Pora karmienia

Piękno ciała tkwi wyłącznie w skórze. Gdyby bowiem ludzie mogli zobaczyć, co się znajduje pod skórą, gdyby tak mogli ujrzeć wnętrze, jak to się opowiada o pewnym ostrowidzu z Boecji, zmierziłoby ich spoglądanie na kobiety. Ich powab składa się z flegmy i krwi, z wilgoci i żółci. Gdyby ktokolwiek za-stanowił się, co ukrywa się w dziurkach od nosa, w gardle i w brzuchu, doszedłby do wniosku, że są tam tylko nieczystości. A jeżeli nie możemy nawet czubkiem palca dotknąć flegmy czy kału, jak przeto możemy pragnąć obejmować worek łajna.

– Św. Odon z Cluny, cyt. za J. Huizinga „Jesień średniowiecza”

Zapadał zmierzch. Pożółkłe liście gnały opustoszałymi alejami parku. Wyglądający na zmęczonego życiem staruszek nie mógł znaleźć sobie miejsca na twardych deskach ławki. Nieopodal na placu zabaw, w mokrym od deszczu piachu, bawił się tłusty chłopiec. Mężczyzna o czerwonej od alkoholu twarzy był dziadkiem, a umorusany dzieciak jego wnukiem.

Pod nogami staruszka leżała plastikowa reklamówka. Sięgnął do niej i wyciągnął butelkę. Jednym haustem wychylił do dna końcówkę wiśniówki i rzucił za siebie pustą flaszkę. Wygrzebał z kieszeni pomiętą paczkę Mocnych, wyciągnął papierosa, urwał filtr, starannie ugniótł bibułkę i, klnąc pod nosem na wiatr, odpalił za czwartą zapałką. Palił bez pośpiechu, patrząc przed siebie pustym wzrokiem. Deptał właśnie niedopałek, kiedy na żwirowej alejce zaszeleściły czyjeś kroki.

Otyła kobieta z grubą warstwą makijażu i gęstą rudą peruką rozejrzała się dookoła. Wyglądała jak gdyby chciała się upewnić, że nikt jej nie obserwuje. Usiadła na ławce obok starszego mężczyzny. Staruszek zmierzył ją nieufnym spojrzeniem, ale natychmiast się rozpromienił, gdy postawiła między nimi dwa styropianowe kubki po kawie z automatu i butelkę taniej wódki. Wciąż milcząc napełniła kubki i podała mu jeden. Staruszek łyknął, odkaszlnął i zaniósł się głośnym śmiechem. Już miał pytać, skąd właściwie się znają i z jakiej okazji mu się stawia, gdy poczuł silne zawroty głowy. Zauważył jeszcze osobliwe blizny na ciele kobiety, ciągnące się wzdłuż jej nieosłonię-tych halką ramion i szyi. Pokryta pudrem skóra zdawała się być kilku różnych karnacji, a fragmenty danego odcienia kończyły się wraz z bliznami, zupełnie jakby… skóra kobiety była pozszywana z płatów kilku innych skór…

Oszołomiony trunkiem stracił przytomność.

Otyła kobieta wygięła kąciki ust w niezdrowym uśmiechu i wylała na żwir alkohol ze swojego kubka. Podniosła się z ławki omiatając okolicę czujnym spojrzeniem. Nikogo nie było w po-bliżu. Nienaturalnie duży uśmiech stał się jeszcze większy, a z kącików groteskowo rozciągniętych ust pociekły strugi śliny. Ruszyła w kierunku babrającego się w wilgotnym piachu dziecka.