeczywistości. I jakże często wnętrze ulega temu wpływowi, pomimo uporczywych prób racjonalizowania napływających bodźców.

Opowiadania, które szczególnie mocno eksplorują powyższe zagadnienie to: „Szalona Zagroda” (wstrząsająca opowieść o ojcu i dwójce dzieci, którzy przeprowadzają się do nowego domu, oddziałowującego w dziwny sposób na ojca), „Saturnin Sektor” (wariacja na temat subiektywnego postrzegania czasu, który jest przecież wymysłem człowieka a nie natury); „Fałszywy Alarm” (ideowy protoplasta „Śledztwa” Lema, opowieść o człowieku, który uporczywie szuka racjonalnej reguły dla zdarzeń całkowicie wymykających się logicznemu wytłumaczeniu); „Po Stycznej” (pre-gombrowiczowska relacja z upadku człowieka, systematyzującego każdy napływający do niego bodziec i budującego swój własny model opisowy wszechświata); „Cień” (jedno z opowiadań wykorzystujące często powtarzający się u Grabińskiego motyw cienia jako powidoku tej domeny rzeczywistości, która odwołuje się do naszego instynktu, a nie intelektu); „Głucha Przestrzeń”, czyli zapomniane przez świat torowisko, rządzące się własnymi nadnaturalnymi prawami; i w końcu przewrotna, zaskakująca historia o człowieku, który w wyniku somnambulizmu niczym Mr Hyde rusza w głębiny nocy, śledzony przez swoje alter-ego za dnia („Na tropie”).

U bohaterów Grabińskiego, największy strach budzi perspektywa utrata kontroli nad samym sobą i poukładanym prywatnym światem. Postacie przechodzą częste przemiany pod wpływem miejsca, w którym przebywają, do głosu dochodzi mroczna, przerażająca strona świata. Ich wewnętrzne uniwersa okazują się podatne na wpływy zewnętrznych czynników, przy czym „zewnętrzność” owego wpływu pozostaje zawsze mocno umowna, nigdy nie jest pewna, poddaje się spekulacjom i można w nią powątpiewać. Bo Grabiński nie mówi jasno o tym, czy opisywane wypadki są kreacją subiektywizmu percepcji postaci, czy może są od niej niezależne.

I tu otwieramy drzwi do kolejnego pokoju w pałacu idei autora. Grabiński kreuje takie światy, w których, obok dowodliwej w sposób racjonalny, silnie umocowanej bytowo rzeczywistości, występują sfery efemeryczne, ulotne, nierzeczywiste. Otaczająca nas przestrzeń ma dodatkowe wymiary, moce sprawcze, których jednak nie możemy jednoznacznie zdefiniować jako realne. U podstaw twórczości Grabińskiego nie stoi fantastyka, autor nie buduje swoich światów poprzez narzucenie czytelnikom takich wyjaśnień konstrukcji świata przedstawionego, które lokowałyby tenże świat w tym gatunku. Światy Grabińskiego to światy realistyczne z potencją fantastyczności, czyli takie, w których uzasadnianie zdarzeń w nim zachodzących może (a nawet powinno) być przeprowadzone przede wszystkim z zachowaniem zasad racjonalnego wnioskowania. Fantastyczna argumentacja powinna być traktowana tutaj jako instancja ostateczna, ale przy założeniu, że jeśli już do niej dochodzimy, robimy to z dużym dystansem poznawczym, choć bez negacji.

Pojawia się tutaj bohater Grabińskiego, żywcem wyjęty z detektywistycznych powiastek Poego o Dupinie i wrzucony w sam środek największej grozy. Jakie ma sposoby na przetrwanie w tak nieprzyjaznym środowisku? Dedukcja okazuje się jednak nieprzydatna w wielu przypadkach, to intuicja powinna być kluczem do uporania się ze światem fizycznym. Są to bohaterowie inni niż Ci Lovecrafta, którzy są bierni, rozedrgani i wystawiający się bezradnie na atak sił nadprzyrodzonych. Bohater Grabińskiego to ktoś aktywny, walczący, dziecko nowoczesnego XX wieku, nie stroniące jednak od paranaukowych wynalazków epoki dekadentyzmu – telepatii, hipnozy, mesmeryzmu, parapsychologii, wirujących stoliczków czy ideoplastii.

Opowiadania osadzone w tej ideologicznej niszy filozofii pisarza to: „Na wzgórzu róż” (Poe jak żywy; przesycony egzaltowaną poetyką i synestetycznym odbiorem przekaz z wyższego poziomu egzystencji); szereg opowiadań z nurtu tzw. „horroru kolejowego” – „Sygnały” (kolejowa urban legend z początku XX wieku, o tajemniczych sygnałach z opuszczonej stacji i znikającym pociągu); „Dziwna Stacja” (przesycona dekadenckim nastrojem opowieść o pociągu, który wraz z pasażerami dociera do kresu swej podróży – w ujęciu jak najbardziej metaforycznym i ukierunkowanym na zagadnienie życia po śmierci); „Błędny pociąg” (opowiadanie o widmowym składzie pojawiającym się znienacka w różnych miejscach); dwa kolejne opowiadania stawiające pytanie o to, co dzieje się z człowiekiem po śmierci – „Ultima Thule” oraz „Muzeum Dusz Czyśćcowych”. Są to też prawie wszystkie opowiadania ze zbioru „Księga Ognia” traktujące o ogniu jako źródle niebezpiecznej fascynacji, pożądania i niszczycielskiej siły – wspomnieć należy o takich tekstach jak „Czerwona Magda” (polska wersja Kingowskiej „Podpalaczki” o wiele bardziej przerażająca od oryginału), „Biały Wyrak” (postać z kominiarskich legend okazuje się być całkiem prawdziwą), „Zemsta Żywiołaków” (bardzo gotycka historia o pewnym dzielnym strażaku, który się pożarom nie kłaniał – do czasu), rewelacyjne „Pożarowisko” („Lśnienie” Kinga spotyka „Amityville Horror”, a wszystko to jako diagnoza szaleństwa mającego prawdopodobnie źródło pozaludzkie) i wreszcie dwa opowiadania spoza „ogniowego nurtu”, jedne z najlepszych opowiadań autora: „Problemat Czelawy” (doppelganger, śledztwo typu dupinowskiego z mocnym zakończeniem) i moje ulubione, problematycznie przekrojowe opowiadanie pod tytułem „Kochanka Szamoty”, o którym im mniej napiszę, tym lepiej dla potencjalnego czytelnika.

Obydwa wymienione obszary ideowe łączy pochwała intuicyjnego poznania. Świat jest bowiem niedookreślony, domyślnie nadnaturalny, zwichrowany, półprzezroczysty, dwoisty. Lecz to nie jeden dualizm, na który zwraca uwagę Grabiński. Dwoista jest również człowiecza dusza, rozdarta pomiędzy umysł a popędy. Nasz instynkt życiowy jest lepszym narzędziem niż intelekt. Stanowi przecież również część naszej osobowości; powinniśmy zdać się na intuicję, zmienić postrzeganie świata. Intuicja jako cecha nam przynależna, ale oderwana od naszej użytkowej natury, nie może bowiem dawać nam zafałszowanych wyników. Jest bezinteresowna. Grabiński, podobnie jak Henri Bergson, wierzył, że takie podejście jest możliwe, że są ludzie, którzy żyją w inny sposób, napędzani nie inteligencją i racjonalnością, lecz czymś nieuchwytnym, pewną siłą nazywaną pędem życiowym.

I tu dochodzimy do obszaru numer trzy. Filozofia elan vital, owa życiowa energia pozostająca w ciągłym konflikcie z pętająca ją materią, powoduje, że świat nie może uzyskać stałej, ostatecznej formy. Poddanie się temu pędowi to jeden ze sposobów na pełną i czystą interakcję ze światem, na jego poznanie. Pojęcie pędu życiowego przyjmuje u Grabińskiego miano „demona ruchu”, a pociągi i wspomniany już wyżej „horror kolejowy” to metafora tych zmagań. Opowiadania „Smoluch”, „Demon Ruchu”, „Maszynista Grot” i „Ślepy tor” to historie o jednostkach uwięzionych w fizyce, przygwożdżonych szablonowym podejściem do codzienności. Chcą pędzić, chcą się wyrwać z sideł materii, szukają sposobu na transcendencję, wiążąc paradoksalnie swe losy z pociągami, ciężkimi, materialnymi kolosami, które pędzą co prawda, ale kosztem niewyobrażalnego wydatkowania energii potrzebnej na pokonanie własnej bezwładności. I to są jedne z najlepszych opowiadań autora.

Ale nie tylko one nawiązują do tej nieokreślonej tęsknoty za ruchem i wieczną zmianą materii świata. Również w „ogniowych” opowiadaniach możemy dostrzec fragmenty filozofii, której ojcem był Heraklit i której pewne elementy zaadoptował inny wielki niemiecki myśliciel, Fryderyk Nietzsche, w swojej koncepcji woli mocy. Ogień u Grabińskiego nie jest tylko zagrożeniem i niszczycielską siłą, niesie on za sobą potężne siły kreacyjne i transformacyjne, co możemy dostrzec choćby w „Gebrowie” (historia pensjonariuszy pewnego zakładu psychiatrycznego, opętanych ideą ognia jako boskiej mocy), „Płomienne Gody” (ogień jako afrodyzjak zmieniający całkowicie ludzką naturę, nadający jej niespożyte siły życiowe) oraz „Pirotechnik”, gdzie ogień staje się ostatecznie podstawowym katalizatorem ludzkich namiętności.

A skoro o namiętności i o Nietzschem mowa – należy w końcu przejść do ostatniej, czwartej komnaty pałacu ideologicznego Stefana Grabińskiego. Jedną z najciekawszych nietzscheańskich koncepcji była ta przyrównująca możliwe ludzkie postawy życiowe do Apollina i Dionizosa. Postawa apollińska jest wyzbyta żądz, opanowana, przejrzysta, racjonalna, ceniąca równowagę i harmonię. Postawa dionizyjska stawia na piedestale życie w jego najbardziej prostych przejawach, pożądliwość, dynamikę, pęd ku samorealizacji, burzenie skostniałych wzorców. Nietzsche w widział w ludziach-Dionizosach źródło wszelkiego życia, zdecydowanie opowiadał się za tą postawą. U Grabińskiego tematyka ludzkich namiętności, płodności i witalności jest również mocno zaakcentowana, przy czym widać wyraźnie w jakim kontekście przede wszystkim – to miłość, cielesne pożądanie i erotyzm, którym emanują spotykane przez nieodmiennie męskich bohaterów femme fatale, stanowią główny obszar rozważań. Oprócz kilku wymienionych wyżej opowiadań („Kochanka Szamoty”, „Płomienne Gody”, „Pirotechnik”), ważne są następujące: „W Domu Sary” (przypowieść o mężczyźnie, który ulega urokowi tajemniczej i upiornej kobiety, zdającej się wysysać siły życiowe ze swoich partnerów); „Namiętność” (trochę zbyt pompatyczne, ale jednak ważne opowiadanie o fatalnym romansie Polaka, który podczas pobytu we Wenecji spotyka miłość swojego życia); „Przypadek” (o kolejowym romansie, który zaczyna ujawniać swoją niesamowitą naturę) czy w końcu „Czad”, gdzie nie panujący nad własną chucią pan Ożarski mierzy się ze straszliwym sukubem.

Styl Grabińskiego był poetycki, wzniosły, czasami zbyt napuszony i egzaltowany nawet jak na czasy, w których przyszło mu pisać. Autor był literackim przybyszem z przeszłości, specem od parapsychologii, demonologii, żarliwym katolikiem i samotnikiem. Był też bezpośrednim spadkobiercą Allana Edgara Poe, osadzonym jednak w innym filozoficznym okresie, przez co inspiracja jest przede wszystkim estetyczna. Teksty Grabińskiego są produktem pewnej epoki i choć ona już dawno minęła, a na miano arcydzieł zasługuje niewiele opowiadań, to w ostatecznym rozrachunku nasz „polski Poe” zasługuje na to, aby go znać i czytać

Stefan Grabiński w wieku czterdziestu dziewięciu lat zmarł na gruźlicę. W ubóstwie, zapomniany przez świat i ludzi. Ze swoją mocno subiektywną wizją rzeczywistości.

 

  • Paweł Pietrzak

    Dzień dobry. Dziesięć lat temu skończyłem polonistykę, a pracę magisterską pisałem właśnie o Stefania Grabińskim. Z chęcią podzielę się nią, bo pamiętam, że moja pani promotor nie miała pojęcia, kim był ów twórca, a po lekturze moich zapisków zainteresowała się lekturą.