6 najokrutniejszych baśni

Baśnie nie były takie, jakie się je obecnie maluje. Zamiast uroczych opowieści z morałem i może, okazjonalnie, niewielką dawką groteski czy makabry, mamy do czynienia z tekstami, które, po pierwsze, potrafią diametralnie się od siebie różnić atmosferą – niektóre faktycznie zdają się służyć za wesołe opowiastki dla dzieci, inne jednak wyraźnie miały zabawiać rodziców – a po drugie, jakby oceniać je z naszej perspektywy, wypadają… wyjątkowo dziwacznie. Najlepszym przykładem jest baśń o dzieciach, które bawiły się w rzeźnię. Kończy się śmiercią wszystkich członków rodziny w stylu rodem z antycznej tragedii: brat podrzyna gardło bratu udającemu świnię, matka ze złości zabija syna-mordercę, w tym czasie tonie niedopilnowane trzecie dziecko, a na koniec matka i ojciec z rozpaczy popełniają samobójstwo. Powodzenia w opowiadaniu tej historii dzieciom. A teraz zostawiam Was z sześcioma innymi baśniami, które mogłyby makabrą konkurować ze współczesnymi horrorami.

Drzewo jałowca

Przerażająca baśń, w której zła macocha najpierw pozbawia przybranego syna głowy, spuszczając mu na nią ciężkie wieko skrzyni, a potem sadza go na fotelu, przywiązuje mu głowę z powrotem do szyi i wkłada jabłko do ręki. Każe córce poprosić brata o owoc, a jeśli nie będzie chciał oddać, najlepiej wymierzyć mu kuksańca w ucho. Gdy głowa odpada, przerażona córka biegnie powiedzieć o tym matce, a ta postanawia… porąbać ciało chłopca na kawałki i nagotować z niego gulaszu, a następnie – tak! dobrze się domyślacie! – podać ojcu, któremu gęsty od soczystych kawałków mięsa gulasz bardzo smakuje. Zjadanie dzieci to częsty motyw w baśniach, o czym się zaraz przekonacie.

 

Mała syrenka

W tej bardzo znanej baśni Hansa Christiana Andersena mamy do czynienia z nieco mniej „bajkową” historią niż w wersji spopularyzowanej przez Disneya. Okazuje się, że chodzenie na świeżo zyskanych nogach nie jest łatwe ani przyjemne – wręcz przeciwnie, powoduje ogromny ból. W dodatku syrenka może uratować się tylko przez zabicie księcia (który, notabene, ożenił się z inną), lecz nie robi tego i zostaje zmieniona w morską pianę.

Ptak Fitchera

Tutaj mamy do czynienia z wariacją na temat przyszłego męża, który okazuje się trzymać w zamkniętym pomieszczeniu trupy. Motyw ten pojawia się też np. w „Sinobrodym”. Fitcher zwabia do swojego domu młodą dziewczynę, która ma zostać jego żoną. Pewnego dnia każe jej pod jego nieobecność zaopiekować się jajkiem i strzec go jak oka w głowie, jednocześnie pod żadnym pozorem nie wchodzić do zamkniętego pokoju. Dziewczyna oczywiście nie jest w stanie się oprzeć i wchodzi do tego pomieszczenia, a tam znajduje wannę wypełnioną kawałkami porąbanych ciał. Gdy się pochyla, jajko wpada między członki i brudzi się od krwi, której nie da się zmyć. W ten sposób Fitcher wie, że narzeczona go oszukała. Tak samo postępuje z siostrą dziewczyny – ona też wchodzi do zakazanego pokoju i odkrywa zwłoki. Dopiero trzecia siostra jest na tyle przebiegła, by jajko przed wejściem do pokoju schować w szafce w kuchni. W wannie odkrywa rozczłonkowane ciała sióstr. Postanawia je złożyć, żeby z ich pomocą zemścić się na niedoszłym małżonku. Dalszej części nie streszczę; dość powiedzieć, że na koniec wszyscy spłonęli żywcem w domu Fitchera, łącznie z tymi, którzy przyszli na pomoc ostatniej siostrze. Bo po co kończyć baśń happy endem, nuda.

 

Czerwony Kapturek

Myślicie, że znana wszystkim wersja ze zjadaniem babci i Kapturka jest okrutna? Phi! Robert Darnton w swojej książce „Wielka masakra kotów” przytacza francuską wersję tej opowieści, w której zły wilk nie zjada babci, lecz… podaje ją do zjedzenia Kapturkowi, mówiąc, że to zwykłe mięso i wino. Po posiłku wilk prosi Kapturka, żeby rozebrała się do naga i położyła z nim do łóżka. Po słynnej wymianie pytań i odpowiedzi wilk zjada dziewczynkę. Ot, i cała historyja.

 

Teściowa

W trakcie lektury baśni braci Grimm szybko można zauważyć, że kiedy mamy do czynienia z macochą albo teściową, zaraz nas czeka trochę makabry. Nie inaczej mogło być w przypadku tego tekstu (właściwie fragmentu). Teściowa nie dość, że pod nieobecność męża każe synowej razem z dziećmi schować się daleko poza zasięgiem jej wzroku, to po jakimś czasie postanawia, że w sumie te wnuczki to mogą być całkiem smakowite, a może by tak potrawkę? Całe szczęście sługa inspiruje się łowcą z „Królewny Śnieżki” i zamiast wątróbeczki małego szkraba przynosi zwierzęcy organ.

 

Śpiąca królewna

Oj, zapomnijcie o disneyowskiej wersji. W tekście spisanym przez włoskiego poetę Basile król nie tyle całuje śpiącą królewnę, by ją obudzić, lecz gwałci ją wielokrotnie, a ta – nadal nie odzyskując przytomności – rodzi dwójkę dzieci. Budzi się dopiero wtedy, gdy to drugie gryzie ją w palec. Niestety królowa z zazdrości każe porwać i ugotować dzieci, a na koniec sama ląduje na stosie, co akurat łapie się w definicję szczęśliwego zakończenia.

  • macia

    Jeżeli ktoś miałby opowiadać takie historie dzieciom, to chyba tylko na zasadzie „Nie chodź do lasu, bo…”, „Nie ufaj mężczyznom, bo…”, „Nie jedz gulaszu, bo…” :)

    • Agnieszka Brodzik

      Nie jedz gulaszu <3

  • maszynistaGrot

    Rzeczywiście brutalnie przetworzone te klasyczne bajki. Jeśli chodzi o oryginały to brakuje mi jeszcze „Jasia i Małgosi”. W ogóle wspomniane tu Baśnie Bracia Grimm wydają mi się najbardziej brutalne z tych co czytałem.

    Fajny temat, ostatnio tak na marginesie jest remont w mojej bibliotece i można tylko książki dziecięce wypożyczać. Z klasyki gatunku, bo tylko to mnie interesuje ostatnio przeczytałem bajki Jeana La Fontaine i tam też muszę przyznać czasem mocne sceny czasem były np. ta o żabie i wole, gdzie ta pierwsza zazdrościła potężniejszemu zwierzęciu zaczeła się nadymać tak , że aż pękła :)

    • Agnieszka Brodzik

      One nie są przetworzone. To później przetwarzano baśnie, te są wersjami pierwotnymi. Wszystkie grimmowskie z tego zestawienia pochodzą z pierwszego wydania. Chociaż tak naprawdę nie istnieje jedna oficjalna wersja danej baśni, bo one były przekazywane w różnych wersjach, w dodatku w zasadzie wszystkie są miksem jakichś motywów czy rozwiązań fabularnych. Jak się tak ciurkiem czyta to wyraźnie to widać.

  • Hmm – z ciekawości zajrzałam na angielskojęzyczny serwis, gdzie zamieszczone są baśnie braci Grimm. Zakończenie „Ptaka Fitchera” brzmi: „After he and all his guests had gone into the house, the bride’s brothers
    and relatives arrived. They had been sent to rescue her. After closing up
    all the doors of the house so that no one could escape, they set it afire,
    and the sorcerer, together with his gang, all burned to death.” Czyli nie zginęli wszyscy, jak sugeruje autorka artykułu, a zły czarownik i jego pomagierowie. Czyli ktoś tu ściemnia, lub niezbyt dobrze pamięta bajkę, o której pisze :P
    Z ciekawości sprawdzę czy notki o innych baśniach także nie mijają się nieco z prawdą.

    • Agnieszka Brodzik

      Sprawdzę w swoim wydaniu, bo wersji tej baśni było kilka. W ogóle nie pamiętam czarnoksiężnika, ale mogło mi się już pokiełbasić, bo te teksty są naprawdę strasznie podobne do siebie.

      • Agnieszka Brodzik

        Tak wygląda zakończenie tej baśni w książce „The Original Folk and Fairy Tales of the Brothers Grimm” w tłumaczeniu Jacka Zipesa:

        „The bridegroom looked and saw the decorated skull. He thought it was his bride and waved to her. However, once he and his guests were all gathered inside the house, the helpers who were sent by the sisters finally arrived. These people locked all the doors of the house and then they set fire to it. And since nobody could get out, they were all burned to death.”

        Jak widać, jest zupełnie inna. Już pisałam, że te opowieści mają wiele wersji.

        • Interpretacje też :) Bo tu można zadać pytanie w jaki sposób bliscy uratowanej siostry zamknęli drzwi – od zewnątrz czy od środka? Wiemy, że do domu weszli złoczyńcy – wszystkie teksty są co do tego zgodne. Ale czy w środku znalazła się też drużyna „mścicieli”? Tu już pewności nie ma. Opierając się o typowe zakończenia grimmowskich baśni można zauważyć, że „tym dobrym” zazwyczaj udawało się przeprowadzić swoją wolę bez samounicestwienia. Tu oczywiście kieruję się analogią – skoro w innych tekstach braci pozytywni bohaterowie tryumfowali, więc domniemuję, że i w tym nie złożyli z siebie ofiary całopalnej :D
          A żeby ponudzić w temacie strasznych bajek, podań i klechd, wspomnę sobie na zbiorek Kazimierza Wójciskiego – „Klechdy starożytne, podania i powieści ludu polskiego i Rusi”, gdzie także co i rusz lała się krew. Zresztą u polskich bajkopisarzy i zbieraczy podań można się doszukać sporo smakowitości przyprawiających o dreszcz na plecach. Ale to chyba temat na inna okazję, bo jest bardzo rozległy.
          Niezmiernie cieszy mnie, że dowiedziałam się z „baśniowego” wpisu o istnieniu książki „Wielka masakra kotów”. Wbiłam tę frazę w wyszukiwarkę i – voila! – w sieci jest cała angielskojęzyczna wersja. Będzie co czytać w najbliższym tygodniu! :)

          • Agnieszka Brodzik

            Sięgnij po pierwsze wydanie tych baśni, a przekonasz się, że czasami zakończenia są nie tylko mało szczęśliwe, lecz czasem zupełnie absurdalne ;) Naprawdę, jedno wielkie „WTF?” ;) A na „Wielką masakrę kotów” i ja się czaję, zapowiada się super, bo zaraz po tym fragmencie o Czerwonym Kapturku jest celna i dosadna krytyka psychoanalitycznej interpretacji :D Trafiłam na tę książkę przez „artykuł” o okrucieństwie baśni, gdzie autor kapka w kapkę przepisał swoimi słowami dostępny za darmo fragment tej książki ;)