Przerośnięta rosiczka i pnącze-dusiciel, czyli 5 horrorów z roślinami

john-wyndham-dzien-tryfidow1. John Wyndham „Dzień tryfidów”

Piękny zielony blask rozjaśnia noc, kiedy deszcz odłamków komety przelatuje nad Ziemią. Wszyscy podziwiają świetlny fenomen. I wszyscy tracą wzrok. Ludzkość pogrąża się w mroku. Nieliczni, którzy widzą, stają się przewodnikami ociemniałych. I jedyną szansą na przetrwanie ludzi, bezbronnych wobec krwiożerczych roślin, które opanowują planetę ślepców… (opis wydawcy)

Absolutny numer jeden na tej liście. Jeśli miałam wątpliwości co do ułożenia kolejnych pozycji, tę umieszczam na samej górze z pełną odpowiedzialnością. Nie dajcie się zwieźć kiczowatym wyobrażeniom tryfidów i pomysłowi rodem z horroru klasy B – „Dzień tryfidów” to doskonale przemyślana powieść o apokalipsie, która wydarza się nie za sprawą rzeczonych tryfidów (bowiem z nimi ludzkość nauczyła się już żyć i nawet na nich zarabiać) lecz poprzez nagłą i niewyjaśnioną ślepotę niemal wszystkich mieszkańców Ziemi. Wyndham fantastycznie rozegrał tę część powieści, a z tryfidów uczynił nie groteskowo kolorowego mordercę, ale faktycznie mroczne i zagadkowe zagrożenie, którego prawdziwa natura długo pozostaje enigmą.

scott-smith-ruiny2. Scott Smith „Ruiny”

Dwie zaprzyjaźnione pary Amerykanów, Jeff i Amy, Eric i Stacy, spędzają wakacje w Meksyku. Słońce, plaża, beztroskie flirty, nowe przyjaźnie… Kiedy poznany Niemiec przychodzi z wiadomością, że jego brat nie wrócił z wyprawy na wykopaliska archeologiczne, młodzi postanawiają wyruszyć na poszukiwania. Jedynym śladem jest odręcznie naszkicowana mapa. Ekspedycja ratunkowa rychło przeradza się w brutalną walkę o przetrwanie… (opis wydawcy)

Artykuł „Groza z celulozy”
Orbitowski o „Ruinach” w felietonie „Stare metody, stare strachy”

Scott Smith to taki szczególny przypadek. Napisał koleś dwie książki i zniknął, pozostawiając fanów horroru w ogromnym niedosycie. Chociaż „Ruiny” mogą wydawać się proste w swoich chwytach, autor dał popis swoich umiejętności i zadbał o wszystkie niezbędne elementy, by całość wygrała pięknie upiorną melodię. Zabójcza roślina z „Ruin” jest cwana i wykorzystuje każdą szansę, jaką dała jej natura, by przechytrzyć swoje ofiary. Nie bez kozery piszę o niej jako bardzo inteligentnym mordercy. Dodajmy do tego klaustrofobiczny klimat, nieco egzotyki i całe mnóstwo cielesnego horroru, a dostaniemy naprawdę wciągającą lekturę.

campbell-najciemniejsza-czesc-lasu3. Ramsey Campbell „Najciemniejsza część lasu”

Lennox Price, autorytet w dziedzinie zbiorowych omamów, utrzymuje, że rosnący w starym lesie Goodmanswood mech ma właściwości halucynogenne. Próbując rozwiązać zagadkę, rujnuje sobie karierę naukową i kondycję psychiczną, w końcu traci życie. Jego żonie wydaje się, że widzi go i słyszy w tajemniczych ruchach drzew i cieni. Niepokojąca głębia lasu przyzywa rodzinę Price’ów. Wnuk Lennoxa odpowiada na zew i udaje się w leśne ostępy, by lec w ramionach ukochanej, nie mając pojęcia, jaki owoc może wydać ta miłość… (opis wydawcy)

Artykuł „Groza z celulozy”
Recenzja Tomka Surowieckiego

Ze zdziwieniem czytam opinie o tej książce. Ramsey z jej powodu nazywany jest wprost grafomanem, w „Najciemniejszej” jest podobno „za dużo opisów przyrody”, a jeden z polskich pisarzy nazwał ją „drewnianą”. Ja Wam ją jednak polecę, z zastrzeżeniem tylko, że jest diametralnie różna od znajdujących się oczko wyżej „Ruin” Scotta Smitha. Faktycznie mało akcji i dużo „opisów”, więc jeśli nie przepadacie za smakowaniem subtelnie budowanej atmosfery, lepiej zainteresujcie się innymi pozycjami z naszej listy. Jeśli jednak kusi Was las, który nawet szumi złowrogo, „Najciemniejsza” będzie strzałem w dziesiątkę.

the-body-snatchers-jack-finney4. Jack Finney „Inwazja porywaczy ciał”

Lekarz z małego amerykańskiego miasteczka coraz częściej słyszy od swoich pacjentów podejrzenia, że ich najbliższych zastąpili oszuści. Pozornie zbiorowa histeria zdaje się mieć w sobie ziarno prawdy, gdy przyjaciel lekarza odkrywa w swojej piwnicy przedziwne ciało, sprawiające wrażenie… niedokończonego.

Dlaczego „Inwazja porywaczy ciał” znalazła się na tej liście? Jeśli nie pamiętacie, przypomnę, że w tym bardzo znanym horrorze SF obce formy życia próbujące opanować Ziemię są w istocie roślinami, a przybyły w formie strąków. Niedawno nadrobiony przeze mnie klasyk może nie powala wartką akcją, rozgrywając się głównie poprzez dialogi i w niezbyt wyszukanej narracji pierwszoosobowej, a do tego Finney notorycznie zapomina, że wprowadził do swojej powieści postać Becky (w pewnym momencie to się robi aż zabawne), jednak i tak warto poznać literacki pierwowzór historii doskonale znanej z adaptacji.

hill-king-w-wysokiej-trawie5. Joe Hill, Stephen King „W wysokiej trawie”

Cal i Becky to kochające się rodzeństwo. Kiedy Becky zachodzi w ciążę na pierwszym roku studiów, brat decyduje się jej pomóc i odwieźć siostrę do rodziny w drugiej części Stanów. Przejeżdżając przez Kansas słyszą wołanie o pomoc, które dobiega z przylegającego do szosy wielkiego pola traw (…).

Podcast Mando w Konglomeracie Podcastowym

Niedługie opowiadanie o prostej konstrukcji i z niby oczywistymi zagrywkami, a jednak świetnie nadaje się do tej listy. Mando w swoim podcaście mówił o „W wysokiej trawie” mocno sceptycznie, a ja jednak byłam zadowolona i bez bólu umieszczam tutaj ten tekst , a ostatnie miejsce to głównie „zasługa” objętości. „W wysokiej trawie” jest przyjemnie weirdowe i nie przynosi wstydu jego twórcom. A wspominałam już, że można je kupić w wydaniu elektronicznym za jedyne 5 zł? (Opis od wydawcy specjalnie przycięty, bo brzydko zdradza zbyt wiele z i tak krótkiego, prostego tekstu).