Akademia Literatury Popularnej #1

Literatura popularna kojarzy się przede wszystkim z niezobowiązującymi czytadłami, które mają dostarczyć rozrywkę i przyjemnie wypełnić czas. Sceptycy posługują się nawet określeniem „literatura niska”, by podkreślić brak wartości artystycznych, ideowych lub – co gorsza – jakichkolwiek w ogóle. Aby obalić te krzywdzące osądy, ruszamy na Carpe Noctem z nowym cyklem artykułów napisanych pod wspólnym szyldem: „Akademia Literatury Popularnej”. Każdy tekst z tej serii będzie traktować o wybranym dziele z literatury masowej i ukazywać go pod kątem badań krytyczno-literackich. Tutaj ważna uwaga: analizowane będą całe utwory, więc oczywiste jest, że pojawiać się będą w naszym cyklu mniejsze lub większe spoilery. Będziemy jednak dokładali starań, by osłabić ich „siłę rażenia”.

Wybór przedstawianych książek nie jest przypadkowy – będą to pozycje omawiane na zajęciach dotyczących właśnie literatury popularnej, które odbywają się na pewnym sympatycznym uniwersytecie. Pierwsze kilka części cyklu będą więc niejako „odgórnie” zdeterminowane i będą to teksty zawierające w sobie wnioski wyciągnięte na ćwiczeniach, informacje zawarte w różnych artykułach naukowych oraz osobiste przemyślenia niżej podpisanego. Nie znaczy to jednak, że seria zakończy się wraz z końcem semestru akademickiego: jeżeli spodoba się naszym czytelnikom, to będzie ona kontynuowana. Możliwe będzie nawet pisanie tekstów na zamówienie: jeżeli ma ktoś książkę, w którą chciałby wniknąć głębiej, będzie mógł podsunąć ją jako temat następnej części. Warto jednak opuścić przyszłość i skupić się na dzisiejszej powieści.

Zachowując chronologię zajęć, powinienem dziś pisać o Nigdy w życiu Grocholi, jednak pominę tę naprawdę dobrą (!) powieść, by przejść do kolejnej pozycji, bardziej wpisującej się w zainteresowania Carpe. Mowa tutaj o Eryniach Marka Krajewskiego – kryminale otwierającym cykl o komisarzu Popielskim, łapiącym przestępców w przedwojennym Lwowie. Zanim jednak skupię się na samej powieści, napiszę kilka słów o gatunku kryminału, który wbrew pozorom nie jest jedynie pretekstem do opisywania makabrycznych widoków czy snucia zapętlonej intrygi, ale jest też – a może nawet przede wszystkim – świadectwem antropologicznym.

Powieść kryminalna jest prawdziwą skarbnicą detali. Mariusz Czubaj w swoim doskonałym studium gatunku Etnolog w mieście grzechu mnoży przykłady, gdzie tło historyczno-kulturowe kryminałów jest lepszym dokumentem opisującym sytuacje społeczne niż niejeden podręcznik do historii. Można tu wspomnieć choćby Morderstwo odbędzie się… Aghaty Christie, w którym pozornie błaha rozmowa w domu panny Blacklock, dotycząca rozpalania ognia w kominku, nie tylko sytuuje fabułę w określonym miejscu i czasie, ale oddaje też nastroje społeczne: akcja powieści ma miejsce tuż po II wojnie światowej, kiedy to w Anglii panowało ograniczenie obrotu m.in. węglem, a ludzie żyli w nieustannym poczuciu trwogi i lęku przed utratą kruchej stabilizacji po wyniszczającej wojnie.

Takie szczegółowe zarysowanie realiów nazywa Czubaj „upadkiem w czas” i jest to jeden z najważniejszych elementów, który sprawia, że powieść kryminalna może zainteresować niejednego antropologa. Nie jest to oczywiście jedyny powód ku temu. Drugim jest fakt, że kryminał jest „gatunkiem zmąconym”, o nieostrych i nachodzących na siebie granicach. Jest to efekt zmian zachodzących w kulturze współczesnej, gdzie postmodernizm bardzo intensywnie miesza ze sobą różne formy dyskursu, stawia nacisk na intertekstualność i burzenie czystości gatunkowej. Szczególnie dobrze to widać na przykładzie Juliana Symonsa, który pytany o ulubiony kryminał, wskazuje Zbrodnię i karę Dostojewskiego, czy Henninga Mankella, który jako swoje ulubione „krwawe utwory” wskazuje… Makbeta oraz Jądro ciemności. Dzięki owemu zniesieniu granic kryminały wciąż mieszają się z różnymi gatunkami, a ich ulubionymi są – jak mogłoby się wydawać – eseje historyczne i kulturowe.

Mimo tej hybrydyzacji, badacze starali się uporządkować jakoś ten cały miszmasz, jakim są kryminały, i wysunęli kilka propozycji, jak można zaklasyfikować tę literaturę. Jedną z nich jest klasyfikacja Carla D. Malmgrena, wedle której mamy do dyspozycji trzy modele: mystery, detective oraz crime. Pierwszy z nich skupia się na sposobie przedstawiania świata w sposób spokojny, logiczny, bez wywoływania żadnych spięć z rzeczywistością – ot, mamy po prostu w miarę obiektywnie zarysowane tło historyczno-kulturowe, bez żadnych prób przewartościowania go. Druga odmiana, detective, nie jest już tak wygładzona, mamy tu bowiem postać detektywa, która przełamuje z góry narzucone konwencje – jest on moralizatorem i burzycielem przyjętych norm społecznych, a jego wizja świata kłóci się z tą ogólnie przyjętą. Crime z kolei obejmuje te kryminały, gdzie największa uwaga skupiona jest na czarnym charakterze: tutaj na drugi plan schodzą szczegółowe realia oraz postać detektywa, a nacisk położony jest na psychopatów i zbrodniarzy, by ukazać, co w człowieku może czaić się najgorszego.

Erynie Marka Krajewskiego wpisują się bezsprzecznie w drugi z wymienionych modeli, czyli detective. Komisarz Edward Popielski jest bez wątpienia postacią, która zapada w pamięć i której zachowanie odbiega od przyjętych standardów. Jest to policjant, który nie dba o hierarchię w służbach stojących na straży prawa, brata się z przestępczym półświatkiem, by rozwiązać daną sprawę, oraz regularnie korzysta z uroków domów publicznych. Te wszystkie kontrowersyjne cechy nie przeszkadzają mu jednak w byciu kochającym dziadkiem i troskliwym ojcem. Krajewski nadał swojemu bohaterowi jeszcze jeden rys, który wyróżnia go z tłumu: Popielski jest epileptykiem, w związku z czym prowadzi nocny tryb życia, a za dnia unika światła, które wywołuje u niego ataki padaczki. Jakby tego było mało, komisarz czasami wykorzystuje swoją chorobę do śledztwa: halucynacje epileptyczne traktuje nieraz jako wskazówki dotyczące sprawy, którą prowadzi lub nadaje im nawet charakter profetyczny, widząc w nich swoiste przepowiednie przyszłości.

Na Popielskiego warto zwrócić uwagę też ze ściśle antropologicznego punktu widzenia. Mowa tutaj o kategoriach siatki oraz grupy, które są najważniejszymi pojęciami w teorii antropolożki Mary Douglas. Wymiar siatki jest miarą skrępowania przez ogólnie przyjęte normy. Znajdować się nisko na tej osi pionowej, to mieć swobodę działania, natomiast wysokie umiejscowienie na niej jest wtedy, kiedy jesteśmy mocno skrępowani przez funkcje pełnione w społeczeństwie. Wymiar grupy zaś wskazuje na jej spójność: na początku osi poziomej są indywidualiści, którzy nie lubią współpracy, zaś na jej końcu ludzie, którzy najlepiej sprawdzają się w pracy zespołowej. Jak zastosować to do kryminału? Oto grafika przedstawiająca osie (za Czubajem).

Gdzie można umieścić w niej Popielskiego? Najodpowiedniejsza wydaje pierwsza ćwiartka przedstawionego wyżej wykresu. Znajduje się on na wysokim punkcie osi siatki, ponieważ jego działania są w dużej mierze podejmowane przez pryzmat jego rodziny. Stara się on być odpowiedzialnym dziadkiem i ojcem, chce zapewnić swoim bliskim jak najlepszą ochronę. Jednocześnie jest to zatwardziały indywidualista, który nic nie robi sobie z pracy grupowej czy współdziałania. Nie chodzi tylko o grunt zawodowy, ale też prywatny: mimo całego swojego poświęcenia dla rodziny, trzyma ją twardą ręką – to on podejmuje decyzje, nie przyjmuje kompromisów, jest szefem swoich bliskich.

Mimo że fabuła Erynii jest mocno naznaczona osobowością Popielskiego, nie znaczy to, że pozbawiona jest obiektywnych realiów, dzięki którym staje się klasycznym przykładem „upadku w czas”. Przedwojenny Lwów ukazany został z godnym pochwały pietyzmem – Krajewski jest jednym z tych pisarzy, których można czytać z mapą w ręku, by porównać, jak topografia powieści ma się do rzeczywistości. Ponadto ważne są też nastroje społeczne: autor dobrze oddał klimat zbliżającej się wojny, a także zacofany antysemityzm – początkowo o morderstwo małego chłopca podejrzewano lwowskich Żydów, co jest dokładnym ukazaniem obecnej jeszcze wtedy zaściankowości. Może się to wydawać szokujące, ale nawet w XX wieku istniały grupy społeczne, które nadal wierzyły, że Żydzi mordują chrześcijańskie dzieci, by ich krew wykorzystać do wypiekania mac.

Jeżeli kryminał ma być świadectwem antropologicznym, warto się zastanowić, czy mówi nam on coś o naturze ludzkiej. Co więc o człowieku mówią nam Erynie? Na pierwszy plan wysuwa się dość ciężki do rozstrzygnięcia dylemat: ile jesteś w stanie uczynić zła, by uzyskać jakieś wyższe dobro? Pytanie to przewija się nieustannie przez karty powieści: Popielski, by rozwiązać sprawę, wchodzi w konszachty z lwowskimi przestępcami. Czarny bohater popełnia morderstwa, by – jak się potem okazuje – zapewnić godne życie swojemu ukochanemu synowi. Najbardziej drastyczna wersja tych rozważań ukazana jest na końcu powieści: Popielski doprowadzony jest do ostateczności, bo morderca porwał jego wnuka. By wydusić decydujące zeznania z pewnego mężczyzny, zabiera jego niepełnosprawnego syna do cyrku, umieszcza na scenie między innymi dziwakami i za pomocą bata odgrywa przed przerażonym ojcem scenę przedstawienia cyrkowego, grożąc, że jeżeli ten nie odpowie na pytania, wystawi jego syna na publiczne pośmiewisko. W tym momencie nienawidzi się Popielskiego. Jest to jedna z najmocniejszych scen, jakie zdarzyło mi się przeczytać i myślałem wtedy, że gdybym dorwał komisarza w swoje ręce, obiłbym mu „mordę” bez najmniejszego wahania. Jednak zaraz potem przyszła refleksja: ciekawe, jak ja bym się zachował, gdyby od tych zeznań zależało życie mojego wnuka.

Erynie są też bardzo ciekawe pod względem konstrukcji fabuły, ale o tym napiszę ledwie kilka słów, bo nie ma to nic wspólnego z motywem przewodnim, czyli ukazaniem kryminału jako świadectwa antropologicznego. Krajewski ukończył filologię klasyczną i widać to doskonale w jego powieści. Odwołanie do mitologicznych erynii jest bardzo wyrafinowane – autor w sposób sprawny, ale nie łopatologiczny, zarysowuje w powieści problem zemsty oraz poczucia winy. A mając na uwadze fakt, że poza ogromną erudycją i świadomością gatunkową ma też smykałkę do tworzenia niesamowicie zapętlonych intryg, Erynie jawią się jako powieść, którą musi przeczytać każdy fan kryminałów.

Mam nadzieję, że spodobało Wam się pierwsze spotkanie w Akademii Literatury Popularnej. Następne już za tydzień, a wtedy na warsztat weźmiemy jedną z najbardziej cenionych powieści współczesnej fantastyki: Inne pieśni Jacka Dukaja.

—–

Bibliografia:

M. Czubaj, Etnolog w mieście grzechu. Powieść kryminalna jako świadectwo antropologiczne, Gdańsk 2010.

J. Thorwald, Stulecie detektywów. Drogi i przygody kryminalistyki, Kraków 2009.

Akademia Literatury Popularnej #1
Przewiń na górę