KP #57: Czy literki mogą straszyć

Mamy dla Was nagranie z drugiego panelu przygotowanego przez redakcję Carpe Noctem na tegorocznym Pyrkonie. Przyczyny naszej chęci do sięgania po horror szukali Agnieszka Brodzik, Szymon Cieśliński, Michał Rakowicz oraz Piotr Kulpa, autor cyklu „Pan na Wiesiołach”.
Przepraszamy za jakość nagrania, niestety warunki nie rozpieszczały. Mamy nadzieję, że przy odrobinie dobrych chęci da się wszystko zrozumieć. Michał prosi też o przymknięcie oka na mała wpadkę: oczywiście autorem „Wampira” jest Reymont ;)

  • maszynistaGrot

    Bardzo ciekawa dyskusja. Co najbardziej zapamiętałem, ktoś zauważył wyższość grozy książkowej od filmu – rzeczywiście zgadza się iż książka bardziej działa na naszą wyobraźnie a w filmie mamy narzuconą wizje reżysera. Sam jestem od dłuższego czasu fanem literatury podczas gdy jeśli chodzi o przekaz video to nie pamiętam kiedy ostatnio jakikolwiek film fabularny oglądałem w całości, niekoniecznie horror, choć dawniej było zupełnie odwrotnie…

    Jednak będąc obiektywnym muszę wskazać jedno kryterium, atut które ma film a którego książka jest pozbawiona. Chodzi o muzykę, co ma szczególne znaczenie przy horrorach. Nastrojowa muzyka potrafi wybornie wzbudzić, spotęgować grozę – przypomnijcie sobie punkt kulminacyjny w ,,Psychozie” Hitchcocka pod prysznicem czy choćby fenomenalny podkład muzyczny do wspomnianego w podcaście ,,Dziecka Rosemary”(kołysanka Krzysztofa Komedy).

    Zatrzymajmy się chwile przy tym drugim arcydziele. Podkreślam to przy każdej okazji i zrobię to ponownie – świetna książka i świetny film co niestety rzadko się generalnie zdarza. W debacie zostało podkreślone iż powrót po latach do tej samej książki nie robi takiego wrażenia – zgadzam się, jakiś czas temu ponownie przeczytałem Dziecko…, i już efekt był dużo mniejszy. Co nie zmienia faktu że książka wyborna i mam zamiar jeszcze w tym roku ją po raz trzeci przeczytać bo jest wyborna.

    Zaakcentowane zostało że czytając jakąś książkę skupiamy się na pewnym fragmencie i później gdy do niej wracam mamy jakby inne odczucia, co innego zapamiętujemy, coś co nam za wcześniejszym czytaniem umknęło. Świetne spostrzeżenie, – osobiście jest to jeden z powodów dla których sięgam po tę samą książkę wielokrotnie. Oczywiście nie jest to reguła, ma zastosowanie do wybitnych tytułów – niektóre powieści są tak słabe że nawet jeden raz to za dużo aby je przeczytać.

    Dobra chyba za bardzo odleciałem, miało być o grozie:) Zapamiętałem z dyskusji wątek metafizyczny – zgadzam się że przy horrorach robi niesamowite wrażenie. Na mnie również podobnie jak na jednym z referentów duże wrażenie zrobiły opowiadanie Wojciecha Guni, przepełnione metafizyką, czymś niedookreślonym, niepoddającym się zmysłowemu poznaniu.

    Także jak było powiedziane element psychologiczny jest ważny w zbudzaniu grozy. Świetnym przykładem może tu być powieść „W kleszczach lęku” Henry Jamesa – praktycznie zero fantastyki, zero przemocy, zero opisów nawiedzonych miejsc a sama psychologia…i straszy mimo wszystko.

    • Agnieszka Brodzik

      Tak apropo powrotu do czytanych niegdyś książek… W zasadzie nigdy tego nie robię, bo mi szkoda czasu, ale ostatnio jestem pod wrażeniem twórczości Johna Ajvide Lindqvista i kusi mnie, żeby wrócić do jego „Wpuść mnie”, które kiedyś średnio mi się podobało. Może teraz inaczej bym je odebrała? Ale znowu, chyba wolę na razie poznać te dwie książki z jego bibliografii, których jeszcze nie czytałam… ;)

      • maszynistaGrot

        To taki mały przewrotny argument. Dlaczego ludzie w świeta masowo ogladają ,,Kevina samego w domu”? Czy nie powinno im być szkoda czasu skoro juz kilka jak nie kilkanaście razy ten film widzieli? Raz podobno jak polsat miał nie puścić filmu w Boże Narodzenie to pojawiły się protesty:)

        • Agnieszka Brodzik

          Dla mnie to nie jest argument, bo ja właśnie filmów też raczej nie oglądam kilkukrotnie ;) Czasami mi się to zdarzy, ale wtedy często ze względu na towarzystwo albo potrzebuję tła do jakiegoś innego zajęcia ;) Nie wyobrażam sobie oglądania po raz enty ulubionego serialu, choćby nie wiem jak mi się podobał. Między innymi z tego powodu nigdy nie powiedziałabym, że jestem geekiem ;)

          • Mnie się zdarza wracać do jakiś lektur, ale tylko wtedy, gdy wiem, że ma ona do zaoferowania coś, czego jeszcze nie znalazłem. Taka typowa popowa beletrystyka chyba tylko, jeśliby była dla mnie wybitnie ważna. Za to pewnie „Teatro Grottesco”, „Golema”, „Xiędza Fausta” i podobne rzeczy jeszcze będę męczył nie raz. No i jest kilka tytułów, do których lubię wracać po prostu z powodu komfortu czytelniczego: „Hobbit” czy „Harry Potter” to coś, czego nawet już nie traktuje jako literatury, tylko kawę i ciastko ;)