Relacja z Trzecich Warszawskich Targów Książki

W dniach 10-13 maja bieżącego roku w Pałacu Kultury i Nauki odbyły się Trzecie Warszawskie Targi Książki. Na imprezę ściągnęła większość rodzimych oficyn wydawniczych – swoje duże stoiska miały Prószyński, Zysk czy Rebis. Miejsca nie zabrakło również dla reprezentacji wydawnictw zagranicznych (sam widziałem stoiska wydawców z m.in. tak egzotycznych krajów jak Korea Południowa), czy też dla naszych małych, często niezależnych wydawnictw. Poza stoiskami stricte wydawniczymi swoje kąciki miały też portale internetowe związane z promowaniem literatury, sklepy czy księgarnie. Tu na przykład pomysłową inicjatywą wykazał się portal Gildia.pl, który wypuścił z tej okazji darmowy komiks.

Na tym jednak nie kończyły się atrakcje – w przejściach można było natrafić na kiermasze z używanymi książkami, a w poszczególnych salach pałacu odbywały się odczyty i prelekcje. Dużo tego wszystkiego, trzeba przyznać. Dużo było też ludzi związanych z literacką fantastyką, co dodatkowo cieszy.

Każdy, kto w miarę bezproblemowo chciał się dostać na teren targów, musiał się na miejsce pofatygować rano – najlepiej przed dziesiątą. Po tej godzinie u stóp Pałacu zaczynały się tworzyć drugie kolejki, których nie potrafiły skutecznie zniwelować nawet bardzo sprawnie rozprowadzane bilety. Do każdej wejściówki dodawany był talon rabatowy (raczej bezużyteczny) oraz karta z kodem do pobrania e-booka o Michaelu Jacksonie (raczej tylko dla fanów). Niemniej jednak, sam gest bardzo miły.

Mimo że Pałac Kultury i Nauki jest molochem, to miejsca w nim było zadziwiająco mało. Stało się tak za sprawą ogromnej liczy gości, jaka przyszła na targi. Czasami przebicie się z jednego miejsca na drugie, docelowe, graniczyło niemal z cudem. Cały obszar targów podzielony został na trzy sektory: A i B, które znajdowały się na parterze, oraz sektor C na pierwszym piętrze. Cała impreza (przynajmniej ta jej część, której byłem uczestnikiem) przebiegła bez większych problemów, a największym kłopotem okazało się zamknięcie jednego skrzydła Pałacu, które zostało zablokowane przez kolejkę oczekujących do stoiska, gdzie swoje książki podpisywała Martyna Wojciechowska.

Targi rozpoczęły się w czwartek. Dla mnie najbardziej interesującym punktem wydarzeń tego dnia było pojawienie się na stoisku wydawnictwa Forma Krzysztofa Maciejewskiego, który podpisywał swój wydany w zeszłym roku zbiorek opowiadań pod tytułem Osiem. To była niejako zapowiedź prawdziwego wysypu fantastów w kolejnych dniach.

Piątek był dniem Marka Krajewskiego (co prawda nie fantasty, lecz autora znakomitych kryminałów osadzonych we wrocławskich realiach), który był gościem Traffic Clubu oraz portalu „lubimyczytać”. Wizyta połączona była z promocją jego najnowszej książki Rzeki Hadesu. Tego samego dnia na stoisku Formy gościł Krzysztof Wasilonek, podpisując antologie polskich opowiadań grozy City 2.

W sobotę prawdziwy przegląd spotkań z rodzimymi fantastami dało nam wydawnictwo FK Olesiejuk. Na jego kramie można było spotkać m. im. Maję Kossakowską, Jarosława Grzędowicza, Jakuba Ćwieka czy Rafała Kosika, którzy podpisywali zainteresowanym swoje książki. Patrząc na nazwiska – sama śmietanka młodszej generacji polskich fantastów. Klucząc po targach, można było natknąć się jeszcze na siedzącego przy stoisku Wydawnictwa RM Konrada T. Lewandowskiego oraz będącego gościem Rebisu Wojciecha Siudmaka – plastyka, autora ilustracji do nowych wydań cyklu Diuna F. Herberta oraz dzieł P. K. Dicka.

W sobotę uwagę wszystkich przykuło jednak pojawienie się na stoisku Rebisu międzynarodowej gwiazdy, czyli Jonathana Carrolla, promującego swoją wizytą powieść Kobieta, która wyszła za chmurę.

Osobiście najbardziej przypadły mi do gustu wydarzenia z niedzieli, ostatniego dnia targów. Zaczęła się ona jednak dosyć niefortunnie – Łukasz Drobnik (Wydawnictwo Forma) nie dotarł na spotkanie. Do czterech razy sztuka – tyle właśnie robiłem podejść do stoiska, gdzie miał gościć Drobnik. Jak się później okazało, nie dotarł on z przyczyn od niego niezależnych. Szkoda, wiązałem z tym spotkaniem spore nadzieje. Skończyło się jednak przyjemnie – mój egzemplarz Nocturine. Cunninghamellla podpisał wydawca, Paweł Nowakowski. Z krótkiej rozmowy, jaką z nim odbyłem, dowiedziałem się, że miłośnicy polskiej grozy powinni mieć w najbliższym czasie powody do radości – Nowakowski ujawnił, ze w niedalekiej przyszłości na horyzoncie powinien pojawić się obszerniejszy zbiór tekstów Krzysztofa Maciejewskiego, który wyjdzie w ramach serii City.

Niemal po sąsiedzku z Formą swoje stanowisko miało Narodowe Centrum Kultury, którego gościem był Maciej Parowski – pisarz, redaktor, człowiek zasłużony w dziedzinie polskiej fantastyki oraz – jak się okazało – prywatnie po prostu przemiły człowiek. Wizyta Parowskiego połączona była z promocją książek Burza oraz Małpy Pana Boga. Pana Maćka udało mi się spotkać przed wyznaczoną godziną spotkania. Z dosyć długiej rozmowy dowiedziałem się nieco o powstaniu obu książek, opinii na temat sytuacji na polskim rynku wydawniczym oraz jak się ma kondycja rodzimej fantastyki. Głównie jednak rozmowa skupiła się na czasach, których pamiętać nie mogę: byłem wtedy brzdącem, albo w ogóle nie było mnie jeszcze na świecie. Muszę przyznać, że dawno nie spotkałem tak życzliwego, przepełnionego pasją człowieka.

Na osobną pochwałę zasługują dwie przemiłe panie ze stoiska Narodowego Centrum Kultury. Zaprosiły mnie na spotkanie w regulaminowym czasie, a także na ciastka. Skuszony tą perspektywą (tzn. spotkania z Parowskim i ciastkami), obiecałem przyjść. Z obietnicy się wywiązałem, choć drugie moje spotkanie nie było już tak długie – pomimo obaw Parowskiego, cieszyło się ono sporym zainteresowaniem. Miałem na nim jednak okazję poznać córkę Bogusława Polcha, rysownika, autora m.in. komiksowej adaptacji Wiedźmina czy też Funkyego Kovala. Zasługa w tym Parowskiego, on mnie przedstawił i opowiedział, że to właśnie grzywka córki Polcha stała się wzorem dla pamiętnej grzywki komiksowego Geralta. Dosłownie obok, na stoisku W.A.B-u, odbywało się spotkanie z Marcinem Wrońskim, autorem cyku kryminałów o komisarzu Maciejewskim.

Wychodząc z ostatniego dnia targów – można powiedzieć „na pożegnanie” – minąłem się w drzwiach z Rafałem Ziemkiewiczem. Jak się później dowiedziałem, był on gościem wydawnictwa Zysk i s-ka. Tak się zakończył czterodniowy maraton wydawniczy. Dla wydawców i autorów była to doskonała okazja do bezpośredniej i bardzo owocnej promocji. A dla czytelników? Cóż, każdy czytelnik pragnie spotkać się z autorem swoich ulubionych książek. Warszawskie targi były do tego znakomitą okazją. Czekam na kolejne za rok.