Rubikony i punkty bez powrotu

Zacznę au rebours, od Michela Houellebecqa. Francois, główny bohater „Uległości”, znawca i apologeta twórczości francuskiego pisarza końca XIX wieku, Jorisa-Karla Huysmansa, pozornie, aby „nadać sens swojemu życiu”, a po prawdzie, aby konformistycznie wpasować się w realia nowej, muzułmańskiej Europy, przechodzi na islam. Idzie śladem swego literackiego idola, który po kilku swoich obrazoburczych powieściach (między innymi „Na wspak”), porzucił swój dekadencki styl życia i zaczął szukać ukojenia w wierze katolickiej. Cynizm Michela pozwala mu przetrwać w świecie umierających zachodnich wartości, które od długiego czasu leżą już w grobie. W czasach, gdy Huysmans napisał swoją głośną „biblię dekadentyzmu”, niepokoje końca wieku i pęd ku szukaniu kolejnych granic do przekroczenia, spowodowane były nie tyle śmiercią wartości, lecz uczuciem, że są one sztuczną pozą i ograniczeniem osobistej wolności. Niepokoje te, właściwe przede wszystkim artystom i inteligentom, doprowadzały do różnego rodzaju buntów ideowych i pojawiania się coraz częściej sztuki przekraczającej granice tego, co powszechnie uznawało się za dopuszczalne. Jedną z największych takich eksplozji artystycznych i filozoficznych końca XIX wieku była właśnie powieść „Na wspak” Huysmansa – opowieść o diuku Janie des Esseintes, który zbuntowany przeciw całemu światu, jawiącym mu się jako miejsce przepełnione prymitywnymi ludźmi, prostactwem i próżnią intelektualną, oddaje się bezgranicznie libertyńskiemu stylowi życia.

Dzieło Huysmansa, nazywane było „powieścią bez akcji”, ponieważ praktycznie całą jej treścią były filozoficzne dywagacje zamkniętego w odosobnionej rezydencji diuka, który ponad wszystko szukał rozkoszy zmysłowej i intelektualnej, w opozycji do świata za oknem, związanego sztywnymi konwenansami. Powieść ta zdobyła z miejsca poklask w libertyńskich kręgach jako elementarz dla prawdziwego dandysa, instruktaż „jak żyć pod prąd (na wspak) obowiązującej konwencji”. W kręgach konserwatywnych natomiast zyskała złą sławę i została praktycznie wyklęta. Jej zakończenie nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o poglądy autora. Jednak zarówno Houellebecq jaki i Huysmans nie opisują degrengolady całkowitej; gdzie indziej stawiają akcenty a ich bohaterowie, poranieni i zniszczeni, nie zostają unicestwieni. Z różnych pobudek i w różny sposób – Francois przez cynizm i wyrachowanie, a Jan des Esseintes ze strachu przed samozniszczeniem (bo chyba nikt nie wierzy w ich dążenie do prawdziwej przemiany?) – znajdują wyjście z matni albo przynajmniej odraczają wyrok na siebie samych.

Mamy jednak przykład artysty, któremu wrażliwość i charakter nie pozwoliły na bezbolesne starcie z dekadenckim światem. Mowa o dziewiętnastowiecznym twórcy jakim był niewątpliwie Oscar Wilde. Wśród kilku jego utworów jedno jest na stałe zapisane w historii literatury. Jego „Portret Doriana Graya” to powieść znakomita, napisana pod wpływem „Na wspak” i będąca poszerzeniem i pociągnięciem dalej idei tam zawartych. Wilde wielokrotnie podkreślał, że powieść o diuku des Esseintes to najpiękniejsza powieść jaką kiedykolwiek przeczytał. Ba, sam Dorian Gray uważa tak samo – przecież „w żółty papier oprawna książka”, którą podrzuca mu jego powieściowy mentor to nic innego jak dzieło Francuza.

Sam Wilde błyszczał w ówczesnym towarzystwie jak pozłacany paw, prowokował plotki i wywoływał skandale, ale jednocześnie był autorytetem w dziedzinie mody i sztuki. Członkowie ówczesnej artystycznej bohemy podążali jego estetycznymi śladami, darzyli uznaniem tego kolorowego dandysa brylującego w towarzystwie językiem bogatym w cięte riposty i niewyczerpany zasób złotych myśli. Niestety w cztery lata po ukazaniu się „Portretu Doriana Graya” Wilde został aresztowany i oskarżony o zakazane wówczas w Wielkiej Brytanii stosunki homoseksualne. Uwielbiana przez Wilde’a powieść „Na wspak” była przywoływana przez oskarżenie w trakcie procesu, co ugruntowało jej kontrowersyjną pozycję w historii literatury. Wilde trafia do więzienia na dwa lata, po wyjściu na wolność nie ma grosza przy duszy. Umiera w trzy lata później. Na ile dzieło Huysmansa było przyczyną upadku Wilde’a nie mi oceniać, jednak powieść o grzechu i przemijaniu zaklętym w obrazie, jest historią, w której przekraczane są takie bariery przed jakimi diuk des Esseintes nigdy nie stał. Czy można zatem budować na tym porównaniu analogię pomiędzy Huysmansem a Wilde’em, stawiającą tego drugiego jako kontynuatora myśli? A może da się dostrzec jeszcze inną, bardziej złożoną zależność?

Najpierw trzeba przyjrzeć się powieści Irlandczyka. Dorian Gray to osiemnastoletni młodzieniec, który spotyka na swej drodze malarza Basila, zafascynowanego jego urodą i pragnącego uwiecznić ją na portrecie. Basil przedstawia go swojemu przyjacielowi, lordowi Henrykowi Wottonowi, cynikowi i mizoginowi, który postanawia z poznanego panicza uczynić swój intelektualny eksperyment – „naukową analizę namiętności”. Wotton staje się bezpośrednio dla Doriana tym, kim Huysmans pośrednio dla Wilde’a – przewodnikiem po rozkoszach fizyczności i intelektu, kusicielem, kreatorem osobowości. Dorian uczy się tego, że piękno jest jedyną prawdziwą wartością dla której warto żyć, że to co świat nazywa cnotą jest naprawdę sztucznym tworem, że to co świat nazywa grzechem jest tak naprawdę apoteozą indywidualizmu. Bodźce zmysłowe są bardziej wartościowe i pełne treści niż uniesienia duchowe, miłość własna i ekstremalny hedonizm to sens życia a moralność to sztuczne bariery wzniesione przez nieszczęśliwych ludzi. Dorian jest zafascynowany swoim nowym przyjacielem, który otwiera przed nim nieznany dotąd świat doznań estetycznych i fizycznych; który mówi mu, że podstawowym sposobem na likwidację pokusy jest uległość wobec niej. Wszystko jest dozwolone, a dobro i zło to tylko umowa społeczna, Dorian ma być artystą specyficznego rodzaju – artystą życia. A podstawową powinnością artysty jest przekraczanie coraz to nowych barier, bez oglądania się na cierpienia innych.

Ostatecznie okazuje się, że prawdziwym artystą jest nie Dorian, lecz Wotton. Ten cyniczny lord, który głośno i rubasznie, przy każdej nadarzającej się okazji krytykuje mieszczański, konserwatywny styl życia, który sypie często przeszarżowanymi i kontrowersyjnymi aforyzmami, jest hedonistą i mizoginem. O kobietach mówi: Nie ma genialnych kobiet. To płeć dekoracyjna. Nigdy nie mają nic do powiedzenia, ale mówią to w czarujący sposób. Są dwa rodzaje kobiet – bezbarwne i pomalowane. Kobiety są sztuczne, zupełnie pozbawione zmysłu artystycznego. Zawsze i wszędzie potrafią znaleźć sobie pocieszenie. Cenią sobie okrucieństwo mężczyzn, im bardziej jawne tym lepiej. Wyemancypowaliśmy je, ale one pozostały niewolnicami szukającymi swego pana. O małżeństwie, miłości, wstrzemięźliwości, konwenansach, altruizmie, dobroci serca ma zupełnie podobne zdanie. Ale sam, pomimo prowokującego i dekadenckiego usposobienia, nie przekracza granic zza których nie ma powrotu. Dzięki swemu instynktowi samozachowawczemu wie, gdzie płynie Rubikon, po przejściu którego utraciłby więcej niż traci teraz.

Co zatem robi lord Wotton? W ramach prowadzonego eksperymentu przekracza zakazane granice swoim awatarem, zdominowanym Dorianem Grayem. Dziełem artysty namiętności, jakim niewątpliwie jest Wotton i ucieleśnieniem jego fantazji, na realizację których go nie stać, jest postać staczającego się, pięknego, młodego mężczyzny. A młodość i piękno są tutaj kluczowe, otwierają każde drzwi, załatwiają wszystkie sprawy. Dorian Gray poprzez wypowiedzenie życzenia, którego ziszczenie nawet w najśmielszych marzeniach nigdy by nie przyszło mu do głowy, staje się nie tylko dziełem doskonałym, idealnym przeniesieniem i realizacją namiętności swego twórcy, ale sam również staje się źródłem przeniesienia kolejnego ibardziej metaforycznego. Portret Doriana, wykonany przez zakochanego w nim malarza, staje się magazynem na wyrzuty sumienia i widzialne efekty moralnego upadku, jaki nadchodzi nieubłaganie podczas przekraczania kolejnych barier oraz sposobem na zachowanie wiecznej młodości i urody. A dla Wottona to sam Dorian jest takim obrazem, w którym zbierają się wszystkie upragnione, lecz nie realizowane bezeceństwa. Dorian Gray dzięki swemu obrazowi zachowuje piękno fizyczne, a jego mentor dzięki niemu samemu może obserwować substytut realizacji swoich pragnień i zachować miejsce na krawędzi moralnej przepaści.

Przełomowym momentem eksperymentu Wottona, jest chwila, w której Dorian znajduje tajemniczą powieść o pewnym paryżaninie, który z hedonizmu uczynił swą życiową powinność. Grzechy świata, przybrane we wspaniałe szaty, zdawały się przeciągać w niemym korowodzie, przy akompaniamencie cichych tonów fletni… Rzeczy, znane mu zaledwie z marzeń niejasnych, nagle przemieniły się w rzeczywistość. Rzeczy, o których nawet nie marzył, powoli zaczęły mu się objawiać. Była to powieść bez akcji – występował w niej jeden tylko bohater – psychologiczne studium młodego paryżanina, który w dziewiętnastym wieku czyni próbę przeżycia wszystkich namiętności i systemów myślowych, jakie panowały we wszystkich epokach prócz współczesnej mu. Pragnie on niejako połączyć w sobie wszystkie nastroje, jakim podlegał duch świata, w równej mierze kochając z powodu ich sztuczności wszystkie owe rezygnacje, które ludzie zwą niesłusznie cnotami, jak i owe naturalne bunty, dziś jeszcze przez mędrców uważane za grzechy.

Dorian robi dokładnie to samo. Oddziela etykę od estetyki, moralność od sztuki. Sztuka jest dla niego prawdziwsza od rzeczywistości, co podkreśla odrzuceniem swej ukochanej Sybil w momencie, gdy daje mu się poznać już nie tylko jako aktorka, lecz również jako człowiek z krwi i kości. Posunięcie to staje się pierwszym z kilku stopni w dół spirali grzechu. A wrócić na górę już nie ma jak. Mijają lata, Dorian podąża już sam śladami „paryżanina”, robiąc wszystko jeszcze mocniej i dosadniej. Według filozofii głównego bohatera prawdziwa istota zmysłów nigdy nie została zrozumiana i że zmysły dlatego tylko pozostały dzikie i zwierzęce, ponieważ świat chciał je głodem i bólem zmusić do uległości i zamarcia, zamiast dążyć do wytworzenia z nich czynników nowej duchowości, której cechą znamienną byłby subtelny zmysł piękna. Hedonizm i pęd ku zaspokajaniu każdej pokusy bez oglądania się za siebie deprawuje totalnie. Książka, która okazała się katalizatorem eksperymentu, zatruła Doriana – coraz częściej widzi on zło jako drogę do urzeczywistnienia swojej pasji. Pojawia się deprawacja, niesława, ostracyzm, nikczemność i okrucieństwo. Morderstwo. Eksperyment udał się doskonale. Zbyt doskonale.

Zarówno diuk Jan des Esseintes jak i Dorian Gray w kulminacyjnym momencie swego upadku zostają ogarnięci trwogą. Nie szczerymi wyrzutami sumienia, nie prawdziwą chęcią poprawy. Jednego zżera lęk przed agonią, która nadchodziła jako nieunikniona konsekwencja rozpasanego trybu życia. Drugiego lęk przed wyjściem jego zbrodni na jaw, hańbą, upokorzeniem i utratą wszystkiego co posiada. Zakończenie powieści jest jednoznaczne, Oscar Wilde nie okazuje się po prostu hedonistą, utracjuszem i próżniakiem. On widzi zagrożenia, które niesie libertynizm, „Portret Doriana Graya” jest moralitetem, przesłaniem do odbiorcy realizującym jeszcze jedną prawdę, którą możemy odnaleźć na kartach powieści. Sztuka o wiele bardziej odkrywa tajemnice odbiorcy, a nie samego artysty. Interpretacja dzieła to przede wszystkim definicja interpretującego, a nie interpretowanego. Każdy zobaczy w powieści Wilde’a to co będzie chciał widzieć, wyciągnie takie wnioski jakie będą mu pasowały.

Dorian Gray to nie tylko odpowiednik diuka des Esseintes, który upadł mocniej, boleśniej i nieodwołalnie. To także sam Oscar Wilde, dandys, biseksualista i hulaka zachłyśnięty wolnością i libertynizmem, który przelał na papier swe namiętności, ale również i niepokoje związane ze stylem życia jaki prowadził.

Lord Henryk Wotton to nie tylko odpowiednik Jorisa-Karla Huysmansa, tego który być może przyczynił się do ujrzenia przez młodszego, irlandzkiego kolegę szerszej i wygodniejszej drogi na manowce. To także sam Oscar Wilde, artysta, pragnący za pomocą swego dzieła przekroczyć nieprzekraczalne, choćby metaforycznie i nie bezpośrednio.

„Portret Doriana Graya” to nie tylko odpowiedź na „Na wspak” i wzmocnienie jego idei. To znowu sam Oscar Wilde, a właściwie jego portret, który miałby zapewnić mu wieczną młodość i nieśmiertelność. To sztuka, która była prawdziwsza niż życie.

Bibliografia

  • Michel Houellebecq „Uległość”, wyd. WAB 2015
  • Joris-Karl Huysmans „Na wspak”, wyd. Zielona Sowa 2003
  • Oscar Wilde „Portret Doriana Graya”, wyd. Vesper 2015
  • maszynistaGrot

    „Na wspak” nie czytałem, nie wiedziałem o związku z „Portretem…”

    A co do samego dzieła Wilda, jest rzeczywiście wyśmienite, te paradoksy słowne, bon moty. Jest to jedna z tych książek do których po wielokroć z wielką przyjemnością się powraca. Jest to nie tyle klasyka grozy co po prostu klasyka literatury pięknej.

    • Marcin Knyszyński

      Myślę, że „Na wspak” ci się spodoba. Trudna to książka, bardziej „barokowa stylistycznie i problemowo” niż „Portret Doriana Graya”. Jak ją przeczytasz to wróć do Doriana, ciekawe na ile rzeczy spojrzysz w nowym świetle.

      • maszynistaGrot

        Zaciekawiłeś mnie tą „Biblią dekadentyzmu”, będzie trzeba przeczytać.