Pokręcona współczesność – wywiad z Dawidem Kainem

Daniel Podolak: Debiutowałeś na łamach wielu magazynów fantastycznych jak Ubik i Czachopismo, publikowałeś w Internecie, by wreszcie wydać w 2004 własnym sumptem wspólnie napisany z Kazimierzem Kyrczem Jr. zbiorek groteskowych opowiadań pt. Piknik w Piekle. Czy od tamtego czasu twoim zdaniem rynek stał się bardziej łaskawy dla młodych autorów?

Dawid Kain: Zdecydowanie tak. Obecnie jest większa otwartość wydawców na debiuty i więcej ukazuje się rozmaitych antologii, gdzie autor – nawet bez dorobku – może się zaprezentować. W zamierzchłych czasach, gdy w prasie ukazywały się moje pierwsze opowiadania, było tak źle, że nawet Łukasz Orbitowski musiał swój zbiorek Wigilijne Psy puścić w wydawnictwie Helion, które wcześniej wydawało tylko poradniki komputerowe i tym podobne rzeczy. Teraz jest znacznie lepiej, ale to nie znaczy, że nie ma już takich kwestii, które by na rynku książki można poprawić.

Daniel Podolak: Jako pisarz zaczynałeś od opowiadań i miniatur literackich. W 2007 przyszedł czas na twoją debiutancką powieść Prawy Lewy Złamany (wyd. Forma), niedawno pojawiła się również twoja najnowsza powieść Gęba w niebie (wyd. Nisza). Czego może się spodziewać po twoich tekstach czytelnik bliżej nie zapoznany z twoją twórczością?

Dawid Kain: Każda z moich książek jest inna, ale wszystkie mają pewne elementy wspólne, takie jak: wysokie stężenie groteski i absurdów w tekście, czarny humor, liczne eksperymenty językowe (jednak nie utrudniające czytania!), stosowanie elementów grozy, makabry czy horroru, a także częste nawiązywanie do innych dzieł: filmów, książek bądź piosenek. Dla każdego coś niemiłego!

Daniel Podolak: W swojej powieści Gęba w niebie Dawidzie dokonałeś swoistego przewartościowania takich pojęć religijnych jak natura Boga, pojęcia duszy i całej z nią związanej eschatologii. W twej powieści Bóg jako autor naszego świata na kartach twej powieści nabiera wręcz infernalnych cech, jest uosobieniem chaosu, ciemności i zniszczenia…

Dawid Kain: To prawda, w tej powieści Bóg jest czymś złym i niezrozumiałym, jakby żywiołem, którego nie da się zatrzymać. A skoro Bóg jest zły, dusza także musi być zła i dlatego bohaterowie, którzy tę duszę mają, stają się wrogami rzeczywistości jako takiej. Co okazuje się pod wieloma względami oczyszczające dla świata, bo dochodzi do starcia osób „ochrzczonych” z ludźmi równie złymi, ale nastawionymi do świata materialistycznie: uzależnionymi od seksu, narkotyków, pieniędzy i tak dalej… Wojna wszystkich ze wszystkimi pod patronatem Boga-szaleńca.

Daniel Podolak: Według większości teorii kosmogonicznych, świat nam obecny wyłonił się z chaosu i ciemności prarzeczywistości. W twej powieści w sposób bardzo symboliczny ukazujesz, że za sprawą proroka Danielewskiego świat zdaje się ponownie do niej zmierzać na skutek nadwątlonej kondycji duchowej i moralnego regresu…

Dawid Kain: W Gębie w niebie rzeczywiście świat zaczyna zmieniać się w coś przerażającego i pierwotnego, ale z drugiej strony jest to też pewna ulga dla niektórych bohaterów, bo to, co działo się przed przemianą, to, co dla wielu stanowiło codzienność, było chyba nawet straszniejsze. A zawsze jest nadzieja, że z końcowego chaosu wyłoni się coś nowego, lepszego.

Daniel Podolak: W Gębie w niebie roi się od postaci negatywnych, Filip i Ziemiański to typowi współcześni hedoniści żyjący w świecie obsesji na punkcie sławy, chirurgii plastycznej i Internetu. Ta cecha tworzenia postaci jest przez ciebie ulubioną. Skąd ta fascynacja rozkładem człowieczeństwa?

Dawid Kain: Takich bohaterów najłatwiej można opisać. Są tak beznadziejni, że aż groteskowi. W swoich oczach niewiarygodnie silni, a tak naprawdę słabi, podatni na uzależnienia i ciągle sobą przejęci, mimo że cały świat się wali. Ja bardzo lubię przerysowywać i doprowadzać do skrajności, więc takie postaci do dla mnie idealne zabawki, które stawiam w coraz dziwniejszych sytuacjach. W sumie w powieści jest też kilka postaci pozytywnych, normalnych, ale równie zniszczonych przez życie. Jak Marzena, która utrzymuje się z pocieszania ludzi przez telefon. Zarabia dzięki temu, ale odgrywanie emocji jest tak wyczerpujące, że zaczyna cierpieć na bezsenność.

Daniel Podolak:  W powieści rola wiary i Boga została brutalnie zastąpiona przez hiperkosumpcjonizm i wpływ mediów. Twoja wizja nie wydaje się zbyt daleko odbiegać od współczesnej nam rzeczywistości…

Dawid Kain: Tak, w tej książce pokazuję nie tyle przyszłość, co „podkręconą” współczesność. Właściwie jesteśmy teraz o rok od tego, co opisałem. Jeszcze trochę, a faktycznie ludzie, którzy nie robią sobie operacji plastycznych, ludzie, którzy nie wspomagają się w każdej sytuacji chemią, nie będą mieli szans na rynku pracy czy nawet w związkach. Społeczeństwo może podzielić się wtedy na ulepszonych – bogatych i normalnych – biedaków. Pieniądze i najnowsze odkrycia naukowe pogłębią tę przepaść. Nie jest to przesądzone, ale wydaje się prawdopodobne.

Daniel Podolak: Twoja powieść została podobno wyróżniona przez jury podczas konkursu Igrzysk Literackich?

Dawid Kain: Została wyróżniona, ale wydawnictwo, które zorganizowało konkurs – Red Horse – było tak żałosne, że nie tylko nie dali mi żadnej nagrody, ale też nawet nie mnie fakcie wyróżnienia nie poinformowali. Teraz mogę się tylko cieszyć, bo Red Horse ukazał się niewypłacalnym pseudowydawnictwem i wkrótce zbankrutował, a ja mogłem puścić książkę w Wydawnictwie Nisza, z którego jestem bardzo zadowolony.

Daniel Podolak: Poetykę twoich powieści, cechuje łączenie groteski z absurdem i elementami horroru. Nie stronisz również od eksperymentów językowych i intertekstualności. W twoich tekstach, występują kolaże rozmaitych tekstów literackich i nieliterackich. Czemu mają służyć wybrane przez Ciebie środki narracyjne ?

Dawid Kain: Moje teksty są jakby zanurzone w tradycji literackiej i filmowej. Na niemal każdej stronie jest po kilka nawiązań do innych dzieł. Wynika to z tego, że każde wydarzenie kojarzy mi się z czymś, co kiedyś czytałem, widziałem czy słyszałem. Przez to piszę inaczej niż większość autorów grozy. U mnie nie ma na przykład prawie w ogóle opisów świata zewnętrznego, tylko jakby bloki skojarzeń, które u bohaterów wywołuje jakieś zdarzenie. To coś w stylu strumienia świadomości, ale lżejsze w czytaniu i bardziej zabawne.

Daniel Podolak: W przygotowaniach są twoje dwie kolejne książki, Talidomid oraz Punkt Wyjścia. Zdradzisz coś więcej o tych pozycjach?

Dawid Kain: Talidomid to zbiór opowiadań grozy i groteski, który ukończyłem mniej więcej trzy lata temu. Zawiera teksty bardzo różnorodne, skupiające się na bohaterach z marginesu: szaleńcach, kalekach, mutantach czy psychopatach. Z kolei Punkt Wyjścia to eksperymentalna powieść nawiązująca do twórczości Samuela Becketta. Mroczna, schizująca i z wyjątkowo pogłębioną psychologią bohaterów-narratorów. Możliwe, że obie te pozycje pojawią się jeszcze w tym roku, ale z drugiej strony podobne zapewnienia słyszałem też od wydawców w okolicach roku 2009, więc pozostaje mieć nadzieję, że przed końcem świata się z tym wyrobimy.

 

 Dziękuję Dawidzie za rozmowę.