Dialog na temat grozy

Kazek Kyrcz: Cztery lata to nie w kij dmuchał! Gdyby serwis Carpe Noctem był dzieciakiem, mógłby śmiało ruszać do przedszkola. I z pewnością zaliczono by go do grona najlepiej rozwiniętych i wszechstronnie zorientowanych przedszkolaków.

Dawid Kain: Tak, Carpe rośnie ładnie, ząbki ma coraz ostrzejsze, obejmuje coraz więcej książek patronatem medialnym, a ludzie związani z tym serwisem starają się promować grozę na lewo i prawo. Ostatnie lata uświadomiły mi jednak, że na swoistą eksplozję tego gatunku jeszcze jest u nas nieco za wcześnie. Nie będzie to jak z punk rockiem na Wyspach, dawno temu; dzieciaki nie wpadną nagle na salony z piłami mechanicznymi i kieszeniami wypchanymi Mastertonem czy Kingiem. Proces popularyzacji horroru literackiego nie przebiega ekspresowo, ale może za to przynieść trwałe efekty. Bo raz poznane makabry lubią potem do nas wracać, przyprawiając o miły dreszczyk. Nawet u siebie zauważyłem jakiegoś rodzaju flashbacki; po skończeniu powieści Faulknera i Herty Mueller kupiłem – ni z dyni ni z czachy – „Powrót Krabów”.

KK: To chyba nie tylko wyraz sentymentu, ale przykład ogólnej tendencji. Coraz więcej wydawnictw zabiera się bowiem za publikację książek z interesującego nas gatunku, mało tego – przestaje to być czymś wstydliwym. Wystarczy wspomnieć choćby „Groteskę” głównonurtowego Patricka McGratha, okładkę której opatrzono dopiskiem… „współczesna powieść grozy”.

DK: Rzeczywiście, w księgarniach półki działu Horror mają się już pod czym ugiąć. Kiedyś było tylko kilka nazwisk, teraz jest tego zdecydowanie więcej. Jedynie co bardziej nieśmiali polscy wydawcy zamiast nazwać rzecz po imieniu, piszą na odwrotach okładek teksty w stylu: „thriller z elementem nadprzyrodzonym”, albo: „kryminał z dodatkiem magii”. Ale dni takich kwiatków są policzone, bo rozpowszechnianie gatunku zatacza coraz szersze kręgi, w czym z pewnością pomoże powstanie pisma, a konkretnie…

KK: CZACHOPISMA! Czyli czegoś na co fani grozy czekali od wielu, wielu lat. Pierwszy numer niedawno trafił do sprzedaży, a sądząc po jego zawartości, a także wysmakowanej szacie graficznej, jestem przekonany, że pozycja ta ma szanse na stałe zagościć w naszych planach zakupowych. Zresztą, to czy Czachopismo utrzyma się na rynku, będzie w pewnym sensie probierzem tego, na ile liczne i zdyscyplinowane jest grono miłośników horroru w naszym kraju. Nie chcę tu oczywiście nikomu grać na ambicjach, ale wydaje mi się, że jeśli ktoś lubi narzekać, że nie ma nic ciekawego do czytania, a jednocześnie nie wysupła trzech szósteczek (bo taka jest cena Czachy), to lepiej, żeby nie siał defetyzmu.

DK: Należy więc z optymizmem patrzeć w przyszłość, bo jaka by ona nie była – stechnicyzowana czy postapokaliptyczna – miejsce dla grozy, dla serwisu Carpe Noctem, dla ludzi lubiących przyspieszony skurcz pikawy i przyjemny dreszczyk zawsze się znajdzie.

KK: Na koniec, bo pisanie o serwisie poświęconym przede wszystkim mrocznym aspektom ludzkiej duszy do czegoś zobowiązuje, pozwolę sobie na zadanie tematycznej zagadki: – Co można robić w trumnie?
No i na udzielenie odpowiedzi:
– Rozkładać się wygodnie!

Czego sobie i wszystkim zainteresowanym życzą Dawid i Kazek.