Ryby w jeziorze nie śpią

Ryby w jeziorze nie śpią, lecz straszą. Serwis www.carpenoctem.pl ma już dwa lata.

Właśnie dwa lata temu zaczęliśmy pisywać ze sobą. Bez bicia przyznam, myślałem, że mam do czynienia jedną ze stron – efemeryd, gasnących szybko w konsekwencji deficytu entuzjazmu. Wyczuwałem zarazem brak istnienia polskojęzycznego serwisu, ujmującego horror i jego pobocza w sposób całościowy, od literatury, przez komiks do filmu, a przede wszystkim – brakowało mi wyjścia poza działalność czysto receptywną. Marzyła mi się instytucja, organizująca spędy fanów, wspierająca aktywność wydawniczą innych i prowadząca swoją. Świadom kruchej sytuacji ekonomicznej, nikłego zaplecza fanowskiego – nie widziałem szans. Pomyliłem się.

W dwa lata Carpe Noctem objął patronatem kilkadziesiąt tytułów książkowych, współorganizował imprezy, ujawniła się konkretna wizja pisma, która aktualnie schodzi na papier. Nawet Mastertonowi dali karpiową odznakę, przemilczając skromnie, czy to za horrory, czy erotyki. Karpie bowiem to ryby jurne i wiele zrobią, by ikrę zamoczyć.

Ważne, a może nawet ważniejsze jest to, że Carpe Noctem stało się punktem odniesienia do indywidualnej działalności. Analogicznie do miast partnerskich, Karpie spartneryzowały się z największym serwisem o Stephenie Kingu (www.stephenking.pl) i Deanie Koontzu (www.deankoontz.prv.pl). Wspierają młodych autorów, pchając ich do antologii. Rozdają ksiązki w konkursach. Tańczą, śpiewają, płetwami chlupią.

Pierwszy raz zetknąłem się od razu z pomysłodawcą całej inicjatywy, Przemkiem Romańskim. Zjawiłem się nieco zmęczony, wypiłem mu piwo, a za całą dobroć odwdzięczyłem się, przezywając go Wielkim Karpiem. Dalej było już łatwiej. Klepałem potulnie recenzje, przygotowałem do pisma dział filmowy, napisałem opowiadanie specjalnie dla Carpe, by w swej łaskawości je odebrać. Mowa o „Sercu kolei”. Muszę więc napisać następne, co publicznie deklaruję.

Pomysły moje Przemek traktował z pobłażaniem: nie zgodził się na dział z roznegliżowanymi dziewczętami o kształtach budzących pożądanie (fotografowane, jak na horror przystało, z piłami łańcuchowymi lub na tle grobów), nie przystał na zmianę nazwy z Carpe Noctem na Flaki. Wybaczyć mu tego nie mogę.

Carpe Noctem to nie tylko znak jakości, ale również symbol odnawialnego entuzjazmu. Oddolne inicjatywy, podejmowane przez młodych ludzi, najczęściej kończą na cyberśmietnikach, gdy okaże się, że profitów nie przyniosły, czas zżarły, opróżniły portfel. W tym wypadku sprawy pobiegły odmiennie, zapał sprzed dwóch lat poddał się sprzężeniu wzmocnień. Piszę więc ten okolicznościowy tekścik przekornie, jak o zmarłym, a przecież Przemek wraz z Carpe Noctem żyją i mają się świetnie. Piszę jak człowiek bez uczuć, cynicznie włażąc pod płetwę, w pełnej świadomości własnego koniunkturalizmu. Mamy drugą rocznicę strasznych Karpi. Przez dwa lata strona zmieniła się w tubę polskiego horroru i dobrze mi z tym. Strach myśleć, co nawywijają przez następne dwa.

Ja z nimi trzymam, bo boję się nie trzymać.

Straszne, straszne Karpie.