Książka miesiąca: Obcy

Gdy ktoś mnie budzi w środku nocy, przystawia broń do skroni i pyta, jaka książka grozy wywołała na mnie największe wrażenie, z automatu odpowiadam: „Obcy” Morta Castle’a.

Autor ten jest niezaprzeczalnie mistrzem krótkiej formy, potrafiącym w kilku prostych i zwięzłych zdaniach zawrzeć kwintesencję własnych pomysłów, przemyśleń i spostrzeżeń. Jego proza emanuje prawdziwymi emocjami, pełnokrwistymi bohaterami i przede wszystkim niezwykłymi koncepcjami. Nie zna umiaru i ograniczeń. Nie ogląda się też na nikogo, tworząc w pełni niezależną i indywidualną prozę, w której odbicie znajdują różne konwencje literackie.

Na tle prawie czterystu opowiadań jego dorobek powieściowy wypada strasznie blado. Napisał ich raptem cztery, a z dwóch wydanych w Polsce właśnie w „Obcych” wyniósł horror na wyżyny literackie i przełamał gatunkowe ograniczenia, tym samym sprawiając, że jego urokliwa proza całkowicie mną zawładnęła.

Bohater powieści, Michael Louden, to wzorowy przedstawiciel klasy średniej posiadający żonę, dwójkę dzieci, piękny dom na przedmieściu i szeroko uśmiechniętych przyjaciół. Jednak pod płaszczykiem typowych, wyćwiczonych zachowań, gestów i reakcji kryje się osoba żądna krwi i cierpienia, będąca przedstawicielem tytułowych Obcych. Przyczajony w cieniu ludzkich emocji oczekuje na swój czas, kiedy to wraz z innymi sobie podobnymi będzie mógł dać upust trawiącym go żądzom. Castle po mistrzowsku, od pierwszych stron, buduje napięcie i atmosferę używając oszczędnych, lecz świetnie dobranych słów oraz szokując niezwykle sugestywnymi obrazami uśmiercania. Sposób, w jaki Louden (w wielu aspektach bardzo przypominający serialowego Dextera Morgana – ale nie tego mięczaka z późniejszych sezonów, ale zimnego i wyrachowanego zabójcę z pierwszych odcinków) patrzy na świat – mrozi krew w żyłach i elektryzuje, a jednocześnie intryguje i zachwyca.

W takcie lektury niejednokrotnie zastanawiałem się czy mam do czynienia z horrorem czy też obyczajówką o niezwykle zdemoralizowanej i skrzywionej psychicznie jednostce, a może skrzętnie zamaskowanym science fiction. Castle pozostawia sporo miejsca na własne interpretacje, tak więc zapewne z każdym po trochu. I właśnie w tych niedopowiedzeniach i pozostawionych tropach doszukuję się maestrii autora, a o świetnie skonstruowanych „Obcych”, w których nie sposób przewidzieć finału, nie jestem w stanie zapomnieć. I mimo że minęło już kupę lat od ich przeczytania, wciąż świetnie pamiętam wiele scen i detali, które mną poruszyły i wzbudziły autentyczny strach.

Mort Castle to prawdziwy mistrz nowoczesnej grozy, którego płynność stylu, elegancja zwrotów i opisów sprawiają, że „Obcy” zasługuje na Wasze uwagę. Co by trochę podkręcić atmosferę, musicie wiedzieć, że autor znalazł się w pierwszej piątce „Top Terror Tales Of All Time” (pokonali go jedynie Clive Barker, E.A. Poe [dwa miejsca] oraz H.P. Lovecraft). A to już o czymś świadczy, prawda?