Relacja z inauguracji Roku Grabińskiego

Wczoraj w Przemyślu odbyła się inauguracja Roku Grabińskiego, o której informowaliśmy kilka dni temu na naszej stronie. To wydarzenie było dla nas ważne nie tylko ze względu na naszą fascynację Grabińskim, ale też z innych powodów – od kilku miesięcy Carpe Noctem stara się usilnie odświeżyć pamięć o twórczości naszego klasyka grozy, jednak nie ukrywajmy – efekty naszej pracy nie miały szans przybrać zasięgu ogólnopolskiego. Przypominaliśmy grupkę zapaleńców, którzy chodzili od mieszkania do mieszkania i wygłaszali swoje wywody. Rok Grabińskiego jawił się nam jako okazja do wyjścia na ulice z wielkimi transparentami, szumnymi hasłami i – co najważniejsze – ogromnym wsparciem w ludziach. Jechaliśmy więc tylko po to, by dowiedzieć się czegoś nowego o twórczości polskiego Poe, ale też po to, by spróbować włączyć Carpe Noctem w tę kapitalną inicjatywę.

Wyprawa zaczęła się jeszcze przed świtem. Jako że czekało nas dobrych kilka godzin podróży do Przemyśla, trzeba było zacząć jak najwcześniej. Mogliśmy wprawdzie skorzystać z naszego służbowego helikoptera, ale uznaliśmy, że skoro jest to rok Grabińskiego, nie może być mowy innym środku transportu niż pociąg. Wczuliśmy się więc w klimat „Demona ruchu” i mimo naturalnych dla naszych kolei opóźnień przyjechaliśmy na miejsce z wygodnym zapasem czasowym. Dzięki temu mogliśmy trochę pochodzić po mieście i doszliśmy do wspólnego wniosku, że jego klimat całkiem pasuje do twórczości Grabińskiego – pod płaszczykiem zwykłej codzienności dawało się wyczuć pewną dziwność, tajemniczość. Być może wrażenie to spowodowane zostało faktem, że była to pierwsza nasza wizyta w Przemyślu, byliśmy ‘obcy’ w zupełnie nowym miejscu, a być może był to duch naszego klasyka, który spędził w tym mieście kilka lat swojego życia.

W końcu dotarliśmy do celu – I Liceum Ogólnokształcącego im. Juliusza Słowackiego. Już tutaj ogromny punkt należy przyznać organizatorom, którzy nie mogli wybrać lepszej lokacji na inaugurację, bo gdzież rozpocząć trzeba Rok Grabińskiego, jeżeli nie w szkole, w której uczył przez kilka lat? Jedynie jego mieszkanie wydaje się być lepszą opcją, ale byłoby to niemożliwe ze uwagi na powierzchnię, która raczej nie pomieściłaby wszystkich gości. Sam budynek szkoły można określić jednym słowem – monumentalny. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem jego architektury i jeżeli jakiś cudem mieliśmy jeszcze jakieś wątpliwości co do wyboru lokalizacji, to w momencie wejścia na aulę, gdzie odbywała się impreza, zostały one całkowicie rozwiane.

Wydarzenie było krótkie, ale bardzo treściwe. Na samym początku przywitał wszystkich zgromadzonych dr Tomasz Pudłocki, który powiedział kilka słów o samej inauguracji oraz o fakcie, że Grabiński staje się ostatnimi laty obiektem coraz większego zainteresowania – nie sposób się nie pochwalić, że polecał wszystkim zgromadzonym Carpe Noctem jako serwis, gdzie można znaleźć sporo informacji o naszym klasyku. Po tym niespodziewanie radosnym dla nas wstępie rozpoczęło się przedstawianie przygotowane przez uczniów liceum – była to impresja na podstawie „Dziedziny”, utworu z tomiku „Szalony pątnik”. Brawa tutaj należą się mgr Ewie Musiał, która dokonała wyboru takiego, a nie  innego dzieła – w końcu, jak to stwierdził Irzykowski, to właśnie historia o Wrześmianie jest „najwłaśniejszą” autorowi nowelą.

Po spektaklu nastąpiła część druga inauguracji, złożona z trzech referatów poświęconych twórczości naszego klasyka. Pierwszy, odczytany przez dra Andrzeja Juszczyka, traktował o przestrzeni w twórczości Stefana Grabińskiego na podstawie: „Strychu”, „Dziedziny” i „Zeza”. Niestety, z uwagi na ograniczenie czasowe autor nie zdążył wygłosić całego referatu, ale mimo to porwał nas niebywale błyskotliwą interpretacją „Strychu”, w której do banalnej – wydawałoby się – historii przyłożył psychoanalizę Freuda, wskutek czego opowiadanie z miejsca zyskało w oczach niżej podpisanych. Po austriackiego psychiatrę sięgnęła też kolejna prelegentka, mgr Katarzyna Trzeciak, która  analizowała mało znany utwór rozproszony Grabińskiego, „Ciuciubabkę”. Sięgnęła też do „Wyznań” autora, dzięki czemu referat stał się przepyszną skarbnicą informacji – przybliżona została nie tylko jego twórczość, ale też sama jego sylwetka. Zaskakująca okazała się choćby informacja, że Grabiński – czego na popularnych zdjęciach nie widać – był blondynem! Drobiazg, ale jako ciekawostka bezcenny.

Ostatnim z mówców był mgr Krzysztof Bortnik, właściciel wydawnictwa Kabort, o którym sympatycy Grabińskiego, jak i innych klasyków grozy z pewnością słyszeli. Wygłosił on mowę o filmach opartych na kanwie twórczości “polskiego Poe”. Tutaj również przez wzgląd na ograniczenia czasowe nie było możności wysłuchania odczytu w całości (druga część planowana jest na kolejną imprezę), ale materiał okazał się niezwykle zajmujący, zwłaszcza informacje poświęcone kolaboracji pisarza z pierwszymi twórcami polskiego kina i co za tym idzie, przedwojennej ekranizacji “Kochanki Szamoty”. Na sam koniec spotkania mieliśmy jeszcze przyjemność oglądać właśnie jedną z wspomnianych w odczycie ekranizacji, krótkometrażowy “Ślepy tor” w reżyserii Ryszarda Bera.

Po zakończeniu oficjalnej części inauguracji, korzystając z faktu, iż dysponowaliśmy jeszcze niecałą godziną czasu do odjazdu powrotnego pociągu, wraz z organizatorami festiwalu udaliśmy się do uroczej knajpy “Melduję posłusznie”, gdzie mogliśmy usłyszeć nieco szczegółów dalszych celebracji oraz wstępnie omówić udział Carpe Noctem w ich realizacji. Możemy tym samym zagwarantować, że obejmując patronat medialny nad inicjatywą, będziemy was informować o wszystkich związanych z nią akcjach, a także mamy nadzieję uczestniczyć aktywnie w już planowanych wydarzeniach, jak i być może zorganizować kolejne. Więc z całą pewnością będziecie mogli nas usłyszeć – i to nie tylko w Przemyślu, ale też innych miejscach Polski. Planowane są nie tylko odczyty i konferencje, w których weźmiemy udział, ale także wycieczki, performance, publikacje i wiele więcej atrakcji, o których będziemy informować.

Przemyśl pożegnał nas widokiem pełnym grozy, to jest pokazem pijackich sztuk walki stylem losowym. Przemknęliśmy jednak na dworzec bezpiecznie, z wyprawy zabierając jedynie znakomite i sympatyczne wspomnienia. Nocnym pociągiem udaliśmy się na Śląsk, jeszcze dyskutując o całym wydarzeniu, niezwykle ukontentowani i bogatsi o interesujące egzemplarze “Rocznika przemyskiego” (fragmenty korespondencji Grabińskiego i przyczynek do jego biografii!). Wyjechaliśmy z myślą, że już tylko tydzień później czeka nas kolejna impreza z polskim Poe – tym razem organizowana przez wydawnictwo Agharta w Krakowie. My już nie możemy się doczekać!