Otello – Rok Pański 2009

AKT I

Natrętny dźwięk dzwonka brutalnie przerwał ciszę, zwiastując tym samym pobudkę. Rozwarłem powieki, po chwili jednak zmrużyłem oczy porażony jaskrawym światłem słonecznego poranka płynącym zza zakratowanych okien. Specyficzne doświadczenie potęgowały lśniące szpitalną bielą ściany, a szpecące miast upiększać odklejone scenki rodzajowe z wolna powiewały poruszane lekkim przeciągiem. Przetarłem zaropiałe oczy i leniwie podniosłem głowę by rozejrzeć się po izbie. No tak. Rudy kurdupel z tatuażem leży w kącie, Sebastian powoli się rozbudza, a pojebany Adaś dalej pierdzi w pościel jak wcześniej.

Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje i błogosławiony owoc żywota Twojego – Jezus. Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

Przeżegnałem się szybkim ruchem dłoni i zerwałem z łóżka do łazienki celem porannej toalety. Opłukując twarz przy mdłym świetle niskowatowej żarówki usłyszałem wchodzącego sanitariusza. Krótko ostrzyżony, aby nie rzucały się w oczy postępujące zakola, w gustownym zielonym fartuchu, bez skrupułów wtargnął do pomieszczenia.

– Wstawać! – burknął. – Lenie pierdolone…

I wyszedł. Nie czekając na resztę, przebrałem się i wyszedłem na korytarz. Pokój z numerem piątym znajdował się na początku oddziału po prawej stronie, podczas gdy stołówka i gabinet zabiegowy (gdzie była również dyspozytornia leków) na rogu skrzydła. Jedzenie na F-9 nie należało do najgorszych. To trzeba przyznać. Ja jednak nie miałem ochoty na posiłek, dlatego od razu ustawiłem się w kilkuosobowej kolejce do gabinetu zabiegowego by przyjąć poranną dawkę medykamentów. Tymczasem na pusty dotąd korytarz zaczęli wylegać pacjenci. Z rana chodził ten co zwykle Piłat, który zdawał się przemierzać kilometry podążając za urojonymi przyjaciółmi w drodze ze swojej sali na skrzydle, praktycznie pod gabinet ordynator. Kolejka wzbierała na liczebności, gdyż zaczęli dołączać do nas ci, którzy zmierzyli się już ze śniadaniem. Trzeba było jednak ćwiczyć cierpliwość w oczekiwaniu na pielęgniarki, które najwyraźniej postanowiły delektować się dymkiem.

Gdy przyszła na mnie kolej, okazało się że jest coś nie tak:

– A pan po co przyszedł? Nie mam nic dla pana.

– No tradycyjnie, siostro…

– Bez matactw! Co bierzesz?

– 800 mg Solianu i 4 mg Akinetonu.

– Tak, i co jeszcze? Kto ci, synku, taką dawkę zapisał?

– Doktor Chojnacka.. I jeszcze prosiłbym o coś na uspokojenie…

– Patrzcie go! Niepokoje ma! Bierz ten Solian i nie blokuj kolejki… A ja jeszcze zadzwonię do lekarza i się dowiem czy oby na pewno nie kręcisz…

Tym samym dostałem tylko część koniecznych prochów, ale najważniejsze że neuroleptyk dała we właściwej ilości. Do zajęć pozostało jeszcze jakieś pięć minut, więc zdążę wskoczyć do pokoju. Zajrzałem do szuflady aby sprawdzić, co nowego na komórce. Dwa nieodebrane. Oddzwonię. Trzy sygnały…

– Cześć tato! Dzwoniłeś?

– I to nie raz. Czemu nie odbierasz?

– Oj, zostawiłem telefon w szafce…

– To ty tak nie zostawiaj bo ci się ktoś w końcu dobierze… Śniadanie jadł?

– No pewnie! Już po. Słuchaj, zadzwoń za jakieś pół godziny, bo ja teraz mam zajęcia.

– Ok., w porządku.

– Trzymaj się! Cześć!

Rudy kurdupel przewrócił się na drugi bok, Sebastian doprowadził się do ładu i czekał na mnie na korytarzu, a pojebany Adaś coraz głośniej pojękiwał o karton soku.

– Byś się zamknął i nie ujadał! Płaczesz jak małe dziecko zamiast ruszyć wreszcie te leniwe dupsko i pójść do sklepu…

W sali terapii rozsiedliśmy się wygodnie na pufach. Ale kto to? Nowa psycholożka. Stażystka. Jaka ona piękna… Brunetka, idealne wcięcie w talii… O, i ćwiczenie ma ze mną wykonać. I głos nawet przyjemny. O tak, to spojrzenie w oczy, piękne dwa węgliki… Agnieszka. Zapamiętam ją na długo. Myślę, że mnie polubiła , bo ja ją bardzo… Mówiła do mnie w trakcie zajęć a ja upajałem się każdym słowem, chłonąłem wszystkimi zmysłami. Te perfumy…

Wróciłem do pokoju i wtedy zaczęły się szepty.

I czego po tym oczekujesz? Nie dbaj o to. To tylko zauroczenie.

Ona cię kocha, nie dostrzegasz tego? Jest twoja, powiedz tylko słowo.

Zobacz jak na nią patrzą… Chcą ci ją odebrać, a ona jest twoja, tylko twoja… Czy ty tego nie widzisz że ona cię zdradza, kpi z ciebie, rani doszczętnie, a ty to cierpliwie znosisz?

Jest z tobą? Będzie z każdym z nich, jeśli czegoś nie wymyślisz…

 

Cisza! Kurwa, cisza! Nie chcę tego słuchać! Ręce się trzęsą, drgawki przechodzą całe ciało… To co słyszę budzi we mnie odrazę. Chwila, która minęła, była potrzebna by dostrzec, że sprzątaczka zamiast czynić swoją powinność wnikliwie mnie obserwuje.

– No i na co pani tak patrzy?

– A nic, nic… ja tu tylko sprzątam… – rzuciła i uśmiechnęła się do siebie przekonana o własnej elokwencji.

Zabij ją, zabij – ona więcej cię nie zdradzi, chociaż chciałaby… Widzę to w jej oczach…

Chwyciłem widelec, schowałem roztrzęsioną ręką do rękawa i wybiegłem na korytarz.

– No co pan taki nerwowy? Podłogę zmyć tylko chciałam.

– A da mi pani święty spokój?!

Spokojnym, acz raźnym krokiem skierowałem się do pokoju psycholożek, a zdrętwiała ręka sztywno trzymała zaimprowizowaną broń. A przede mną tylko te piękne oczy…