Najlepsze opowiadania grozy (Paweł Mateja)

Z oka­zji dwu­na­stych uro­dzin Carpe Noc­tem pre­zen­tu­jemy Wam listę naj­lep­szych opo­wia­dań grozy. Pię­cioro naszych redak­to­rów wybrało po cztery lub pięć tek­stów, które ich zda­niem potra­fią naprawdę wywo­łać ciarki. W niniej­szym wpi­sie pozna­cie tek­sty wybrane przez Pawła Mateję.

Gustav Meyrink, Jak doktor Hiob Paupersum zaniósł swojej córce szkarłatne róże
(antologia „Gabinet figur woskowych”, Poznań 1980)
Thomas Ligotti i Gustav Meyrink to pisarze należący do zupełnie różnych światów. Jeden jest pesymistą gardzącym metafizyką, mizantropem, drugi dandysem i ekscentrykiem nieustającym w duchowych poszukiwaniach. Łączy ich umiłowanie niesamowitości i wyrafinowany cynizm objawiający się w wyjątkowo sardonicznym humorze, który w ich twórczości rzadko budzi śmiech. Ich żart jest tak brutalny i bolesny, że odbierany jako najgłębszy horror.
Zgarbiony starzec o ubraniu w nieładzie siedzi późną nocą w kawiarni, dręczony myślami o ciężkiej chorobie swojej córki, na której leczenie nie ma pieniędzy. Przysiada się do niego na partię szachów nieznajomy i w trakcie rozmowy proponuje biednemu uczonemu dobrze płatną posadę. Paupersum musi się tylko zgodzić na poddanie zabiegom, które zmienią go w monstrum, które będzie później pokazywane w gabinecie osobliwości.
Poza rozmową dwóch mężczyzn nocą w kawiarni nie ma tu zbyt wiele, bo też więcej nie trzeba. Można tylko wspomnieć, że Ligotti z pewnością znał ten tekst i miał go w głowie pisząc „Lunaparki przy stacjach benzynowych”. I że puenta utworu jest porażająca i trudna do zapomnienia.

Edgar Allan Poe, Ligeja
Choć nigdy nie odmówię geniuszu tak „Zagładzie domu Usherów” jak i wielu innym opowiadaniom Poego, zawsze będę bronił „Ligeji” nie tylko jako najlepszego utworu, jaki Amerykanin napisał, ale bodaj w ogóle najlepszego w historii literatury grozy. Narrację w nim zwykło się określać jako arabeskową czy opiumistyczną, chyba nie ma ona porównani z niczym innym, co kiedykolwiek napisano, podobnie jak sama osoba pięknej i mądrej Ligei i jej przebudzenie z martwych. Co jest najbardziej przerażającym momentem historii? Kropla trucizny wpadająca znikąd do pucharu z winem czy finał, w którym ciało zmarłej drugiej żony narratora budzi się do nowego życia w postaci jego dawniej zmarłej, pierwszej żony? Można by znaleźć jeszcze inne genialne sceny, ale najbardziej przerażająca, ale też wręcz narkotyzująca i odurzająca jest całość: od pierwszych słów do samego końca skomponowana bezbłędnie. Symfonia grozy, na której uczą się pisać kolejne pokolenia.

Joe Hill, Dobrowolne zamknięcie
Debiutanckie „Upiory XX wieku” Hilla to niezwykle zróżnicowany i nierówny zbiór, który w wielu momentach może czytelnika mocno rozczarować. „Dobrowolne zamknięcie” jest jednak jego absolutnie szczytowym momentem, który rehabilituje autora z wszystkich momentów słabości. Do zbudowania perfekcyjnego weird-fiction wykorzystany został motyw pudełka (z którego również znakomicie skorzystał Ketchum w nomen omen „Pudełku” albo Evenson w „Rzeczy o niewidzialnej skrzyni”), który odpowiednio wykorzystany staje się niemal doskonałym katalizatorem nastroju grozy. Historia autystycznego chłopca, który w piwnicy buduje z kartonów coraz to bardziej niezwykłe konstrukcje jest chyba tego motywu najmocniejszym ujęciem. Jeśli nie widzi się wnętrza, może być w nim wszystko, coś przerażającego czy pięknego, może powstać nowa, niezwykła przestrzeń. Coś może się w niej ukryć, coś może zniknąć. Ktoś może wejść w tajemniczą przestrzeń i nigdy już nie wyjść.

Arthur Machen, Biały lud
Pierwszą odpowiedzią, jaka cisnęłaby się na usta, jeśli chodzi o opowiadania Walijczyka, jest skandalizujący „Wielki Bóg Pan”, w którym udało się autorowi wspiąć na wyżyny literackie, tworząc niezwykle sugestywną i gęstą atmosferę grozy. Nieco mniej znany jest „Biały lud”, który uważam za opowiadanie kongenialne. Nie jest równie uderzające i mocne w odbiorze, nie tak przepełnione erotyzmem i złem, a przynajmniej nie przy powierzchownym odbiorze. Machen zamaskował w dziecięcej narracji grozę, która wymaga od czytelnika uważnej interpretacji i odczytywania pozornie obcych symboli i zdarzeń. Poznajemy pamiętnik młodej panienki, która wychowując się w pobliżu walijskich lasów odkrywa w głębi kniei świat magicznych, nieznanych prawie nikomu istot, posługujących się pradawnym i obcym językiem, odprawiających przedziwne rytuały, w które narratorka jest inicjowana.
Narratorka ukrywa przed czytelnikiem pamiętnika prawdziwe znaczenia, jakie stoją za kręgami, literami Aklo czy grami Mao.
Napisane w ostatnich latach XIX wieku opowiadanie, wraz z wieloma innymi tekstami Arthura Machena (przede wszystkim wraz z powieścią “The Three Impostors”) stało się istotnym źródłem inspiracji dla HP Lovecrata, tworzącego swoje wizje kosmicznego terroru, do czego sam autor “Horroru w Dunwich” wielokrotnie się przyznawał, uważając Walijczyka za jednego ze swoich mistrzów. Można powiedzieć, że jego opinia jest do tej pory zupełnie aktualna. “Biały lud” Machena przeraża do tej pory nie mniej, niż robić to musiał w chwili swego powstania.