Zapach Adama

Jean-Christophe Rufin

Gdy przeczytałem informację, że akcja „Zapachu Adama” rozgrywa na obu półkulach naszego globu, (m.in. w Polsce, Republice Południowej Afryki, Brazylii, Stanach Zjednoczonych, Anglii, Szwajcarii, Włoszech, Francji, na Wyspach Zielonego Przylądka) przypomniało mi się znane powiedzenie: „co za dużo, to niezdrowo”. W przypadku powieści Rufina stosuje się jednak nie wyżej wymieniona sentencja, ale raczej stwierdzenia: „od przybytku głowa nie boli” oraz „im więcej, tym lepiej”. 

Paul i Kerry są byłymi agentami CIA. Przed rezygnacją z agentury przyrzekli sobie, że jeżeli pojawi się zadanie, dzięki któremu „warunki zostaną spełnione”, to znów się spotkają, by razem, ramię w ramię rozwikłać zagadkę. Tajemnicze warunki zostają spełnione wraz z propozycją ich wspólnego znajomego z czasów służby w CIA, który prosi Paula, by ten zbadał okoliczności włamania, jakie miało miejsce w laboratorium we Wrocławiu. Okazuje się, że nie była to zwykła akcja sabotująca przeprowadzona przez radykalnych ekologów, bowiem z miejsca przestępstwa zniknęła fiolka z przecinkowcem cholery. 

Globalne ujęcie całej historii wyszło powieści na dobre, wbrew moim obawom. Przeskakiwanie z jednego kraju do drugiego nie zaburza płynnej ciągłości fabuły, a podsyca zainteresowanie czytelnika. Rufin momentami opisuje przemierzane tereny dość obszernie, co jednak traktuje się nie jako spowalnianie akcji, ale jako przyjemny odpoczynek przed następnym zrywem. Dzięki temu powieść ta należy do tej grupy książek, w której obszerność jest istotną zaletą. 

Autor umieścił w swojej historii też drugie dno. Książka zaciekawi nas nie tylko wartko pędzącą akcją oraz ciekawymi wątkami, ale też szalenie interesującymi kwestiami, jak na przykład pojęcie ekologii. Zwykło się sądzić, że walka o zachowanie naturalnych walorów środowiska jest moralnie słuszna i pozbawiona ukrytych intencji, jednakże Rufin pokazuje, iż takie myślenie jest błędne, a coraz częstsze sformułowanie „ekoterroryzm” wcale nie jest wprowadzone na wyrost. Doktryny niektórych ugrupowań – które Rufin bardzo zgrabnie wplótł w fikcyjną warstwę książki – ukazują przerażające postawy ekologicznych ekstremistów. Tak więc połączenie świetnej rozrywki z niepokojącymi faktami okazało się efektownym zabiegiem, przez co książkę czyta się jednym tchem. 

Książka ma też mankamenty, o których wypada wspomnieć. Pomijając kilka niekonsekwencji w fabule, które na szczęście nie wpłynęły na poziom kryminalnej warstwy powieści, to głównym zarzutem jest zbytnia łatwość, z jaką bohaterowie radzili sobie nawet w beznadziejnych sytuacjach. Momentami ich niezawodność ocierała się o banał, wskutek czego było za mało fałszywych tropów, a co za tym idzie – całe śledztwo było prowadzone jak po sznurku; autor na szczęście zdał sobie z tego sprawę, więc zastosował równolegle do prowadzonego śledztwa drugi wątek, gdzie czytelnik może śledzić działania czarnych charakterów. Wykładając wszystkie karty na stół autor sprytnie uniknął rozczarowania, jakie mogła wywołać zbyt prosta zagadka. Co więcej, z biegiem czasu okazuje się, że jednak ukrył kilka asów w rękawie a intryga, która w klasycznym kryminale budziłaby znużenie, w powieści Rufina sprawdza się idealnie. 

Powieść francuskiego pisarza jest niewątpliwie warta polecenia. Stworzył on pasjonującą i jednocześnie niepokojącą historię, która powinna trafić w gusta sporej części czytelników. Przez wspomniane wyżej mielizny fabularne bezboleśnie przepływa się wskutek płynnej narracji oraz sprytu autora. Czas poświęcony „Zapachowi Adama” będzie naprawdę miło spędzony i owocny, jako że poza satysfakcją z lektury zostanie też w nas świadomość, że ekologia to nie pomaganie wielorybom wyrzuconym na brzeg morza, ale również inne, mroczne działania. 

  • Autor: Jean-Christophe Rufin
  • Tytuł oryginalny: Le Parfum d’Adam
  • Przekład: Justyna Sozańska
  • Wydawca: W.A.B.
  • Data publikacji: 2008-11-13
  • Cena: 39,90 zł
  • Format: 504 s.
  • Opis z okładki:
    Polska wiosną 2005 roku. Juliette, dwudziestokilkuletnia Francuzka, pewnej nocy wdziera się do wrocławskiego instytutu biologicznego i uwalnia z jego pomieszczeń zwierzęta doświadczalne. Niszczy drogie wyposażenie laboratorium, na ścianie zostawia napis: „Respektujcie prawa zwierząt”. Uciekając, zabiera tajemniczą fiolkę z czerwoną zakrętką.
    Sprawą – na zlecenie polskich służb specjalnych – zajmuje się para byłych amerykańskich agentów CIA: specjalistka w dziedzinie psychologii oraz lekarz, którzy niegdyś byli kochankami. Czy ta operacja ma związek z bioterroryzmem i międzynarodową siatką ekologów fanatyków?
    Akcja powieści toczy się w różnych miejscach – od pustyni Kolorado, przez całą Europę, aż po Wyspy Zielonego Przylądka i Brazylię. Rufin penetruje środowisko wyznawców radykalnego ekologizmu, bada rozbieżności i paradoksy teorii ekologicznych, pisząc o niebezpiecznych konsekwencjach stosowania nauk i poglądów w praktyce. A wszystko to czyni niebywale intrygująco, scena po scenie bawiąc się z czytelnikiem w kotka i myszkę, jak na autora znakomitego dreszczowca przystało.