Karpiowe podsumowanie roku #3

Po dłuższej przerwie zapraszamy na kolejną porcję karpiowych podsumowań. Tym razem macie okazję poznać typy Filipa Bobryka, Piotra Pocztarka oraz Pawła Deptucha.

Filip Bobryk

Pierwszym wydarzeniem jest premiera książki „Dżozef” Jakuba Maleckiego. Dawno nie czytałem tak wciągającej i jednocześnie bardzo dojrzałej historii, mocno ocierającej się o grozę. Książka cieszy i zaskakuje tym bardziej, że poprzednie dzieła Małeckiego jakoś mnie nie zachwyciły. Kapitalne wyczucie klimatu, rewelacyjne postaci, dialogi, intertekstualność itd. Małecki zaskoczył mnie absolutnie na początku tego roku. Świetna rzecz.

Rasowy polski kryminał „Ziarno prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego. Odejmując medialny szał na temat tej powieści, jest to kawał świetnie skrojonej kryminalnej historii. Osadzenie akcji w Sandomierzu było bardzo dobrym posunięciem, tym bardziej, że Miłoszewski odarł je ze sztuczności i wprowadził niewygodna historie. Akcja, klasyczne dochodzenie, nieco makabry przy zbrodniach. Świetny styl. Brawo.

Trzecim jest „Sukkub” Edwarda Lee. Dla mnie duże zaskoczenie. Kiedy pierwsze informacje odkrywały fabułę powieści oraz to jak ma być brutalna, trochę chichotałem. Spodziewałem się czegoś w stylu Mastertona i innych „tuz” brutalności w horrorze. Dostałem świetnie napisaną, bardzo dziwną powieść pornograficzną. Przyznaję, czegoś takiego jeszcze nie czytałem. Premierę i wprowadzenie Edwarda Lee na polski rynek uważam wlaśnie za trzecie wydarzenie roku.

Tym samym czekam na Polcon i wizytę pisarza w Polsce oraz jego nowa powieść „Creekers” i to by było na tyle jeśli chodzi o nowy rok. Niech mnie zaskoczy.

Piotr Pocztarek

Nowi autorzy na polskim rynku i wielkie powroty

Bardzo cieszy mnie to, że na półkach rodzimych księgarń zaczynają pojawiać się wreszcie nowe pozycje wybitnych autorów, którzy do tej pory albo grzali ławę, albo nawet nie byli w ogóle wydawani. Zabłysnął Jack Ketchum, którego monumentalna antologia opowiadań „Królestwo spokoju” pojawiła się na rynku za sprawą Wydawnictwa Replika. Powrócił Ramsey Campbell, mocne wejście zrobił Edward Lee. Radują serce również wznowienia hitów Grahama Mastertona sprzed lat. „Diabelski kandydat”, „Dom szkieletów” i „Krzywa Sweetmana” to perełki, których do tej pory można było szukać jedynie na Allegro i w antykwariatach, tymczasem ich nowe wydania robią ogromne wrażenie. Zwłaszcza okładkowa ilustracja do tej pierwszej książki absolutnie wymiata.

Polska książka o Grahamie Mastertonie

Ryzykując ABS (Absolutny Brak Skromności), wspomnę o książce „Masterton. Opowiadania. Twarzą w twarz z pisarzem”, którą miałem przyjemność napisać z Robertem Cichowlasem i Grahamem Mastertonem. Sam fakt, że światowa gwiazda horroru wyraziła zgodę na to, by dwóch Polaków napisało o nim książkę, jest znamienny. Brytyjczyk dorzucił do tego obszernego tomu sporo od siebie, a także przyjechał do Polski, by ów tytuł promować. To pokazuje, jak silna jest pozycja tego pisarza w Polsce i jak bardzo rozwija się u nas gatunek zwany horrorem.

Gwiazdy horroru w Polsce

Rodzime imprezy nie tylko ewoluują i zmieniają się na lepsze, ale przede wszystkim jest ich coraz więcej. Graham Masterton w naszym kraju to żadna nowość, wszak bywał kiedyś co cztery lata, a teraz przylatuje co dwa. Ale już Jack Ketchum, Ramsey Campbell czy Edward Lee to autorzy, o których jeszcze kilka lat temu moglibyśmy tylko pomarzyć. A będzie jeszcze lepiej. Czekamy na pierwszą osobę, której uda się ściągnąć do Polski Stephena Kinga.

Premiera „Sali samobójców”

Na początku tego roku do kin wszedł film Jana Komasy „Sala samobójców”, który okazał się największą niespodzianką. Dziwny trailer, koszmarny plakat i doskonaly film, który jak żaden inny polski obraz wyprał mi mózg. To chyba najlepsza polska produkcja od czasów „Wesela” Wojciecha Smarzowskiego, a składają się na nią: genialne kreacje aktorskie, fantastyczna muzyka, zdjęcia, animacje i bardzo mocny finał. Wyszedłem z kina wstrząśnięty, jakbym przeżył katharsis. Oby więcej takich filmów, które wyprowadzą polską kinematografię z kompleksów.

Powrót Ghostface Killera

Wes Craven powrócił w wielkim stylu. 11 lat czekania na „Krzyk 4” w końcu się opłaciło, okazało się bowiem, że legendarny reżyser potrafi wykrzesać jeszcze ze z pozoru wyświechtanej formuły całkiem sporo. O ile w oryginalnej trylogii bawił się konwencją horroru, teraz można stwierdzić, że bawił się zabawą z konwencją.

 

Rok 2012 zapowiada się całkiem zacnie dla miłośników horroru. Światło dzienne ujrzy wiele nowych książek znanych autorów, a także tych, którzy swoją popularność zdobyli w Polsce dopiero w tym roku. Czeka nas też tradycyjnie cała masa remake’ów, rebootów i sequeli filmowych – nowy „Spider-man”, ostatni „Batman” Nolana, piąta część „Scary movie”, „Prometheus” od Ridleya Scotta, kolejny „Resident Evil”, nowe „Teksańska masakra” i „Halloween”, obligatoryjnie w 3D. Nic tylko się cieszyć.

 

Paweł Deptuch

Ostatnimi czasy wypadłem trochę z obiegu, więc w żołnierskich słowach napiszę co mi się podobało w mijającym/minionym 2011 roku. Wielki plus to wizyta Ramseya Campbella we Wrocławiu, człowieka, który wzniósł literacki horror na piedestał, a z którym polscy czytelnicy nie mieli do tej pory większej styczności. Era Stephena Kinga, jako wyłącznego mistrza horroru już dawno przeminęła, i dobrze, że i nasi rodacy mogą się teraz o tym przekonać za sprawą kolejnych książek tego autora.

Jeszcze większy plus to dwie pozycje komiksowe, które prawdziwy miłośnik horroru nie powinien w żaden sposób pominąć. Mowa o „Uzumaki” Junji Ito – albumie równie surrealistycznym, porąbanym, przerażającym i wkręcającym, co wielkim gabarytowo – prawdziwej perle wszelakiej grozy; oraz „Detektywie Fell” Warrena Ellisa i Bena Templesmitha traktującym o miasteczku Snowtown, które jest bardziej popieprzone niż Twin Peaks i Basin City razem wzięte.

Cieszy mnie również, że na nasz rynek powoli wkrada się Bizarro, gatunek, który mnie osobiście zauroczył – nielogiczny, dziwaczny, niegrzeczny i szalony. Po udanym debiucie w tym roku, liczę na większą ekspansję w roku przyszłym.

Co do przyszłego roku to czekam na Polcon. Zarówno dla Wrocławia jak i dla mnie będzie to pierwsza tak duża impreza, ale obserwując wzrastającą jakość Dni Fantastyki w tym mieście, jestem spokojny o wysoki poziom imprezy. A i czekam też na „Gyo” czyli kolejny przerażający horror od Junji Ito, który ma ukazać się nakładem J.P.F.