Zagubione duchy

Mary E. Wilkins Freeman

Chcąc odetchnąć po grotesce zaserwowanej przez Bierce’a sięgnąłem po teksty Mary Wilkins Freeman, pisarki będącej w moim wyobrażeniu stylistycznym przeciwieństwem autora zbioru Nadprzyrodzone. Skąd taki wybór? Choć daleki jestem od oceniania książek po okładce, właśnie ona przykuła moją uwagę. Twarz krzyczącej dziewczyny zasłaniana kościotrupią dłonią dawała nadzieję na opowiadania grozy bardziej wyraziste pod względem atmosfery typowej dla klasycznego horroru1.

„Dla każdej zdrowej na umyśle osoby jest granica, poza którą zaprzeczanie sobie musi ustać.”2

Pamiętacie legendarną angielską herbatkę z początków dziewiętnastego wieku? To na niej przedstawiono światu Frankensteina, postać wampira wyniesiono na salony, a ludowe bajania nabrały sprecyzowanych kształtów. Powstałe wówczas historie, choć zaczerpnięte z tradycji oralnej, na tyle silnie tchnęły świeżością, że zdołały swoich bohaterów na stałe zapisać w kulturze, nie tylko literackiej3. Wspominając tamto wydarzenie, wyobrażam sobie Mary Wilkins Freeman siedzącą razem z uczestnikami tego sławnego spotkania, chroniącą się przez rzęsistym deszczem w cieple kominka i snującą swoje opowieści o duchach. Zagubione duchy4 to w przeważającej części zbiór opowiadań idealnie wpisujących się w konwencję typową dla historii niesamowitych z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku, a nawet tych wcześniejszych. Nie odnajdziemy w nich makabrycznych opisów ani wielu przykładów czarnego humoru. Zamiast tego odbędziemy sentymentalną podróż do czasów, gdzie horror nie epatował brutalnością, lecz budował napięcie w sposób delikatny, bazując w dużej mierze na wyobraźni czytelników.

Osią centralną zbioru Mary Freeman czy też może ogniwem spajającym poszczególne opowiadania jest konfrontacja dwóch rzeczywistości. W opozycji do siebie stoją: świat uporządkowany, w którym poszczególne jednostki twardo stąpają po ziemi, oraz świat nadprzyrodzony pełen niewytłumaczalnych zjawisk. Wspomniana konfrontacja – choć może lepszym słowem byłoby „przenikanie” – przybiera zwykle jeden kierunek, tj. stroną niejako nacierającą, wykraczającą poza własną sferę i tym samym łamiącą utarty wizerunek świata jest przeważnie byt metafizyczny5. Wyjątek stanowi historia George’a Wheatcrofta, której to bohater choć początkowo niejako wessany do innego wymiaru wraca do niego z własnej, nieprzymuszonej woli. Pokój przy holu, bo o nim mowa, jest jednym z ciekawszych opowiadań ze zbioru właśnie ze względu na owe odwrócenie ról. Podmiotem dominującym jest człowiek – w tym konkretnym przypadku jednostka pozbawiona życiowego celu, wypalona wewnętrznie – zafascynowany niezwykłymi doznaniami cechującymi „wycieczki” poza świat rzeczywisty: „Tej nocy widziałem – widziałem więcej niż potrafię opisać więcej niż godzi się opisywać. Coś, co natura słusznie ukrywa, zostało mi ujawnione, ale nie do mnie należy zdradzenie zbyt wielu jej sekretów. Powiem tylko tyle, że te drzwi i okna wychodzą na przestrzenie, do których ta przestrzeń, którą znamy, jest zaledwie przedsionkiem”6. Czego doświadczył pan Wheatcroft? Czy doznał kosmicznego objawienia niczym postać z opowiadań Lovecrafta, czy raczej wpadł do innego świata na wzór Alicji? Autorka nie zdradza odpowiedzi na powyższe pytania.

Zygmunt Miłoszewski w powieści Domofon napisał: „Najstraszniejsze horrory to te z dziećmi”. Autorka Zagubionych duchów z pewnością by się z tym zgodziła. W tytułowym opowiadaniu przedstawia nam ducha dziewczynki, która niczym Kubrickowy Danny Torrance pojawia się w najmniej spodziewanych momentach, niestrudzenie oznajmiając „nie mogę znaleźć mamy”. O szybsze bicie mojego serca zadbały również młode bohaterki opowiadań Dzieweczka w progu i Niegroźny duch. Co ciekawe, każdorazowe spotkanie z owymi duszkami nie miało negatywnego wydźwięku. Wręcz przeciwnie, historie z ich udziałem z reguły kończyły się happy endem, tj. zagubione dusze odnajdywały ukojenie w zaświatach bądź też znajdowały schronienie jeszcze na ziemskim padole. Na koniec tego wątku warto dodać, że nie wszyscy bohaterowie Freeman mieli tyle szczęścia i wielu z nich musiało uznać wyższość świata nadprzyrodzonego. Przykładowo, jedna z postaci zostaje opętana, z kolei inna prawdopodobnie popełnia samobójstwo.

Oczywiście Zagubione duchy to nie tylko lekkie historyjki ze zjawami w tle. W opowiadaniach Mary Wilkins Freeman odnajdziemy szereg zagadnień związanych z ponadczasową problematyką społeczną oraz moralną. Najbardziej wymownymi pod tym kątem opowieściami są Luella Miller, gdzie tytułowa postać odgrywa rolę energetycznego wampira7, Zagubiony duch dotykający problemu niechcianego macierzyństwa, czy opowiadania podejmujące zagadnienie winy i kary (Cienie na ścianie, pusta parcela). Równie ważne wydają się emancypacyjne przekonania autorki, propagującej w literaturze postać kobiety wyzwolonej i samodzielnej (Wiatr w krzewie róży, Pokój południowo-zachodni, Melodia z oddali, Pokój przy holu). Protagonistkami opowiadań Mary Wilkins Freeman są w przeważającym stopniu kobiety silne, nie bojące się rzucić wyzwanie otaczającemu je światu. Można powiedzieć, że zachowaniem i postawą naśladujące swoją twórczynię, tj. kobietę doświadczoną życiowo, zmuszoną samodzielnie walczyć z rzeczywistością dziewiętnastego i dwudziestego wieku.

***

Czy wobec zaprezentowanej tematyki zbioru powinien on trafić zatem jedynie w ręce osób wzdychających do pisarzy pokroju Algernona Blackwooda i Josepha Sheridana Le Fanu? Czytelnik zdecydowany poświęcić czas Mary Wilkins Freeman musi być przede wszystkim świadomy, że zarówno styl w jakim zostały opowiedziane dane historie, jak i ich techniczna oprawa, zdążyły się zestarzeć. I nie mówię tylko o języku wypowiedzi (przydługich momentami opisach, leniwej narracji, sztampowych bohaterach) ale również o umiejscowieniu wydarzeń w czasach niepociągających współczesnego odbiorcę. Ann Cahill, filozof oraz osoba od czasu do czasu badająca twórczość pisarzy dziwiętnastowiecznych, w jednym ze swoich tekstów wyjaśnia, iż sukces literacki niektórych z nich wynikał z faktu ulokowania wydarzeń niesamowitych w bliskim otoczeniu czytelnika, tj. na terenach, z którymi odbiorca tekstu mógł się identyfikować zarówno czasowo jak i geograficznie. Kończąc, można chyba powiedzieć, że moc oddziaływania tekstów zawartych w zbiorze Zagubione duchy uleciała wraz z ich wiekiem a to, co kiedyś stanowiło o ich oryginalności dziś – delikatnie mówiąc – trąci myszką.

Będąc historykiem, którego zainteresowania krążą wokół tematów społecznych przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku, trudno mi jednoznacznie ocenić teksty Mary Wilkins Freeman. Próbując znaleźć odpowiedź na postawione powyżej pytanie można oczywiście spuentować całość słowami „zawsze istnieją dwie strony medalu”, ale takie rozwiązanie to zbyt idące uproszczenie. W mojej ocenie siła Zagubionych duchów tkwi nie tyle w głównych wątkach fabularnych ale w ich pobocznej otoczce, przez którą przebijają się poglądy społeczno-kulturowe pisarki. Traktując motywy nadprzyrodzone jedynie w kategoriach tła dla bardziej złożonych zagadnień, możemy zaobserwować problemy trapiące zarówno samą Mary Wilkins Freeman, jak i całe ówczesne społeczeństwo.

Podsumowując. Jeżeli sięgając po Zagubione duchy czytelnik weźmie poprawkę na czas jaki minął od powstania tekstów oraz sprawia mu przyjemność odnajdywanie w opowiadaniach walorów nie tylko stricte literackich, to teksty Mary Wilkins Freeman mogę mu polecić bez większych obaw. Choć zdecydowana większość historii sięga do konwencji klasycznego ghost story to problemy z duchami służą jedynie zobrazowaniu zagadnień dużo bardziej przerażających.

1Równie klimatyczne co okładka są ilustracje wewnątrz książki. Wielkie brawa należą się Antoniemu Sobeckiemu.

2M.E. Wilkins Freeman Zagubione duchy, Wydawnictwo C&T, Toruń 2006, s.65.

3Mowa o spotkaniu Mary Godwin i jej późniejszego męża Percy’ego Shelleya, Johna Polidoriego oraz George’a Byrona w willi Diodati nad Jeziorem Genewskim w 1816 roku. Wówczas w ramach konkursu na najbardziej niesamowitą i straszną opowieść narodziła się postać Frankensteina oraz Lorda Ruthvena, wampira odstającego aparycją i zachowaniem od wcześniejszych ludowych wyobrażeń. Zarówno jeden jak i drugi (anty)bohater do dzisiaj są obecni w kulturze oraz stanowią inspirację do dalszych historii. Stephen King w swojej książce Danse Macabre nazywa owe spotkanie „najbardziej zwariowaną z angielskich herbatek”.

4Opowiadania zawarte w zbiorze powstały między 1883 a 1918 roku, a ich pierwsze publikacje miały miejsce zarówno w czasopismach, tj. w Everybody’s Magazine (The Wind in the Rose-Bush, The Shadows on the Wall, Luella Miller, The Southwest Chamber), jak i bezpośrednio w antologiach (pozostałe teksty).

5Przykładowo, w opowiadaniu Cienie na ścianie zasady spajające świat rozumu zostają nadszarpnięte poprzez pojawienie się tytułowego cienia na ścianie wyglądem przypominającego niedawno zmarłego człowieka. W opozycji do tegoż niewytłumaczalnego zjawiska staje jeden z bohaterów, osoba wychowana w duchu trzeźwej oceny rzeczywistości. Do otwartej konfrontacji, tj. postaci hołdującej ideom racjonalizmu z zjawiskami nadprzyrodzonymi, dochodzi także w historiach Pokój południowo-zachodni, Pusta parcela.

6M.E. Wilkins Freeman Zagubione duchy, Wydawnictwo C&T, Toruń 2006, s.201.

7W opowiadaniu Luella Miller tytułowa postać nie ogranicza się jedynie do wysysania energii życiowej, ale również uosabia problem związany z wykorzystywaniem jednego człowieka przez drugiego w sposób czysto fizyczny.

  • Autor: Mary E. Wilkins Freeman
  • Tytuł oryginalny: The wind in the Rose-Busch
  • Przekład: Katarzyna Bogiel
  • Wydawca: C&T
  • Data publikacji: 2006
  • Format: s. 238, okładka miękka
  • Seria: Biblioteka Grozy
  • Opis z okładki: Prawdopodobnie pierwsza na świecie edycja wszystkich opowiadań grozy najsłynniejszej obok Edith Wharton pisarki tego gatunku! Wydanie ze specjalnie do niego napisanym wstępem i bibliografią znawcy ghost stories i fantasy Marka S. Nowowiejskiego. 13 niesamowitych opowiadań urokliwie zilustrowanych przez Antoniego Sobeckiego.
  • maszynistaGrot

    Jak dla mnie prawdziwe perełki te opowiadania. Może nie aż tak dobre jak Wharton, ale bez wątpienia wartościowe, klimatyczne ghost stories w XIX wiecznej scenerii. Uwielbiam ten dystyngowany „trącący myszką” starodawny styl. W ogóle XIX stulecie to według mnie szczytowy okres powieściopisarstwa (Dostojewski, Tołstoj, Dickens…) choć to nieco inne klimaty.

    • Sylwester Kozdroj

      Widzę, że mamy podobne gusta literackie. Także przepadam za opowieściami niesamowitymi i często do nich wracam. Zbioru „Duchy i ludzie” jeszcze nie czytałem ale na pewno nadrobię zaległości w tym zakresie. Info dla Agi: wierzę także w horror współczesny ;)

    • Sylwester Kozdroj

      Podobno coraz częściej słyszy się, że „klasyka fajna a to co nowe jest bee”. Osobiście nie zauważyłem takiego trendu, ale może rzeczywiście taki występuje. Wiem, że odpowiedź jest oczywista ale czytasz/masz jakiś ulubionych pisarzy współczesnych? Czy oceniając ich styl, świat wykreowany w ich opowiadaniach/powieściach powiedziałbyś, że ich proza nie dorasta do twórczości klasyków? A może są sobie równe a może nawet obecna literatura grozy przewyższą tą z XIX i początków XX wieku?

      • maszynistaGrot

        Chodziło mi bardziej ogólnie o literaturę z tym porównaniem, a nie stricte horror. Być może, że zdarzają się obecnie utwory grozy przewyższające klasyków gatunku. Po prostu wolę ten dawny klimat grozy – zamczyska, upiory, cmentarzyska, bryczki, gotyk niż ta współczesna nowoczesność – szybkie samochody, komputery, XXI wiek, nauka, gdzie wiara w duchy umarła w przeciwieństwie do dawnych czasów, zabobonów, wierzeń religijnych.

        • Sylwester Kozdroj

          Może się źle wyraziłem ale nie chodziło mi o Twoje porównanie współczesnych pisarzy do np. Dickensa. Zastanawiam się ogólnie nad taką nieoficjalną rywalizacją Klasycy konta Współcześni Twórcy Horroru czy w ogóle ma ona miejsce czy jest to może tylko wymysł internetowego światka. Zdarza Ci się czytać horror dzisiejszy? Osobiście czytam jednych i drugich. I choć także bardziej przemawiają do mnie starsze testy to jednak i dzisiaj zdarza się, że powieść/opowiadanie powali mnie na kolana.

          • maszynistaGrot

            Tak szczerze, to praktycznie bardzo rzadko mi się zdarza czytać obecną literaturę. Choć kiedyś jak najbardziej – sporo horrorów Kinga przeczytałem, coś tam Mastertona i Barkera łyknąłem. Obecnie jak czytam nowości to są to specyficzne, powiedziałbym nowatorskie style – Ligotti, Gunia.

            Przyznam, że nic nie słyszałem o rywalizacji Klasyka kontra współczesny Horror. Jest coś takiego? Są jakieś rankingi, zestawienia, porównania? Chyba dość ciężko byłoby na taką rzetelną analizę, jeśli w ogóle – inne warunki, style, obyczaje, tematy…

          • Sylwester Kozdroj

            Bardzo miło mi to słyszeć. Mówię o braku zauważenia przez Ciebie dyskusji Klasycy kontra Współczesny Horror. Wiele osób, z którymi rozmawiam twierdzi podobnie, tj. że owa rywalizacja de facto jest de facto czystym wymysłem. Niestety raczej obracają się oni przeważnie wśród literatów dzisiejszych. Miło usłyszeć podobną opinię od osoby, dla którego na pierwszym miejscu stoją właśnie Klasycy.

          • Agnieszka Brodzik

            Maszynista, Sylwester pije do naszych prywatnych rozmów :D Bo ja często spotykam się z tym, że przy okazji chwalenia klasyki ludzie rzucają krzywdzące uogólnienia na temat współczesnego horroru, sprowadzając go do bezmyślnej krwawej jatki. I maniakalnie zaznaczam takie rzeczy w tekstach Sylwka, aż przeczulona jestem, do czego się przyznaję :D Tutaj też mu się trafiło takie coś: „Zamiast tego odbędziemy sentymentalną podróż do czasów, gdzie horror nie epatował brutalnością, lecz budował napięcie w sposób delikatny, bazując w dużej mierze na wyobraźni czytelników.”

          • Niestety, ale cały czas ta dychotomia jest budowana przez fanów jednego i drugiego. Bo przecież w XIX wieku też potrafiono opisywać jatkę, a współcześnie mamy takich klimaciarzy jak Campbell. Ale fani „klasyki” doceniają w niej najczęściej subtelną stronę, a – przynajmniej na naszym podwórku – zamiast promować i wydawać ambitny horror, ciśnie się klasy B do Z, ciągle i ciągle wracając do jakiś Mastertonów i Smithów. Oczywiście, to spore uogólnienie, ale uogólnienia nie biorą się z powietrza ;) Dobrze, że czasem mimo wszystko takiego Campbella czy Kiernan ktoś wyda.

  • Sylwester Kozdroj

    Widzę, że mamy podobne gusta literackie. Także przepadam za opowieściami niesamowitymi i często do nich wracam. Zbioru „Duchy i ludzie” jeszcze nie czytałem ale na pewno nadrobię zaległości w tym zakresie. Info dla Agi: wierzę także w horror współczesny.