Skazani na mrok – o tłumaczeniach tytułów filmowej grozy

Tytuł jest specyficznym elementem każdego dzieła, o czym nie trzeba przekonywać chyba nikogo. Odpowiedni może przyciągnąć uwagę odbiorcy, pomóc w interpretacji lub po prostu określić tematykę. Nie bez powodu najnowsza książka Olgi Tokarczuk ma tytuł Prowadź swój pług przez kości umarłych, a Duchamp swój słynny pisuar nazwał Fontanną. Nie trzeba też być doświadczonym tłumaczem czy znawcą teorii przekładu, by wiedzieć, że przekład tytułów filmów nigdy nie może ograniczać się wyłącznie do dosłownego przetłumaczenia każdej z jego części składowych. I nawet nie chodzi tu o starą zasadę, że wiernie nie znaczy dobrze, ale po prostu o czysty marketing. Sukces w tłumaczeniu może łatwo przełożyć się na sukces w liczbie sprzedanych biletów do kin.

Na forach internetowych poświęconych filmom tematy w stylu „Najgorsze lub najbardziej śmieszne tłumaczenia tytułów” pęcznieją od liczby postów. I trudno się temu dziwić – wystarczy wspomnieć słynnego już Skazanego na śmierć, który stał się obiektem niewybrednych dowcipów. Coraz częściej zwraca się uwagę na tłumaczenia tytułów filmowych. W dużym stopniu jest to spowodowane faktem, że informacje o niemal wszystkich nowych horrorach pojawiają się na forach, blogach i serwisach internetowych w postaci newsów opatrzonych oryginalnym tytułem, który zostaje szybko zapamiętany, bo zdecydowana większość użytkowników Internetu choć trochę zna angielski. Trudno potem wprowadzić twórcze tłumaczenie tytułu, nie narażając się na krytykę. Niestety jest też druga strona medalu – spora część tych średnio zaawansowanych użytkowników języka angielskiego obsesyjnie wręcz czepia się zmian w tłumaczeniach i nie docenia choćby Robali, czyli polskiej wersji Slither albo Udręczonych (Haunting in Connecticut). Często też nie zdaje sobie sprawy z tego, że pewne tytuły doskonale brzmią po angielsku, ale w dosłownym tłumaczeniu na polski zmieniają się w pokraki. Dobrym przykładem może być Don’t Look Now, które jako Nie oglądaj się teraz nie jest zbyt szczęśliwym tytułem. To samo dotyczy choćby Lost Boys, którego tłumaczenie Straceni chłopcy jest bardzo dosłowne i bardzo złe, bo nie dość, że  niesłusznie przywołujące na myśl egzekucję, to jeszcze zawierające niefortunny imiesłów „straceni”. Jeszcze dwa inne filmy padły ofiarą zbyt dosłownego tłumaczenia – aż trudno uwierzyć, że nikomu nie przyszło do głowy zmienić kojarzącej się z taśmą i elektryką Izolacji na bardzo medialne Odosobnienie, albo że nikt nie zdał sobie sprawy, jakie konotacje niesie ze sobą Zejście i jak może rozumieć go młodzież. Chodzi oczywiście o filmy Isolation i Descent. Niestety prawda jest taka, że zdecydowana większość twórczych tłumaczeń nie jest niestety zbyt mocno umotywowana. Najczęściej powodem nawet bardzo radykalnych zmian jest chęć zawarcia w polskim tytule wskazówki dotyczącej gatunku filmu. To bardzo prosty mechanizm – gdy oryginalny tytuł nie wskazuje jednoznacznie, że dana produkcja jest horrorem, w przekładzie taki element się pojawia, choćby nie był w żaden sposób uzasadniony. Przykładów jest całe mnóstwo: przestrzeń pod schodami z filmu People Under the Stairs w polskim tłumaczeniu staje się mroczna (W mroku pod schodami); Feast (uczta) u nas zyskuje przymiotnik krwawa (Krwawa uczta); enigmatyczne i niczego nie sugerujące The Return (powrót) w naszym kraju zostaje wypuszczone jako Powracający koszmar; las staje się mroczny (The Woods – Mroki lasu), szept zabójczy (The Whisper – Zabójczy szept), a dziecięce powiedzonko „cukierek albo psikus” (Trick’r Treat) cudownym sposobem przemienia się w Upiorną noc Halloween. Ale to nie wszystko – czasami  oprócz wskazania gatunku zdarzają się odwołania do innych, znanych filmów. W taki sposób Cloverfield zostało przetłumaczone jako Projekt: Monster – dystrybutor nie mógł oprzeć się chęci nawiązania do kultowego Blair Witch Project (oba filmy łączy przynależność do tzw. found footage genre). Dziwi też popularność podtytułu „skazani na (…)” – mamy Seed – skazani na śmierć (Seed) oraz Martyrs – skazani na strach (Martyrs). Zresztą oba tytuły służą za przykłady długiej tradycji dodawania oryginalnym tytułom polskich dookreśleń – najczęściej służących do wskazania na gatunek: Shutter to Shutter – Widmo, a Dark Water staje się Dark Water – Fatum.

Jednak istnieją również wyjątki – Evil Aliens zostało przetłumaczone jako bardziej neutralna Inwazja (w ten sposób tytuł staje się bliższy fantastyce naukowej, niż horrorowi), a z remake’u Amityville Horror usunięto jednoznaczne określenie gatunku i pozostawiono jedynie nazwę miejscowości. Jednym z moich ulubionych tłumaczeń jest Smakosz – w oryginale tytuł brzmi Jeepers Creepers i tkwi w nim cząstka potencjalnie wskazująca na film grozy („creepy” – dziwaczny, straszny), ale jednocześnie poprzez zrymowanie obu wyrazów cała nazwa zyskuje również humorystyczny wydźwięk. Niestety dosłowny przekład Jeepers Creepers jest niemożliwy, choć tłumacz zgrabnie z tego wybrnął, uciekając się do dwuznacznego i przewrotnego Smakosza. Innym przykładem moim zdaniem bardzo udanego, choć mającego niewiele wspólnego z oryginałem, przekładu jest zeszłoroczny Haunting in Connecticut, który do polskich kin wszedł jako Udręczeni. W tym przypadku choć w oryginale tytuł był o niebo bardziej translator-friendly niż poprzedni, zdecydowano się na mniej dosłowne wskazanie gatunkowe oraz usunięcie trudnej do przeczytania i zapisania nazwy stanu. W ten sposób uzyskano przyciągających uwagę Udręczonych.

Ciekawymi przypadkami są również ekranizacje gier komputerowych. Na kilkaset przejrzanych przeze mnie filmów, żadna z adaptacji znanych gier nie miała polskiego tytułu. Nie miał go Doom, ani BloodRayne. Alone in the Dark zyskał polski podtytuł, a Resident Evil dorobił się tylko przekładu podtytułów kolejnych części, choć obie nazwy są nietrudne w tłumaczeniu i bardzo medialne. Tak samo było z Silent Hill, a nawet opowiadający o morderczej grze komputerowej Stay Alive został wydany z oryginalnym tytułem.

Warto też zwrócić uwagę na bardzo twórcze podejście do sequeli. Wydawałoby się, że sprawa jest dość prosta – zazwyczaj kręci się kontynuacje filmów, które odniosły sukces kasowy, więc większość sequeli ze względów czysto marketingowych ma wariację na temat tytułu pierwszej części: może to być ten sam tytuł z dopisanym numerkiem (Child’s Play 2, Halloween 5); często kolejna część zostaje uzupełniona o podtytuł (Jaws:  The Revenge, Alien: Resurrection); czasami stosowane są oba sposoby na raz (Gremlins 2: The New Batch, Critters 2: The Main Course) w różnych kombinacjach (Hellbound: Hellraiser II, Damien: Omen II); innym razem tytuł oryginału zostaje zawarty w nowym tytule w całości (I Still Know What You Did Last Summer, The Return of the Texas Chainsaw Massacre) lub częściowo, według schematu z pierwszej części (Dawn of the Dead, Diary of the Dead). W przypadku tłumaczeń bywa różnie – często obrana przez twórców metoda nazewnictwa nie jest respektowana przez polskich dystrybutorów. Potrafią oni dodać własny podtytuł (Halloween 5 – Halloween 5: Zemsta Michaela Myersa) lub sami sobie zaprzeczać, tak jak to miało miejsce w przypadku ekranizacji noweli Clive’a Barkera. Pierwsza część wyszła w Polsce jako Hellraiser: Wysłannik piekieł, druga została uzupełniona o numerek (choć w oryginale pojawił się inny, ciężki do przetłumaczenia, podtytuł Hellbound), który pojawia się również w trzeciej, czwartej i piątej części przy jednoczesnych zmianach podtytułów (Hellraiser III: Piekło na ziemi, Hellraiser IV: Dziedzictwo krwi, Hellraiser V: Wrota piekieł) , a następnie ginie w trzech ostatnich. Prawdopodobnie tłumacze nie spodziewali się aż tylu części tej serii, dlatego aby nie rezygnować ze zmieniających się podtytułów z oryginalnych wersji, musieli zmienić schemat. Tłumacze niestety często wpadają w tego typu pułapki – wspomniany już I Know What You Did Last Summer został przetłumaczony jako Koszmar minionego lata i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie druga część, I Still Know What You Did Last Summer, którą przetłumaczono z zachowaniem analogii jako Koszmar następnego lata. W oryginale tytuł sequela brzmi świetnie, po polsku niestety już nie.

Nie oszukujmy się – w dzisiejszym świecie, zdominowanym przez twarde prawa kapitalizmu, bardziej niż wartości artystyczne liczy się czysty marketing. Dlatego jeśli kogokolwiek jeszcze dziwią na pierwszy rzut oka idiotyczne tłumaczenia tytułów filmów, które są przecież produktami jednej z najbardziej dochodowych gałęzi współczesnej kultury popularnej, niech zastanowi się raczej, czemu najgłośniejsza seria ostatnich lat nazywa się Piła, a nie na przykład Zagadka. Przeciętny widz szuka w horrorze właśnie mroku, krwi, zemsty oraz innych skazanych na śmierć, więc dystrybutorów filmowej grozy trudno winić o próbę przyciągnięcia ich uwagi tytułami w stylu W szponach śmierci zamiast Kaw (= angielski odpowiednik naszego kra). Chociaż z drugiej strony część ze zmian może zaskakiwać – skoro w Stanach Zjednoczonych, przez wielu uważanych za kolebkę kultury masowej, francuski film Haute Tension puszczono w kinach pod tytułem High Tension, ponieważ najwyraźniej uznano ten tytuł za wystarczająco chwytliwy, trudno zrozumieć, czemu w Polsce pokuszono się o Blady strach. Natomiast, w tym kontekście, zupełnie nie dziwi tytuł naszej ostatniej głośnej horrorowej produkcji – czy może być coś prostszego i bardziej strasznego niż Pora mroku? Czyżby twórcy uznali, że polskie tytuły amerykańskich produkcji to nie tylko uparte chodzenie na skróty i prosta adaptacja wszystkiego, co się da, ale swego rodzaju znak rozpoznawczy tego gatunku w Polsce?

Jakkolwiek by na to pytanie nie odpowiedzieć, trudno uznać to zjawisko za mało istotne. Trudno będzie przekonać przeciwników krwawej jatki w stylu Hostelu, że istnieją również skomplikowane i wartościowe filmy grozy, które bazują na bardziej wyszukanych chwytach, jeśli ich tytuły będą tłumaczone według przedstawionego wzoru. Gdy zamiast enigmatycznej wizytówki takie dzieło dostanie odrysowany od szablonu tytuł w stylu Krwawa jatka w mrocznym lesie, film z miejsca trafi do tej samej szufladki, co wspomniana Piła, a stamtąd ciężko się wydostać. Trudno odmówić temu gatunkowi wysokiej schematyczności, ale tworzenie jednolitego systemu nazewnictwa nigdy nie poprawi wizerunku medialnego horroru.

 

—–

wszystkie tłumaczenia tytułów pochodzą z serwisu filmweb.pl, oprócz serii Hellraiser, której polskie tytuły znalazłam na wikipedii