STACJA 5: Kobiety

W pierwszych akapitach opowiadania „W domu Sary” jeden z bohaterów, Stosławski, mówi rzecz dla twórczości Grabińskiego znamienną:

Kobieta przeradza się w bożyszcze złe i nienawistne, lecz niemniej ponętne, któremu musisz ulegać bezwzględnie () Ja po prostu nie mogę myśleć o czym innym, tylko o niej ico najohydniejszeo jej płci i szczegółach z nią związanych.i

Kobieta to modliszka, istota sprowadzająca na mężczyznę szaleństwo, mamiąca swoją seksualnością i prowadząca do obsesji, której smutnym finałem często jest śmierć. Sara Braga jest tutaj znakomitym przykładem, tym bardziej wyrazistym, że to właśnie obcowanie z nią płciowe przypomina jednocześnie akt wampiryzmu, powolne doprowadzanie do wycieńczenia zarówno fizycznego jak i duchowego, od którego jednak ucieczka zdaje się być niemożliwą.

Podobnych femme fatale w innych utworach „polskiego Poego” naliczyć można jeszcze wiele. Można by się więc pokusić o sformułowanie daleko idących wniosków: mianowicie, że w twórczości pisarza kobieta to istota niebezpieczna i dybiąca na bezwolnego wobec jej czaru mężczyznę. Czy jest to jednak wizerunek w pełni uzasadniony? Być może należałoby oddać obrazowi płci pięknej sprawiedliwość.

Można bowiem pokusić się o interpretację tych zdarzeń zupełnie inną. Narrator „Salamandry”, wpadając w czar demonicznej Kamy – ma przecież świadomość tego, iż zachowaniem swoim jednocześnie rani Halszkę Grodzieńską – słodką i łagodną swoją narzeczoną, w której jakikolwiek pierwiastek zła zdaje się nie istnieć. Być może właśnie z tego powodu bohater wikła się w upojny romans, którego seksualny charakter jest nie tylko wyrazisty, ale stanowi wręcz rudymenta nowego uzależnienia.

Ratunkiem dla mężczyzny staje się Andrzej Wierusz – mistyk i znawca sztuk tajemnych, który potrafi przejrzeć podstęp tytułowej „salamandry”. Atutem uczonego jest nie tylko wielka wiedza, ale także silna wola i pewna życiowa asceza, która co prawda nie jest ukazana wprost, ale raczej wyrażona w jego w stylu życia. Jako że wejście Wierusza w życie głównego bohatera zbiega się z pojawieniem i się Kamy, można by obie te postacie traktować jako przeciwstawne moce targające jego życiem, być może będące jedynie fantazmatami głównego bohatera, albo też bytami demonicznymi odmiennej natury, tą częścią świata, która zazwyczaj wykracza poza naszą fizyczną percepcję. Koncepcja ta ostatnia zda się być o tyle uzasadniona, że pojawieniu się tych antagonistycznych postaci w życiu narratora towarzyszy pewna wizja, która w finale okazuje się być proroczą, przez co jego zmagania z siłami nadnaturalnymi zdają się być z góry ukartowane przez wyższe potęgi.

Bohaterowie Grabińskiego żyją często w świecie własnych omamów, jak Szamota, który obcuje z fantomatycznym wytworem potencji materializacyjnych obłąkańca, opanowanego wyłączną, chorobliwą obsesjąii, albo też jak pisał Lemiii fiksacją seksualną, która stała się treściowym źródłem omamów. Upiorna kochanka, która uwodzi Jerzego Szamotę i nurza się z nim w pieszczotach, początkowo piękna i pociągająca do granic obłędu (choć jednocześnie ogromnie tajemnicza), zdaje się po kolejnych spotkaniach coraz mniej człowiecza i pełna. Wielorakość interpretacji tego opowiadania jest olbrzymia, ale już na początku utworu narrator w swoich zapiskach stwierdza, po otrzymaniu listu od Jadwigi Kalergis: do tej chwili byłem pewny, że nie wie nawet o moim istnieniuiv i podekscytowany jej listem nie zauważa niezwykłych okoliczności ich spotkań, by dopiero po przepełnionym grozą finale dowiedzieć się, że jego rzekoma kochanka od dwu lat spoczywa w grobie. Czy Jerzy spotykał się z jej duszą, czy manifestacją własnej, lata tajonej namiętności – nie sposób się dowiedzieć.

Utwór ten stanowi bez wątpienia jeden z najlepszych w dorobku autora, w doskonały sposób wykorzystuje nie tyle motyw kobiety fatalnej, co mężczyzny targanego nieukojonymi emocjami, któremu – słowami Kamy z „Salamandry” – sprawy zawsze wymykać się będą spod kontroliv. Oba te utwory de facto przedstawiają nie tyle demoniczną kobietę, co personifikację żądz bohaterów, które niepoddawane kontroli, przejmują władzę nad twórcą. Opowiadanie „W domu Sary” przedstawia problemat podobny – tutaj główny bohater ma przykrą okazję być świadkiem powolnego umierania swego znajomego – Stosławskiego – pozbawianego w trakcie aktów płciowych sił witalnych właśnie przez tytułową Sarę. Koniec żywota nieszczęśnika jest tyle przerażający, co i żałosny. Narrator przedstawia agonię przyjaciela w następujący sposób: Nie dowierzając wzrokowi, dotknąłem go: ręka natrafiła na coś ustępliwego jak gęsta ciecz. Cofnąłem szybko dłoń; z palców moich ześliznęła się jakaś lepka, kleista treść jak żelatyna i ściekła leniwo na podłogę.

Nagle postać zawahała się, śluzowaty kształt zachybotał w dziwnej rozchwiei i rozpadł się na części. Z przeźroczej masy poczęły wysnuwać się pojedyncze pasma niby mgławicowe pierścienie, które uniósłszy się w górę, bujały czas pewien i sczezały nie wiadomo jak w przestrzeni. Po paru minutach nie zostało nic krzesło było puste: Stosławski rozwiał się bez śladu…vi

Wyżej opisane istoty czy manifestacje mają charakter jawnie demoniczny, w wielu jednak opowiadaniach Grabiński tworzył także kobiety o wiele bardziej ludzkie, choćby Donia Inez de Torre Orpega z „Namiętności” – kobieta z krwi i kości, choć przy okazji istota niepokojąca i niosąca na sobie brzemię nieszczęścia, które początek swój miało w tytułowej namiętności. Jej mąż popełnił samobójstwo po upojnej nocy, nie mogąc ścierpieć tego, że noc ta będzie musiała się skończyć a rozpierająca go rozkosz przeminie. I znów powraca motyw żądzy, która wybucha nagle i ogniście, i której konsekwencją jest tragedia. O samobójstwie małżonka Torre Orpega mówi wprost:

Uczucia moje () moją wyłączą własnością; wobec osób trzecich uważam za stosowne mówić o tym zdarzeniu jako o dziele sztuki jedynym, wyjątkowymvii.

To przerażająco spokojne, choć podszyte ukrytymi emocjami wyznanie prowadzi do kolejnego tropu wątków kobiecych w twórczości Grabińskiego – do piękna i pojmowania miłości i kobiecości jako sztuki. Niemal wszyscy kochankowie w utworach Grabińskiego są ogromnie zauroczeni pięknem i urodą swoich nałożnic, ale idzie też dalej w tytułowym opowiadaniu z tomu „Na wzgórzu róż”, gdzie narrator – mężczyzna o nadzwyczaj wrażliwym węchu, napotyka piękny ogród okolony murem. Zza ściany dobywają się wonie, pobudzające wyobraźnię bohatera, przedstawiające wręcz obrazy, które na tamtej przestrzeni mogły się rozegrać. W finale mężczyzna znajduje pośród różanych krzewów zwłoki młodej kobiety w stadium głębokiego rozkładu, których odór mieszał się wcześniej z feerią kwiatowych zapachów.

Zupełnie osobnego potraktowania wymaga jeden z ostatnich tekstów Grabińskiego – „Wizyta”, stanowiący pewną autorefleksję nad twórczością pisarza po długiej przerwie w tworzeniu, spowodowanej wyniszczającą chorobą. Narrator, wracający do Lwowa po dłuższej nieobecności, napotyka w nim swoją dawną – i dawno zapomnianą – miłość. Naprędce odnowiona znajomość początkowo wydaje się być zaczynem romansu, bardzo bliskim sytuacjom ze wcześniejszych opowiadań, jednak okazuje się, że czterdziestoletnia już Rustemowa, nie jest jedną z namiętnych i tajemniczych femme fatale, ale ubogą i zgorzkniałą, chorującą na raka wdową. Ostatecznie była to kobieta nieszczęśliwatrywialna, pospolita nawet, ale nieszczęśliwa.viii. Całe opowiadanie, choć stanowi formę rozliczenia się autora ze swoją twórczością, czy też jej w pewnym stopniu satyrę, jest jednocześnie jednym z jego najdoskonalszych dzieł.

Bo to nie płeć per se pęta bohaterów „Salamandry” czy „Kochanki Szamoty”. Obraz kobiety jako „modliszki” i istoty demonicznej czy też mężczyzny jako jej bezwolnego kochanka, ale też inicjatora namiętności, mają w gruncie rzeczy znaczenie drugorzędne, stanowią sztafaż, na którym opiera pisarz swoje mocno inspirowane psychoanalizą freudowską obserwacjeix o charakterze nie tylko ponadpłciowym, ale wręcz będące integralną częścią jego życiowej filozofii, w której przypadek nie istnieje, a pod powierzchnią świata biegną niewidzialne dla oka fizycznego arteriex. Wspomnieć można by tutaj jeszcze o opowiadaniu „Projekcja” (z tomu „Namiętność”), w którym to głównego bohatera – Tadeusza Śnieżkę – po odwiedzeniu ruin dawnego zakonu Trapistek nawiedzać zaczęły wieczorami widniejące na ścianie kontury dziwnych symboli i postaci. Początkowo nie znając sobie sprawy z sensu tego kuriozum, z czasem odkrywa (na podobieństwo choćby bohatera „Po stycznej”), że znaki, o rodowodzie ewidentnie paranormalnym, stanowią formę kierunkowskazów, być może zsyłanych przez Najwyższą suwerenną inteligencjęxi, która być może stanowi nadzmysłowy rzeczy porządek, choćby na to, by pośród nocy błysnąć od czasu do czasu ostrzegawczym sygnałemxii. Śnieżkę tropy te prowadzą do odkrycia przerażającej i bluźnierczej tajemnicy – która w finale staje się także przyczyną jego tragicznej śmierci.

Słowem podsumowania: łatwo jest oskarżyć Stefana Grabińskiego o mizoginię, jednak, po głębszym zastanowieniu się, można dojść do wniosku, iż jest to osąd niezwykle powierzchowny i zupełnie nieoddający spójności i fascynującej istoty świata, który w twórczości pisarza został wykreowany.

To już ostatnia stacja naszej podróży po uniwersum twórczości Stefana Grabińskiego. Mamy nadzieję, że udało nam się ożywić nieco sylwetkę tego pisarza, który choć z pozycji mistrza polskiego horroru nigdy chyba nie zostanie zdetronizowany, to jednak mówi się o nim zdecydowanie za mało. Mamy nadzieję jeszcze nie raz wracać na łamach Carpe Noctem do jego twórczości, opowiadać o niej, zachęcać do czytania i mamy nadzieję, że w tych kolejnych podróżach będziecie nam towarzyszyć, dając świadectwo tego, że pamięć o tym znakomitym twórcy nie gaśnie. Tymczasem, wysiadając na tej ostatniej stacji, spójrzmy na ginący w oddali błędny pociąg:

Wszyscy w postawie stojącej, twarzami w kierunku, gdzie zniknął upiorny parowóz; jakaś siła okropna zaklęła tych ludzi w jedną stronę i trzyma w niemym osłupieniu; jakiś prąd silny przeorał zbiorowisko dusz i spolaryzował na jedną modłę; wyciągnięte naprzód ręce wskazują cel jakiś nieznany, cel pewnie daleki – podane przed się ciała, pochylone torsy w dal dążą zawrotną, w odległą gdzieś, mglistą krainę – a oczy… zeszklone opętańczą trwogą i… zachwytem oczy toną w przestrzeni bez krańców…xiii

i Stefan Grabiński W domu Sary w Nowele, Kraków 1980, s. 409

ii Artur Hutnikiewicz, Stefan Grabiński i jego dziwna opowieść w Nowele, s.18

iii Ibidem, s 19

iv Stefan Grabiński Kochanka Szamoty w Nowele, Kraków 1980, s. 392

v Stefan Grabiński, Salamanda, Kraków 1980 s.57

v ihttp://literat.ug.edu.pl/grabin/0012.htm

vii Stefan Grabiński Namiętność (L’Appassionata). Opowieść wenecka w Nowele, Kraków 1980, s. 495

viii Stefan Grabiński, Wizyta w Maska Śmierci,tom II Przemyśl 2010, s. 278

ix M. Budak, http://wsqn.home.pl/cn/wp-content/uploads/2011/07/cienbafometa.pdf

x Stefan Grabiński, Wizyta w Maska Śmierci,tom II Przemyśl 2010, s.262

xi Ibidem s.280

xii Ibidem s.262

xiii Stefan Grabiński Ślepy tor z tomu Demon ruchu, http://literat.ug.edu.pl/grabin/0005.htm