Dziwki Michela Fabera

Zastanawia Was pewnie, czemu na łamy Carpe Noctem trafiła powieść obyczajowa. Otóż powiedzieć o „Szkarłatnym płatku i białym” Michela Fabera, że jest powieścią obyczajową to jak nazwać „Pięćdziesiąt twarzy Greya” romansem. Nastoletnia Sugar pracuje na brudnych ulicach wiktoriańskiego Londynu, a jej losy opisuje monumentalna, licząca przeszło osiemset stron książka. Dodajmy jeszcze – naturalistyczna, bezpruderyjna i kipiąca od seksu. Powieść ta miejscami jest bardziej paskudna i przerażająca od niejednego horroru. I choć nie ma w niej fantastycznych potworów czy brutalnych morderstw, gęstą atmosferę i wszechobecną brzydotę można śmiało porównać do powieści gotyckich.

Jeden z recenzentów napisał, że powieść Fabera pod jednym względem niczym nie przypomina pisarstwa czasów wiktoriańskich[i]. Miał na myśli otwartość w sprawach seksu, która charaktreryzuje raczej nasze czasy. Faber nie tylko nie stroni od naturalistycznych opisów przeróżnych aktów seksualnych, ale wręcz się w nich lubuje, odmalowując je z niebywałą precyzją oraz… fantazją. A w końcu to pruderyjność społeczeństwa wiktoriańskiego zainspirowała Freuda do wysnucia teorii o represji wspomnień. I faktycznie, gdy przyjrzeć się bliżej światu Fabera trudno się dziwić ojcu psychoanalizy. Z jednej strony jest to prawdziwy złoty wiek prostytucji, bowiem w tym czasie w Londynie na jednego mężczyznę przypadało aż dwanaście upadłych kobiet. A z drugiej sztywne zasady życia rodzinnego i kulturalnego nie tylko spychały sprawy seksu na margines, ale wręcz w ogóle zakazywały poruszania tego tematu. Widać to zwłaszcza w postaci Agnes, cierpiącej na poważną chorobę umysłową żony Williama Rackhama. Dziewczyna otrzymała doskonałe wykształcenie, zna dwa języki obce, potrafi tańczyć, szyć i grać na fortepianie, ale nie ma pojęcia, dlaczego raz na jakiś czas wypływa z niej krew. Jej zdaniem to choroba, która za każdym razem może doprowadzić do jej śmierci. Fantazjuje ciągle o swoim ciele astralnym, które przyjmie po Sądzie Ostatecznym, a okazuje się ono dla niej idealne głównie dlatego, że nie ma obrzydliwego owłosienia łonowego. Agnes urodziła dziecko, ale zaprzecza jego istnieniu i wyparła z pamięci każdy ślad po przebytej ciąży.

Jej przeciwieństwem jest główna bohaterka książki, czyli Sugar – młodziutka, chudziutka prostytutka parająca się swoim fachem praktycznie od dziecka (w tamtych czasach prawo pozwalało uprawiać seks z dwunastolatkami). Sugar nie jest ładna, a do tego  cierpi na chorobę, przez którą jej skóra nieustannie wysycha i złuszcza się. Jej przypadłość jednak nie tylko nie obrzydza, ale wręcz intryguje i podnieca klientów. Dziewczyna słynie z tego, że jest otwarta na wszelkie propozycje – właśnie dlatego trafia do niej William. Ale o jej niezwykłości świadczy przede wszystkim to, że jest diabelnie inteligentna i oczytana, a swoich klientów potrafi godzinami zabawiać… rozmową. Faber lekką ręką kreśli Sugar jako kobietę wyzwoloną, która wyprzedza swój czas – nie potrafi znieść dominacji mężczyzn, których uważa za przyczynę wszelkich nieszczęść.

Przy tym Faber nie stroni od groteski i ironii, a wiele drugoplanowych postaci „Szkarłatnego..” to barwne karykatury. Starszy brat Williama, Henry, jest człowiekiem niebywale religijnym i panicznie boi się swoich popędów seksualnych. Do tego stopnia, że w głębi duszy uważa się za niebezpiecznego dla młodych dziewcząt potwora. A przecież nie ma za sobą jeszcze żadnego fizycznego kontaktu z kobietą. Onanizuje się tylko i pali w kominku brudne chusteczki niczym dowody zbrodni. Z kolei pułkownik Leek wykrzykuje co chwilę historie o najgorszych katastrofach i największych zbrodniach, przewidując bliski upadek człowieka. Właścicielka burdelu, Pani Castaway, wkleja do zeszytu wizerunki Marii Magdaleny, które wycina z przeróżnych książek, broszur i czasopism. Przy plejadzie takich postaci jedyna oficjalnie uważana za wariatkę bohaterka nie wypada szczególnie źle…

Wspomniany wcześniej recenzent nazwał powieść Fabera „penetrującą” i faktycznie ten przymiotnik świetnie oddaje treść i ton „Szkarłatnego…”. Pisarz nie tylko niezliczoną ilość razy zagląda kobietom pod spódnice, ale też pokazuje swoich bohaterów w najbardziej intymnych sytuacjach. „Jej brzuch przeszywają szpice bólu, a każdy cal skóry pokrywa zimny pot; w rozpaczliwym pośpiechu dziewczyna zarzuca suknię na pochylone plecy,ściąga majtki i obnaża pośladki, mokre i śliskie niczym obrana ze skórki gruszka” (s. 786). Wiele dialogów między Sugar i Williamem dzieje się podczas ich miłosnych igraszek, a jedną z takich rozmów kończy Faber dość obrazowo: „Potem, kiedy z trudem wzbudzony penis Williama kurczy się do rozmiarów niedopałka, Sugar naciska go dalej w nadziei, że wydobędzie z kochanka jeszcze coś” (s. 304). Jednak penetracja ta nie oszczędza umysłów. Dzięki szczegółowej, rozwlekłej wręcz manierze pisarskiej Fabera jesteśmy w stanie poznać najskrytsze myśli postaci, także w czasie seksu: „To dziwne, ale kiedy trzymała go w ustach, wydawało mu się, że jest bezzębna tymczasem teraz, w jej cipie, sztywne fałdy ciała obcierają delikatną żołądź” (s. 125). Czasem jednak pozwala nam zajrzeć do głów bohaterów, by pokazać myśli bardziej ironiczne, tak jak wtedy, gdy Sugar zastanawia się, czy w pisanej przez niej powieści krew gentlemana powinna uchodzić, lać się, wypływać, wyciekać czy chlustać, a w końcu decyduje się na rzygać (s. 203).

Opowiadaniom z „Jabłka” w większości brakuje już tej pikanterii, a sprawy seksu schodzą tam na drugi plan. Jeden tylko tekst zasługuje na szczególne wyróżnienie, a na prawdziwą ironię zakrawa fakt, że główną jego bohaterką jest Clara. Znana ze „Szkarłatnego…” pokojówka Agnes niestety (a może stety) skończyła jako ulicznica. Faber zarzekał się, że nie napisze kontynuacji powieści, ale dzięki tekstom ze zbioru czytelnik ma okazję sporo dowiedzieć się o dalszych losach bohaterów. Nawet jeśli brakuje w tych opowieściach szczegółów, a więcej miejsca poświęca się raczej nowym postaciom. Zresztą na tle zarówno samego „Szkarłatnego…”, jak i innych opowiadań Fabera, „Jabłko” wypada dosyć blado. Zdaje się, że autor postanowił je napisać wyłącznie po to, by jeszcze przez moment nie rozstawać się z bohaterami, których tak długo śledził w powieści. Choć trudno mi wyobrazić sobie, by nie miał ich dosyć po napisaniu ponad ośmiuset stron naturalistycznego opisu ich życia.

Faber epokę wiktoriańską najwyraźniej poznał w najmniejszych szczegółach, a jednak jest pisarzem na wskroś współczesnym. Rozprawia się z Anglią tamtych czasów, bez ceregieli wytykając jej brud, biedę, zakłamanie i przerażające niemal nierówności społeczne. A te dla nas i dla samego autora – ludzi żyjących w dobie głoszonej wszędzie poprawności politycznej i równouprawnieniu – są wręcz szokujące. Na przeszło ośmiuset stronach swojej powieści Faber przelał potężną jak na powieść obyczajową ilość nasienia, krwi i moczu, dbając przy tym sumiennie o realizm historyczny. Wręcz zbyt sumiennie. Żeby odmalować stan umysłów bohaterów, Faber opisał ich myśli w tak szczegółowy sposób, że jego styl  stał się niezwykle rozwlekły. Dlatego chociaż jego powieść ma ponad osiemset stron, wyjątkowo nie boję się o ekranizację. BBC postanowiło przedstawić „Szkarłatny płatek i biały” w postaci czteroodcinkowego mini serialu. I wydaje się, że nawet przy niezbyt drastycznych cięciach ta sztuka mogła się udać. Choć przyznać trzeba, że pewnych walorów powieści i tysiąca przeróżnych smaczków przenieść się jednak nigdy nie uda, a i telewizja nie zniesie tyle seksu i naturalistycznego brudu. Nawet sama Sugar trochę wyładniała i jej usta są ledwo blade, a nie spękane i łuszczące się…



[i] http://www.telegraph.co.uk/culture/tvandradio/8432885/The-Crimson-Petal-and-the-White-a-Victorian-horror-story-too-big-for-the-small-screen-review.html

Cytaty pochodzą z wydania Świata Książki w twardej okładce (Warszawa 2007).