STACJA 3: Religia

Przy omawianiu poprzedniej stacji zarysowałem pokrótce ferment umysłowy czasów Młodej Polski, którego wynikiem było zestawienie ze sobą geniuszu oraz obłąkania jako zjawisk o wielu podobieństwach. Nie było to jedyne łączenie ze sobą takich – wydawałoby się – zupełnie odrębnych pojęć. Wiek XIX był stuleciem prawdziwego boomu nie tylko nauk psychologicznych, ale  też przyrodniczych, historycznych oraz religioznawczych. I w czasie badań nad tą ostatnią dziedziną zaczęto spostrzegać różne zależności, wskutek których wysnuto wniosek, iż ekstaza religijna ma wiele wspólnego z ekstazą… miłosną.

Przykładów na potwierdzenie tej tezy badacze zgromadzili naprawdę od groma: w starożytnej Grecji kult Dionizosa opierał się przecież głównie na orgiastycznej zabawie. W Cesarstwie Rzymskim obrzędy, w czasie których oddawano cześć bogini Cybele, przekształcały się z czasem w ekstatyczny szał. Sumero-babilońska bogini Isztar była ściśle wiązana z prostytucją, w Indiach natomiast boga Śiwę przedstawiano naprzemiennie jako zatwardziałego ascetę lub szalonego hedonistę. Nawet w odległej geograficznie i kulturowo Japonii można było się doszukać takich przykładów – w szintoizmie rozpowszechniony był bowiem kult fallusa.

Nietrudno się domyślić, że wspomnianą zależność dostrzeżono również w chrześcijaństwie, a konkretnie – jego średniowiecznym okresie rozkwitu. Głównie interesowano się mroczną stroną epoki. Naukowcy twierdzili, że w klasztorach średniowiecznych zakonnicy ponoć mieli dopuszczać się orgiastycznych praktyk. Ile było w tym prawdy, nie wiadomo. Faktem jednak jest, że zarzuty te pojawiały się od bardzo dawna, wystarczy wspomnieć o słynnym procesie templariuszy, w czasie którego zostali oni oskarżeni m.in. o sodomię. Zarzuty te okazały się wprawdzie fałszywe, jednak mimo to w czasach Grabińskiego wizerunek lubieżnych zakonników/zakonnic był nadzwyczajnie żywy. Najmroczniejszych popędów na tle seksualnym doszukiwano się nawet wśród świętych. Doszło w końcu do tego, że zaczęto niemal stawiać znak równości między religijną ekstazą a rozkoszą płciową.

Widać więc wyraźnie, że seksualność była wtedy wiązana ściśle z religią. Wyraz tego Grabiński dał w noweli W domu Sary, gdzie Sara Braga, poprzez współżycie ze Stosławskim, doprowadziła go do absolutnego wyniszczenia. Autor w tym utworze opiera się też na fragmentach z Biblii, z których wynika, że Sara Braga jest tak naprawdę Sarą z Rages z Księgi Tobiasza. Co więcej, na tym nasz klasyk nie poprzestaje. Łączy ze sobą różne fragmenty Starego Testamentu, by napisać całkiem nową historię lubieżnej kobiety. Historię, której z pewnością zaprzeczy każdy egzegeta, ale w której zakocha się niemal każdy fan grozy.

Motyw seksualności w religii jest również wyraźnie zarysowany w Projekcjach, noweli wydanej w tomiku zatytułowanym Namiętność. Opowiada ona historię Tadeusza Śnieżko, architekta, który zamieszkał w pobliżu ruin klasztoru sióstr trapistek. Na ścianie jego pokoju zaczęły pojawiać się dziwne projekcje – raz był to cień klucza, raz wizerunek zakratowanego okna, by wreszcie ukazać… fallusa wychylającego się z chrzcielnicy. Główny bohater zaczyna podejrzewać, że dziwne obrazy są ściśle powiązane z ruinami klasztoru, dlatego postanawia odkryć jego przerażającą tajemnicę.

Lubieżność nie była również obca siostrom anuncjatkom z trzeciej powieści naszego fantasty, Klasztoru i morza. Tytułowy budynek zbudowany został na murach poprzedniego klasztoru, w którym miało dojść do gwałtu na jednej z sióstr, którego sprawcą był brodaty mnich. Od tamtego czasu jego widmo snuje się po ogrodzie zakonu anuncjatek, czym przypomina wszystkim tam obecnym o swojej okropnej zbrodni. Historia ta kładzie się cieniem na życiu zakonnic, a w szczególności siostry Agnieszki, która jest jedną z niewielu znających historię mnicha.

Co więcej, sama główna bohaterka jest wręcz ucieleśnieniem zderzenia seksualności z ascezą. Wstąpiła ona do klasztoru, by wypełnić śluby złożone Bogu – obiecała bowiem, że zostanie zakonnicą, jeżeli jej mocujący się ze śmiercią ukochany przeżyje. Kiedy wrócił on do pełni sił, Hanka (takie imię nosiła przed wstąpieniem do anuncjatek) przywdziała habit i przyłączyła się do klasztornej wspólnoty. Początki jednak były trudne – targała nią potężna namiętność, którą starała się zwalczyć surową dyscypliną oraz ascezą.

Mocno zaakcentowane jest zderzenie świętości z nieczystością w Cieniu Bafometa. W mieszkaniu głównego bohatera, kilka dni po śmierci ministra, zaczęła się pojawiać zakonnica Weronika. Była ona olśniewającej urody, a Pomian, będący pod jej ogromnym wrażeniem, wybudował jej nawet ołtarz. Po pewnym czasie ciche uwielbienie zaczęło się przeradzać w fascynację, a ta następnie przeszła w czysty pociąg seksualny. Co więcej, jest on odwzajemniony – siostra Weronika kusi Pomiana coraz bardziej, by ten pozbył się swoich oporów i zaczął z nią współżyć.

Cień Bafometa jest wykorzystuje ten motyw w jeszcze inny sposób. Badacze w XIX szeroko zajmowali się też fenomenem średniowiecznych flagelantów, czyli członków bractw, którzy wędrując z jednego miasta do drugiego biczowali się w ramach pokuty. Co jednak ciekawe, praktyki te były bardzo często łączone z jakąś dziwną, naznaczoną masochizmem ekstazą. Grabiński doskonale wykorzystuje ten motyw w omawianej powieści, kiedy akcja w pewnym momencie zaczyna się toczyć w średniowiecznej scenerii:

Wtedy ogarnął ludzi jakby szał. W jednej chwili procesja rozprzęgła się. Porwani straszliwym przykładem, ogałacali się z szat i z dzikim okrzykiem wtargnąwszy pomiędzy biczowników, poddawali się chłoście. Inni, zwłaszcza mężczyźni, wyrywali im z rąk świszczące narzędzia kaźni i z kolei zadawali sobie okrutne razy. Wkrótce na całym przedmieściu rozszalała opętana gońba flagelantów. Hordy zziajanych, ociekających własną i cudzą krwią ludzi, z podniesionymi do ciosu pętlami sznurów i rzemieni, przelewały się z jednego kąta „Bugaju” w drugi. Z żarem żądzy w obłąkanych oczach wystawiały niewiasty swój biały srom pod uderzenia ważkich, nielitościwych rąk męskich, z niewysłowionym uczuciem lubieży czuły na swych skatowanych piersiach, plecach, lędźwiach moc ich dziką, okrutną, nieubłaganą, tę samą moc, co kiedy indziej miażdżyła im łona w przesłodkim uścisku ramion i przygniatała ciężarem bioder w pieszczotach łóż… Bo poprzez mękę kaźni zrodziła się rozkosz…

Widać więc wyraźnie, że nasz klasyk dał się porwać klimatowi czasów, które tak bardzo interesowały się mroczną stroną kultów religijnych. Byłoby jednak niewybaczalnym uproszczeniem twierdzenie, że Grabiński interesował się religią wyłącznie przez pryzmat seksualności. Wręcz przeciwnie, był on osobą głęboko wierzącą i choć z biegiem lat porzucił ramy jakiegokolwiek wyznania, nadal wierzył w Siłę kierującą tym światem; wierzył w Boga, jednak poza jakąkolwiek religią. I taką właśnie wiarę przelewał on na karty swoich utworów.

Jednym z fundamentów jego wiary było przekonanie o istnieniu czyśćca, czego dał wyraz w Muzeum dusz czyśćcowych, noweli zamieszczonej w Księdze ognia. Geneza tego utworu jest bardzo ciekawa: Muzeum dusz czyścowych istniało naprawdę – zbudowane zostało w Rzymie w 1893 roku przy kościele Najświętszego Serca Jezusowego. Pewnego dnia, 2 lipca 1897 roku, w kaplicy tego kościoła wybuchł pożar, który wypalił w oponie wiszącej przy ołtarzu dziwny kształt, przypominający jakiegoś biskupa. Proboszcz i jednocześnie opiekun muzeum wydarzenie to opisał szczegółowo w artykule, który przyniósł Grabińskiemu jego przyjaciel, ksiądz Jan Kwolek.

Po zapoznaniu się z tą historią, polski Poe wykorzystał ją we wspomnianej noweli, by nie tylko ukazać swoje przekonanie o istnieniu czyśćca, ale też spróbować rozwiązać zagadkę, czym ten miałby być. Wypalony na oponie wizerunek biskupa był impulsem do przeprowadzenia rozważań na ten temat – proboszcz Łączewski oprowadza głównego bohatera po muzeum, pokazując mu wypalone na materiałach ślady rąk, które zostawiły dusze czyśćcowe. Proboszcz tak mówi o tej kwestii:

Zakładając zaś muzeum, chciałem przede wszystkim zebrać materiał, który by udowodnił niezbicie światu i ludziom, że jest czyściec i kara piekła, że istnieje w ogóle życie pośmiertne duszy.

– No to i ja się zgadzam z księdzem proboszczem w zupełności. I ja wierzę w życie po tamtej stronie i ekspiację po śmierci. Chodzi tylko o formę bytowania i rodzaj kary.

– Istnienie czyśćca i piekła jest dogmatem Kościoła – rzekł ks. Łączewski ze szczególnym akcentem w głosie.

– Tak, wiem o tym, lecz nie jest nim istnienie ognia rzeczywistego i prawdziwego.

– A jednak ogień ten jest prawdą, o której zapewnia nas powaga Ojców Kościoła i objawienia Świętych Pańskich. Św. Augustyn nazywa go ogniem rozsądnym i mądrym, który umie wywierać na grzeszniku całą swą niepojętą dzielność i pali w sposób dziwny, lecz prawdziwy (…)

– Sądzę, że sprawa natury tego ognia jest kwestią otwartą. Dla mnie jest on plastycznym symbolem mąk i katuszy moralnych duszy, która cierpi, przechodząc pamięcią całe swe zmarnowane życie.

I to ostatnie zdanie jest tym, co charakteryzuje wierzącego Grabińskiego – pośmiertnej pokuty za grzechy nie postrzega on jako oczyszczającego ognia, ale jako ponowne przeżywanie przez duszę jej własnych grzechów za życia.  Przekonanie to ukazuje również w Klasztorze i morzu – tajemniczy mnich, który tuła się po klasztornym ogrodzie, jest skazany na pośmiertną tułaczkę, w czasie której pokutuje za swoje winy, wcielając się w coraz to inne, nieszczęśliwe i naznaczone piętnem swojego grzechu istnienia.

Widać więc tutaj wyraźnie, że Grabiński wierzy „po swojemu”. Nie znaczy to jednak, że liturgia i obrzędy chrześcijańskie są mu całkowite obce. Pisarz wychowywany był w domu żarliwie katolickim i wpływy te towarzyszyły mu do końca życia. Co więcej, ludzie w czasach modernizmu uwielbiali wręcz poddawać się urokom obrzędów liturgicznych, które czasami zamiast środkiem stawały się celem samym w sobie i były swoistym wyznacznikiem snobizmu tamtych czasów. Grabińskiemu snobizmu w tej kwestii z całą pewnością nie można zarzucić, gdyż – jak już wspomniałem wcześniej – wierzył on „poza” religią. Doceniał jednak uroki kultu i często popisywał się ogromną erudycją z tego zakresu, co widać chociażby w Cieniu Bafometa:

Wkrótce sklepowa wnęka rozbłysła migotem brązowych puszek na komunikanty, pozłacanych kustodiów do przechowywania zakonsekrowanej hostii, srebrnych monstrancyj, kielichów i relikwiarzy. W głębi na tle błękitnego pluszu wyrósł las krzyży, bereł promienistych i lichtarzy. Pod ścianą po lewej rozkwitły metalowymi gronami wieloramienne kandelabry lampy oliwne i zwykłe, świeczniki i latarki, rozsiadły się masywne i ciężkie lawaterze. Ze szczytu zwisły firnizowane i złocone pająki, kadzielnice niklowane i srebrzone, oksydowane kinkiety. Przepierzenia po prawej uczepiły się mosiężnymi wargami kropielnice, kociołki i lavaba. Na dnie, na podszyciu z czerwonego jedwabiu, spoczęły łódki na kadzidła do trybularzy, puszeczki na oleje św., kropidło metalowe, tacki z chińskiego srebra, medaliki z aluminium, krzyżyki misyjne i szkaplerze długotrwałe z azbestu. W pośrodku stropu wystawowego niby stróżka-czujka wierna i oddana zapłonęła czerwonym światłem lampka wieczysta.

Grabiński miał ogromną wiedzę nie tylko z zakresu dewocjonaliów, ale też przebiegów różnych obrzędów: od procesji Drogi Krzyżowej w Cieniu Bafometa, gdzie wykorzystał autentyczne pieśni religijne, po szczegółowe opisy Ciemnej Jutrzni i obłóczyn w Klasztorze i morzu. Widać więc, że mimo tego, iż nasz fantasta odszedł od katolicyzmu, pełnymi garściami z niego czerpał. Słusznie zauważył Otto Forst de Battaglia, że Grabiński „był entuzjastą Kościoła poza Kościołem” oraz że z ochotą obcował z „wonią mistyki katolickiej, ale mistyka ta jest osłonięta zawsze splotem magii i demonizmu, który u twórcy Demona ruchu stał się koniecznym składnikiem każdego niemal utworu”.  I dlatego właśnie magia i demonologia będą głównym tematem kolejnej stacji.

————————-

BIBLIOGRAFIA:

A.Hutnikiewicz, Twórczość literacka Stefana Grabińskiego (1887-1936), Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Toruń 1956.

O. Forst-Battaglia, Katolickie piśmiennictwo w Polsce niepodległej, [w:] Udział twórczości katolickiej w dzisiejszej literaturze świata, przeł. J. Birkenmajer, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1935.

J.E. Płomieński., Klasztor i morze [w:] Tegoż, Szukanie współczesności: studia i glosy literackie , Księgarnia F. Hoesicka, Warszawa 1934.

J. Prokopiuk, Proces templariuszy, tCHu, Warszawa 2005.